Żemojcin: Pielęgnacja polskości jest zadaniem i obowiązkiem każdego z nas

“Wszystkie marzenia mogą stać się rzeczywistością, jeśli mamy odwagę je realizować” - zwykł mawiać Walt Disney, słynny amerykański artysta i przedsiębiorca, twórca kultowych postaci rysunkowych. Sentencja ta jak nigdy pasuje do osoby Pawła Żemojcina, zawodowego muzyka, byłego założyciela i lidera folkpopowej formacji “StaraNova”, który wieloletnie doświadczenie, wyniesione z branży muzycznej usiłuje od pewnego czasu łączyć z pracą społeczną i kulturalną.

zw.lt
Żemojcin: Pielęgnacja polskości jest zadaniem i obowiązkiem każdego z nas

Fot. Roman Niedźwiecki

zw.lt: Jest Pan kojarzony z wieloma aktywnościami, jak na płaszczyźnie kulturalnej, tak i społecznej. Przed wielu laty zakładał Pan i przez pewien czas był liderem jednego z pierwszych na Litwie polskich zespołów folkpopowych, następnie należał Pan do grona pomysłodawców założenia Polskiego Klubu Dyskusyjnego, a teraz powołał Pan do życia agencję artystyczną “Polskie imprezy na Litwie”, która ma, cytuję “przyczynić się do promocji polskości na Litwie, nadać nową jakość i znaczenie polskim wydarzeniom kulturalnym, odbywającym się w środowisku polskim na Litwie i zarazem stworzyć atrakcyjną odskocznię dla szerzenia się kultury rosyjskiej wśród Polaków litewskich”. Czyli Pana zdaniem, tych działań, które są podejmowane dla utrzymania polskości i uczynienia jej atrakcyjną dla nas, tu mieszkających Polaków, nie wystarcza?

Paweł Żemojcin: Oczywiście, że tak. Zapewne większość czytelników portalu zgodzi się ze mną, że w ciągu 27 lat od czasu odzyskania przez Litwę niepodległości, w temacie oferty wartościowych, polskich imprez kulturalnych, adresowanych do Polaków litewskich niewiele się zmieniło – ta oferta nadal pozostaje być dość ograniczona. Co więcej, placówki, odpowiedzialne za formowanie takiej oferty, z wielu powodów nie potrafią sprostać wymaganiom wymagającego odbiorcy. Nie należy też zapominać o tym, że kultura już dawno przekształciła się w instrument władzy wszelkiej maści lokalnych polityków polskich, wykorzystujących ją do własnych celów i zapominających przy tym, że kultura, szczególnie ta, odpolityczniona powinna być dostępna dla ogółu. Stąd też pomysł powołania do życia pierwszej i niezależnej agencji artystycznej non profit, mającej na celu zapoznanie społeczności polskiej na Litwie z wybranymi, godnymi uwagi przykładami polskiej sceny muzycznej, mam tu na myśli koncerty znanych polskich zespołów i wokalistów, ale też z efektami działalności polskiej sceny teatralnej czy kabaretowej.

No ale, czy rzeczywiście sytuacja wokół kultury polskiej na Litwie jest aż tak zła, jak Pan tu próbuje nakreślić? Przecież mamy szereg placówek takich jak choćby Instytut Polski w Wilnie czy Dom Kultury Polskiej w Wilnie, dzięki staraniom których w zakresie kultury polskiej ciągle coś się dzieje? Czy nie jest więc Pan zbyt kategoryczny w swoich sądach?

Proszę pamiętać, że wspomniany przez pana Instytut Polski w Wilnie pełni zupełnie inną rolę i tu warto raz jeszcze o niej przypomnieć. Podstawową funkcją IP w Wilnie jest promocja kultury polskiej przede wszystkim wśród społeczności litewskiej, nie zaś Polaków, mieszkających na Litwie. Wydarzenia ostatnich dni, mam tu na myśli ostrą krytykę pod adresem Instytutu Polskiego w Wilnie, której dopuścił się Związek Polaków na Litwie pokazują, że większość z nas ma mylne wyobrażenia o priorytetach działalności IP na Litwie. Jeśli chodzi o wspomniany przez pana Dom Kultury Polskiej w Wilnie, to tu sytuacja jest jeszcze inna. Administracja placówki nie dysponuje potrzebnymi zasobami ludzkimi, ani odpowiednimi środkami pieniężnymi, a więc pomimo dobrych chęci, wielkiej i poważnej pracy po prostu nie ogarnia wszystkiego. Kto na tym traci? Oczywiście, że zwykli odbiorcy kultury, zwykli ludzie, którzy chcą aktywniej uczestniczyć w polskim życiu kulturalnym – oglądać polskie filmy, podziwiać występy kabaretów z Polski, bawić się na koncertach gwiazd polskiej estrady czy oglądać spektakle polskich teatrów.

Skoro o teatrach mowa, zgodzi się Pan chyba, że wartościowych spektakli i tłumów widzów na nich nie brakowało podczas odbytych ostatnio VIII Wileńskich Spotkań Sceny Polskiej i z pewnością nie zabrakło podczas 1. edycji Dni Polskiego Teatru na Litwie.

Bardzo się cieszę z sukcesu Wileńskich Spotkań Sceny Polskiej i jestem pełen uznania dla starań Polskiego Studia Teatralnego na Litwie na czele z panią Liliją Kiejzik, by to wydarzenie kulturalne zorganizować. Korzystając z okazji chciałbym zwrócić uwagę na jedną bardzo ważną rzecz – spragniony kultury odbiorca sięga po wszystko, co znajduje w zasięgu ręki. Właśnie ten fakt tłumaczy duże zainteresowanie wspomnianymi już spotkaniami teatralnymi czy nawet niedawnymi, zorganizowanymi przez założoną przeze mnie agencję artystyczną koncertami Iwana Komarenki z zespołem. Nie mogę się zgodzić z twierdzeniem, że “nasi ludzie nie wiedzą, czego chcą”. Przeciwnie, odbiorcy wiedzą czego chcą, ale z różnych powodów tego nie otrzymują, a jak nie otrzymują, to sięgają po byle co. Bogu dzięki, jeżeli zwykły widz ma do czynienia z jakościowym produktem kulturalnym, ale tak przecież nie zawsze bywa. Z braku możliwości wyboru, odbiorca zmuszony jest sięgać po wydarzenia kulturalne wątpliwej jakości, mało tego, coraz częściej staje się odbiorcą kultury rosyjskiej, narażając się przy tym na działanie propagandy rosyjskiej. Chcąc stworzyć atrakcyjną odskocznię dla niej musimy wspólnie zaktywizować polskie działania kulturalne na Litwie, przede wszystkim tworząc przemyślaną, przejrzystą strategię rozwoju i promocji polskości na najbliższe lata, a także zabiegając o lepszą jakość imprez kulturalnych, oferowanych Polakom litewskim.

Jak Pan to widzi? Kto musiałby się tą sprawą zająć?

Oczywiście, wszelkie działania, o których wspomniałem, należałoby zacząć od zmiany nastawienia lokalnych polityków i działaczy społecznych, od których decyzji i woli politycznej, jak wiadomo, zależy na Wileńszczyźnie bardzo wiele. To właśnie ich zaniedbania i krótkowzroczność na płaszczyźnie kulturalnej sprawiły, że dzisiaj mamy to, co mamy. Stawianie wyłącznie na rozwój wątpliwej jakości amatorskich zespolów folklorystycznych nie jest najlepszą strategią, a nawet powiem wprost, nie jest absolutnie żadną strategią. Nasi odbiorcy nasycili się już folklorem i teraz pragną czegoś nowego. Pamiętajmy, że ludzie żywo interesują się tym, co dzieje się na krajowej scenie kulturalnej, w świecie kultury poza granicami Litwy. Wszyscy oni oczekują od decydentów i działaczy, na których oddawali swe głosy większej podaży imprez kulturalnych. Ludziom trzeba te imprezy dać, po prostu! Przy tym należy też pamiętać, że sytuacja, jeśli ma się zmienić, na co bardzo liczę, nie zmieni się ot tak po prostu, w ciągu roku czy dwóch. Jeśli chcemy mówić o sukcesie naszych działań, musimy zadbać o odpowiednią, dobrze przemyślaną strategię tychże działań. Mniej pustego gadania, więcej działania!

Chciałbym wrócić na chwilę do jednego z głównych celów działalności powołanej przez pana agencji artystycznej (“Polskie imprezy na Litwie” – przyp. red.), a mianowicie stworzenia alternatywy dla dominacji kultury rosyjskiej i co się za tym kryje, działania propagandy rosyjskiej, której ofiarami staje się coraz więcej Polaków litewskich? W jaki sposób chce pan odmienić zaistniałą sytuację?

Zacznijmy od tego, że nie jestem jakimś rusofobem i przeciwnikiem kultury rosyjskiej. Jednak skala propagandy rosyjskiej, skierowanej na kraje bałtyckie i której ofiarami, jak pan zaznaczył, pada coraz więcej Polaków litewskich, mnie po prostu przeraża. Dziwi mnie przy tym spokój i pasywność lokalnych polityków, dla których z pewnością wydaje się, że nie ma z tym żadnego problemu. Nie wiem, czy normalnym jest powtarzanie w kółko o potrzebie zachowania i rozwoju polskości na Litwie i w tym samym czasie zapraszanie do udziału w organizowanych na Wileńszczyźnie imprezach zespołów z Białorusi czy Rosji, nie udzielając przy tym dostatecznej uwagi zespołom i artystom z Macierzy. Moim zdaniem, decydenci w Polsce powinni być bardziej ostrożni i rozważni w przyznawaniu dotacji na organizację niektórych “polskich” w domyśle imprez. Oprócz tego, powinni otoczyć większą kontrolą finansową, działalność niektórych instytucji, deklarujących pielęgnowanie polskości i promowanie wartości patriotycznych. No i rzecz jasna polska strona powinna pomóc w wypracowaniu długofalowej strategii zachowania i rozwoju polskości na Litwie, opracowaniu planu działań kulturalnych, edukacyjnych, z których pomocą możnaby było spróbować zminimalizować działanie propagandy rosyjskiej.

Nie brak Panu elokwencji, ale mówmy o konkretnych krokach, nie zaś posługujmy się jedynie ładnie brzmiącymi zwrotami i wyświechtanymi frazesami. Wyobraźmy sobie, że jest Pan decydentem, odpowiedzialnym właśnie za rozwój i promocję polskości wśród Polaków litewskich i co? Jak wyglądałyby Pana konkretne działania?

Jak już kilkakrotnie podkreśliłem w czasie rozmowy, wszelkie prace rozpocząłbym od stworzenia planu i wypracowania strategii, zgodnie z którymi poruszalibyśmy się do przodu. Oczywiście największą uwagę skierowałbym na sytuację w rejonach, przede wszystkim w rejonie wileńskim i solecznickim. O ile w tej chwili rejon solecznicki całkiem nieźle daje sobie radę i obserwujemy wyraźną poprawę i aktywizację działań kulturalnych dla Polaków go zamieszkających, o tyle stan rzeczy w rejonie wileńskim wciąż pozostaje nie najlepszy. Weźmy dla przykładu reorganizację rejonowych domów kultury. Dodatnią stroną był przede wszystkim podział środków, współmierny do wyznaczonych celów i rzeczywistej sytuacji, który umożliwił lepsze dofinansowanie placówek centralnych czyli Domu Kultury w Niemenczynie i Rudominie. Jednak, moim prywatnym zdaniem, mimo dobrych chęci reorganizacja nie była przeprowadzona do końca. Wielkim błędem było pozwolenie na prowadzenie działalności ośrodkom kultury w miejscowościach mało zaludnionych, gdzie na imprezy kulturalne przychodzi zaledwie garstka osób. Najlepszym przykładem takiego stanu jest placówka w Skirlanach, która raz zamknięta, znów wznowiła swą działalność. Skirlany są położone nieopodal Sużan, w których mamy dość dobrze działający ośrodek kultury. Czyż nie lepiej by było wzmocnić jego działalność, wzbogacić ofertę kulturalną kosztem zamknięcia filii w Skirlanach? A takich przykładów jest, niestety, więcej. Bezdany, Werusowo, etc. Środki budżetowe są tu wykorzystywane nieefektownie, a przecież lepiej dla wszystkich byłoby, gdyby pieniądze te zwiększyły budżety większych i sprawniej działających ośrodków. Rzecz jasna, należy pamiętać, że mówimy tu o działaniach długofalowych, obejmujących okres 5-10 lat, nie zaś o rozwiązaniach, mających na celu tradycyjne “gaszenie pożarów”, z czego słyniemy na Wileńszczyźnie. Właśnie dlatego, ta sytuacja w rejonie wileńskim jest taka jaka jest. Nie da się także ukryć, że za brakiem jakichkolwiek zmian stoi elementarny brak chęci ze strony władz lokalnych, co przekłada się też na jakość oferty kulturalnej w rejonie. Jak już wspomniałem, stawianie przede wszystkim na koncerty zespołów amatorskich donikąd nie prowadzi i w przyszłości nie da żadnego rezultatu. Natomiast zupełnie inną sytaucję obserwujemy w rejonie solecznickim, gdzie na przestrzeni kilku ostatnich lat zaszło wiele pozytywnych zmian. Mówię tu, przede wszystkim, o aktywizacji działań miejscowych władz, której wspaniałe efekty mogliśmy podziwiać w dobrej i sprawnej organizacji wielu imprez kulturalnych, np. tradycyjnego święta plonów czy choćby dni miasta. Zapraszanie do udziału w nich atrakcyjnych, jakościowych wykonawców i zespołów z Polski, ale też Litwy nie tylko nadało odpowiedniego znaczenia tym wydarzeniom, ale też jeszcze bardziej zjednoczyło lokalną, wielonarodową społeczność. No bo co tu dużo ukrywać, każdy z mieszkańców rejonu może w takiej sytuacji czuć się naprawdę komfortowo – jego potrzeby kulturalne są zauważone, w dodatku otrzymuje nie tylko wzbogaconą, ale, co najważniejsze, jakościową ofertę. Niestety, nie można tego samego powiedzieć o mieszkańcach rejonu wileńskiego, którego mieszkańcy od lat mogą liczyć jedynie na marną jakość oferty kulturalnej.

Jak rozumiem, wymienione przez Pana zarzuty były kolejnym z powodów do powołania do życia agencji artystycznej “Polskie imprezy na Litwie”, która już może poszczycić się udanym startem działalności. Pierwszy z koncertów, zorganizowanych przez agencję, mam tu na myśli występ, a raczej dwa wspaniałe występy w Wilnie Iwana Komarenko z zespołem, cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem widzów. Niech pan zdradzi tajemnicę swego sukcesu. Czy pan go w ogóle się spodziewał?

Oczywiście, że nie. Muszę przyznać, że sukces występów Iwana Komarenki pozytywnie mnie zaskoczył. Po raz kolejny przekonałem się, że naszej publiczności bardzo brakuje dobrych, jakościowych produktów kulturalnych. Myślę, że w osiągnięciu wspomnianego sukcesu pomogło też opracowanie dobrego planu działań – dobrze znamy, mam tu na myśli całą ekipę, tworzącą agencję “Polskie imprezy na Litwie”, potrzeby naszych ludzi. Wiemy, czym ich zainteresować, jak zawładnąć ich sercami i zarazem jak sprawić, by produkt końcowy był atrakcyjny i smaczny, a nie kojarzył się z bylejakością, którą obserwujemy w swym otoczeniu.

Wiem, że jako założyciel i prezes agencji artystycznej stawia Pan przed sobą ambitne cele i występ Iwana Komarenko był zaledwie, że się tak wyrażę, preludium do uwertury, którą przygotował Pan dla swych odbiorców. Nie obawia się Pan konkurencji, którą już da się zaobserwować na naszym lokalnym rynku kulturalnym?

Nie mówiłbym tu o konkurencji, tylko dopełnianiu się na potrzeby wspólnego celu, którym jest aktywizacja polskich działań kulturalnych, dbanie o rozwój i promocję polskości wśród Polaków litewskich. Co się tyczy oferty kulturalnej, o której wielokrotnie mówiliśmy podczas wywiadu, myślę, że każdy z odbiorców sam wybierze to, czego jest mu najbardziej potrzeba, nie zapominając przy tym o atrakcyjności i jakości oferowanych mu produktów kulturalnych. Zamiarem agencji artystycznej “Polskie imprezy na Litwie” jest właśnie stałe polepszanie tej jakości i mogę zapewnić, że jej nie zabraknie. Już w kwietniu przyszłego roku widzów czeka spotkanie z legendą polskiej sceny muzycznej, niezrównanym Januszem Laskowskim, którego dobrze znane i lubiane utwory ciągle cieszą się ogromną popularnością wśród słuchaczy. Oczywiście, nie chcemy ograniczać swej działalności wyłącznie do sprowadzania na Litwę znanych i sprawdzonych gwiazd sceny polskiej. Przeciwnie, swą ofertę planujemy wzbogacić o przykłady twórczości młodego pokolenia muzyków polskich. Jednym z takich przykładów jest z pewnością zbliżający się występ Adama Bałdycha, wirtuoza skrzypiec, prezentującego oryginalne podejście do łączenia muzyki jazzowej z poważną. Ambitnych planów jest naprawdę wiele i mamy nadzieję, że wspólnymi siłami, w tym różnego rodzaju sponsorów, uda nam się osiągnąć zamierzony cel, którym jest promocja polskości na Litwie i przeciwstawienie się dominacji kultury rosyjskiej.

Zbliżając się ku końcowi naszej rozmowy, zapytam wprost: dlaczego uważa Pan, że podejmowane przez Pana starania mogą zakończyć się sukcesem?

Nie rozpoczynałbym działalności, wiedząc, że nie sprostam postawionym celom. To raz. Dwa, jak większość osób, które będą czytały naszą rozmowę, pochodzę z Wileńszczyzny. Urodziłem się w rejonie solecznickim, następnie przez wiele lat mieszkałem w rejonie wileńskim. Dobrze znam całą sytuację oraz jej przyczyny. Znam ludzi tu mieszkających oraz ich potrzeby. Wiem, jak można wszystko naprawić. Wiedza ta, łączy sie w parze z moim wykształceniem muzycznym i wieloletnim doświadczeniem pracy w branży kulturalnej. Wspólnymi siłami musimy zadbać o zachowanie swej polskości i obronić ją przed ciągle pogłębiającą się inwazją kultury rosyjskiej. Ze względu na siebie i naszych potomków. Bo jeśli nie my, to kto? Możemy, mam tu na myśli wszystkich Polaków litewskich, osiągnąć zamierzone rezultaty, ale musimy naprawdę się zjednoczyć. Znane do bólu hasło “w jedności siła” powinno nabrać nowego znaczenia i kiedy naprawdę połączymy własne siły, kiedy skierujemy swe działania na realizację wspólnych celów – wygrana będzie za nami.

PODCASTY I GALERIE