Wilno i Wileńszczyzna
Małgorzata Kozicz

Zawadzka: W walce z Kościołem władza sowiecka wykorzystała problem polsko-litewski

"Duszpasterstwo polskie na Wileńszczyźnie po wojnie stało się tak naprawdę duszpasterstwem polskojęzycznym. Wiara przetrwała nie tylko dzięki Polakom, ale też dzięki księżom narodowości litewskiej, ponieważ to oni kontynuowali prace swoich poprzedników - księży Polaków, którzy wbrew własnej woli musieli opuścić parafie" - mówi dr Alina Zawadzka, autorka książki „Duszpasterstwo polskie na Wileńszczyźnie w okresie sowieckim (1944–1990)”. We wtorek odbyła się prezentacja tej publikacji w Mejszagole i w Wilnie.

„Układ totalitarny całkowicie chciał zawładnąć całą sferą ludności, natomiast Kościół od zawsze był poparciem duchowym, moralnym, a ludzie szukali w nim uświadomienia sobie, kim są. Kościół w tamtych czasach miał bardzo wielkie znaczenie i władza o tym wiedziała. Niestety wykorzystała też problem etniczny, konflikt polsko-litewski: nierozstrzygniętą kwestia Wilna, dwudziestolecie międzywojennej” – wymienia dr Zawadzka.

Kontekst narodowościowy miał wówczas ogromne znaczenie. Po II wojnie światowej większość kapłanów na Wileńszczyźnie – 185 z 212 – to byli Polacy. Polityka sowiecka wymusiła na księżach wyjazd, w latach 50-60 XX stulecia zostało tylko 51 księży narodowości polskiej.

„To bardzo się odbijało się na społeczeństwo. Zarzucano czasami, że ksiądz jest prolitewski czy propolski. Niektórzy księża pełnili swoją posługę w dwóch językach – z relacji ludzi wynika, że robili to w sposób bardzo piękny, starając się być otwarci dla ludzi wszystkich narodowosci, ale trafiali się też tacy, którzy nie umieli nawet współpracować z wikarym w swojej parafii” – opowiada historyk.

Tematyką duchowieństwa polskiego na Wileńszczyźnie około 10 lat temu, kiedy pisała pracę magisterską na temat Kalwarii Wileńskiej.

„Zaczęłąm brnąć w materiały archiwalne materiały i po rozmowach z innymi profesorami zdecydowałam się na wybór tego tematu. Tak naprawdę o polskim duszpasterstwie w czasach sowieckich nie ma dużo opracowań. Temat jest czasami poruszany w niektórych pozycjach historyków polskich, ale najczęściej biorą pod uwagę całość Litwy, czasami Wileńszczyznę. Pierwszy raz informacje o Polakach w swojej pracy zawarła dr Irena Mikłaszewicz. Po konsultacji z nią zobaczyłam, że jest zapotrzebownie na szukanie tego typu materiałów, źródeł” – mówi dr Zawadzka.

Podczas zbierania materiałów do pracy autorka przeprowadziła 22 ankiety i wywiady. Udało jej się między innymi porozmawiać ze zmarłym niedawno Janem Gabrielem Mincewiczem czy ks. prałatem Józefem Obrembskim.

„Dzięki pytaniom ankiety w trakcie rozmów mogłam wyłonić tematy ważniejsze i mniej ważne. Z opowieści osób świeckich i duchownych zaczął się układać obraz historii duszpasterstwa polskiego na Wileńszczyźnie” – opowiada historyk. Zetknęła się za to z trudnościami przy poszukiwaniu niektórych materiałów źródłowych – nie uzyskała na przykład pozwolenia na dostęp do archiwaliów z Archidiececji Wileńskiej.

„Myślę, że po prostu może jeszcze nie czas. Może niektóre dokumenty nie są jeszcze uporzadkowane. Może chodziło też trochę o nieufność kościoła wobec osoby świeckiej, wtedy jeszcze bardzo młodej, bo zaczęłam zajmować się tą tematyką w wieku 22 lat. Mam nadzieję, że za kilka lat da się coś z tym zrobić – dla przyszłych pokoleń” – zauważa dr Zawadzka.

Jak podkreśla autorka książki, w swojej publikacji chciała upamiętnić ludzi, którzy byli cichymi bohaterami tamtego okresu.

„W roku 1944 został powołany urząd Pełnomocnika Rady ds Kultów Religijnych i to właśnie on decydował, jaki będzie los Kościoła. Księża, chcąc pełnić swoją posługę, musieli być zarejestrowani w parafii, a żeby to zrobić musieli opisać swój życiorys, etapy swojej działalności jako kapłana. Często pozwalało to władzom sowieckim „mieć oko” na konkretnego dychownego. Z tego powodu wielu księży zesłano do łagrów, aresztowano. Również osoby świeckie, które nauczały katechizacji, musiały być zawsze przygotowane na areszty” – opowiada Alina Zawadzka.

„Przy każdym kościele, każdej parafii istniały tzw. „dwudziestki” – rady złożone z 20 osób, które decydowały o tym, jak ksiądz będzie pracował. Ale władze sowieckie nie uwzględniły tego, że częstokroć były to osoby bardzo religijne i to dzięki nim kościół rozkwitał, parafia tętniła życiem. To właśnie tym osobom, które po wojnie zostały na terenie Archidiecezji Wileńskiej, należy się wielka cześć, szacunek, upamiętnienie” – podkreśla historyk.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!