Wilno i Wileńszczyzna
Kurier Wileński Małgorzata Kozicz

Wybór polskiej szkoły – misja możliwa do wykonania

Kiedy poznałam nazwiska pań, które będą uczyły pierwsze klasy w wybranych przeze mnie wstępnie szkołach, zaczęłam przeczesywać internet w poszukiwaniu informacji – uczniowie której nauczycielki brali udział w olimpiadach i konkursach, która zabiera uczniów na wycieczki i wymyśla ciekawe zajęcia pozalekcyjne. A gdy już wiedziałam z grubsza, jak panie wyglądają, wyszukiwałam je na zdjęciach w artykułach o szkoleniach dla nauczycieli – która się dokształca i podnosi kwalifikacje. Dzisiaj, kiedy moje dzieci są już uczniami, otrzymuję czasem wiadomości nawet od nieznajomych ludzi, którzy pytają o opinie na temat poszczególnych placówek czy pedagogów. Jak rodzic wileński wybiera polską szkołę dla swojego dziecka?

Koleżanka słuchając moich rozważań na temat wyboru nauczyciela dla pierwszaka, zaproponowała kiedyś – załóżmy portal, w którym rodzice mogliby oceniać nauczycieli – na wzór stron, gdzie pacjenci tworzą ranking lekarzy. Wchodziłoby się na taką stronę i od razu widziało, ile gwiazdek ma nauczyciel i w jakiej sferze jest najlepszy.


Wiele osób wybiera najpierw nauczyciela, a dopiero później szkołę.

„Wiele osób wybiera najpierw nauczyciela, a dopiero później szkołę. Najczęściej pytają o opinię innych rodziców i nauczycieli. Przychodzą także osobiście zapoznać się z nauczycielem. Różnie bywa, każdy szuka na własny sposób” – potwierdza z własnego doświadczenia Alina Ewelina Szostak, nauczycielka w Gimnazjum Inżynieryjnym im. Joachima Lelewela w Wilnie.

Na pierwszym miejscu – pani

A jakże, przecież pierwszy nauczyciel to jedna z najważniejszych postaci w życiu. Mam nadzieję, że nie tylko moje dziecko czasami przez pomyłkę nazywa mnie „pani”, a nauczycielkę „mama”? Toteż rodzic poszukujący szkoły dla swojego dziecka zamienia się często w najbardziej czepialskiego pracodawcę.

„Dla naszej rodziny przy wyborze szkoły lokalizacja nie ma żadnego znaczenia. Ważniejsze kryteria to poziom nauczania, atmosfera, kwalifikacje nauczycieli, kultura. Dla dziecka w klasach początkowych na pierwszym miejscu jest pani, dopiero na drugim – szkoła. Podstawowe nasze zapotrzebowania to osoba, która nie tylko ma pedagogiczne wykształcenie, ale ciągle się dokształca, interesuje się nowymi metodami nauczania, która ma indywidualne podejście do każdego dziecka i posiada wystarczające doświadczenie. Szukamy szkoły, gdzie nasze dziecko będzie się czuło komfortowo i nauczyciela, który stworzy solidne podstawy do nauki” – wymienia Aneta Jerenkiewicz-Borkowska, mama przyszłego pierwszaka. Szukając szkoły już od jesieni prowadzi rzetelny research i wywiad środowiskowy – jak mówi, informacji na temat szkół nie jest za wiele, ale przy odpowiednim zaangażowaniu wszystko jest możliwe.


Szukamy szkoły, gdzie nasze dziecko będzie się czuło komfortowo i nauczyciela, który stworzy solidne podstawy do nauki.

„Nie wiem, czy wasz pomysł z portalem rankingu nauczycieli by wypalił. To w końcu za mały rynek i nie łudźmy się, większość rodziców wybiera po prostu szkołę najbliżej domu” – mówi z kolei mama zerówkowicza, Ewa. „Taką platformą do wymiany informacji dla zainteresowanych są obecnie różne zamknięte grupy klasowe i szkolne na Facebooku. Można postarać się o dostęp do takiej grupy i przekonać się, jak rodzice oceniają szkołę i nauczyciela „w praniu”.

Jagliński: Szkoły uprawiają marketing

To, jak w mediach mówi się o danej szkole, jest dziś jednym z najważniejszych kryteriów – przyznaje dyrektor Szkoły im. Szymona Konarskiego w Wilnie Walery Jagliński. „Przed paroma laty byliśmy jedną z niewielu szkół, która przysyłała do wileńskich portali informacje na temat wydarzeń, konkursów, wycieczek, imprez szkolnych. Teraz widzę, że takich informacji z innych szkół jest coraz więcej. Szkoły zajmują się swego rodzaju marketingiem. Cieszy mnie to, ponieważ jest to reklama nie tylko poszczególnej szkoły, a polskiej szkoły jako takiej” – ocenia dyrektor.

„Rodzice bardzo się zmienili. Jeszcze przed 20 laty o wyborze szkoły decydowała bliskość samego budynku, większość rodziców mało interesowała się placówką. Oczywiście bliskość to także pojęcie względne – jednym zależało na bliskości do miejsca zamieszkania, inni szukali szkoły w pobliżu miejsca pracy czy domu dziadków. Teraz priorytetem przy wyborze szkoły jest to, co ona oferuje, jak wygląda, jak jest zaopatrzona. Zazwyczaj rodzice jadą do kilku szkół i obserwują. Kiedy zapraszam, proszę się rozejrzeć, często słyszę: A my już tu byliśmy, już chodziliśmy, rozmawialiśmy” – opowiada Walery Jagliński.

Możliwość przyjrzenia się szkole z bliska nadarza się każdej wiosny, kiedy placówki prześcigają się w pomysłowości przy organizacji dni otwartych drzwi. Wówczas można tu obejrzeć wszelkie możliwe popisy artystyczne i sportowe obecnych uczniów szkoły, wziąć udział w zabawach (dzieci) i poważnych rozmowach z nauczycielami i dyrekcją (rodzice).


Kiedy zapraszam, proszę się rozejrzeć, często słyszę: A my już tu byliśmy, już chodziliśmy, rozmawialiśmy

„Ważną rolę odgrywa w wyborze szkoły oferta zajęć pozalekcyjnych. Rodzicom zależy, aby jak największy wybór różnorodnych zajęć mogła oferować placówka pod jednym dachem, ponieważ to jest wygodne i dla rodziców, i dla dzieci. Ważna jest także ciągłość procesu nauczania. I oczywiście dobry i bezpieczny klimat w samej szkole” – wymienia nauczycielka z Lelewela Alina Ewelina Szostak.

Dzierżyńska: Warto wychodzić poza obręb szkoły

Poszczególne polskie szkoły starają się zademonstrować od najlepszej strony i kuszą rodziców a to najnowszym laboratorium, a to wdrażanym programem inteligencji emocjonalnej, a to udziałem w międzynarodowych programach. Nie widać jednak w przestrzeni publicznej kampanii promocyjnych skierowanych na promocję polskiej szkoły jako takiej, nie ma bazy informacyjnej, która w skondensowany sposób przedstawiałaby specyfikę i różnice szkół. Od niedawna zaczyna się to zmieniać – we wrześniu ubiegłego roku Stowarzyszenie Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie „Macierz Szkolna” zorganizowało Targi Edukacyjne na placu Łukiskim. Szkoły i przedszkola przygotowały tu swoje stoiska, przy których można było porozmawiać z przedstawicielami szkół i dodatkowo skorzystać z różnych atrakcji. Pomysł się sprawdził i będzie powtórka – zapowiada wiceprezes Macierzy Szkolnej Krystyna Dzierżyńska.

„Przekonaliśmy się, że warto wychodzić poza obręb szkoły i prezentować się również pod otwartym niebem, i również w środowisku litewskim, demonstrując nie tylko wyniki w nauce, ale również działalność pozalekcyjną i wszystkie możliwości szkoły” – mówi.


Warto wychodzić poza obręb szkoły i prezentować się również pod otwartym niebem, i również w środowisku litewskim

Nie wiadomo jeszcze, kiedy targi się odbędą, będzie to zależało od możliwości finansowych. Być może jeszcze w pierwszym półroczu, co byłoby bardziej logiczne, zważywszy, że zapisy do większości szkół trwają do końca maja. Jeżeli zaś ponownie we wrześniu, najbardziej skorzystają z tego rodzice przyszłorocznych pierwszaków.

Wszystko pracuje na imię szkoły

Czy przy wyborze szkoły warto wierzyć rankingom publikowanym co roku, w których szkoły oceniane są według wyników egzaminów, współczynnika dostawania się na studia, a ostatnio nawet pod względem panujacej w nich atmosfery?

„Dla jednego ważny jest ranking opublikowany w litewskich czasopismach, dla innych konkurs Macierzy Szkolnej „Najlepsza szkoła, najlepszy nauczyciel” też jest pewnym czynnikiem, który pozwala ocenić szkołę. Jest to troszkę subiektywne, ponieważ wiele zależy od maturzystów – jeden rocznik w tej szkole jest mocniejszy, a w następnym roku w innej szkole będą silniejsi abiturienci. Na pewno jest to informacja, która pomaga pewne wnioski wysnuć. Nie warto jednak oceniać szkoły jednoznacznie na podstawie rankingów, potrzebny jest szerszy ogląd” – radzi Krystyna Dzierżyńska.

„Nie tylko targi, nie tylko dni otwartych drzwi, ale też udział szkoły w konkursach, festiwalach, olimpiadach – to też pracuje na imię szkoły. Jeżeli taki rodzic czyta w prasie, na Facebooku, na stronach internetowych, o wydarzeniach w szkole, jej udziale w projektach międzynarodowych, to potrafi wyrobić opinię. Kolejna rzecz to poczta pantoflowa – wzajemne kontakty między rodzicami, którzy zawsze zasięgają opinii innych rodziców” – podsumowuje Krystyna Dzierżyńska.


Jak dziecko się uczy w języku ojczystym, to na pewno ma szersze możliwości opanowania przedmiotu.

Jej zdaniem dla Polaka podstawowym i głównym kryterium jest nauczanie dziecka w języku ojczystym. „Jak dziecko się uczy w języku ojczystym, to na pewno ma szersze możliwości opanowania przedmiotu. Nauka języka ojczystego plus nauka innych języków, w tym państwowego, na pewno potrafi dobrze ukierunkować młodzież” – zakłada wiceprezes Macierzy Szkolnej.

Urbanowicz: Rodzice chcą znać przyszłość szkoły

Jak zauważa Jolanta Urbanowicz, doradca ministra oświaty, prodziekan Wydziału Polityki i Zarządzania Uniwersytetu Michała Romera w Wilnie, a prywatnie mama trójki dzieci, czasami dyskurs publiczny dotyczący polskich szkół może odstraszać rodziców.

„Rodzice chcą wiedzieć, jaka jest przyszłość szkoły – czy dziecko będzie się w niej uczyło do klasy ósmej, czy do dwunastej. Od szkół, które pomyślnie zakończyły proces akredytacji i wyklarowały swoją specjalizację słyszę, że z roku na rok liczba uczniów powoli rośnie” – mówi Urbanowicz.

„Kiedy rodzic czyta i słyszy, że polskie szkoły są krzywdzone, naturalnie myśli – nie chcę, żeby moje dziecko było krzywdzone. Dla osoby, która nie zgłębia sytuacji, a kieruje się tylko publicznymi wiadomościami, może to być niestety argument za wyborem szkoły litewskiej. Dlatego – nie zamiatając oczywiście problemów pod dywan – powinniśmy częściej podkreślać plusy polskiej szkoły: wielojęzyczność, możliwość poznania wielu kultur, bogatej polskiej literatury. Dla mnie jako rodzica to było ważne” – podkreśla ekspertka.


Kiedy rodzic czyta i słyszy, że polskie szkoły są krzywdzone, naturalnie myśli – nie chcę, żeby moje dziecko było krzywdzone.

Wysocka: Nie przyjąć dzieci – to nie po ludzku

W ferworze dyskusji nad jakością polskich szkół i sposobem na przyciąganie do nich polskich dzieci umyka nam jeden niszowy problem, dotyczący kilku szkół w mieście – są przepełnione i nie są w stanie przyjąć wszystkich uczniów.

„To problem, który trzeba jak najprędzej rozwiązać, bo „zgubimy” polskie dzieci. Nasza szkoła nie jest w stanie przyjąć wszystkich chętnych. Wszystkie przedszkola w okolicy – dzielnicach Justyniszki, Wirszuliszki, Fabianiszki, nie mają zerówek. Gdzie pójdą te dzieci? Prawdopodobnie skorzystają z zerówek litewskich. A bardzo trudno później przyciągnąć dziecko po litewskim przedszkolu do polskiej szkoły” – mówi dyrektor Progimnazjum im. Jana Pawła II w Wilnie Janina Wysocka. Mimo że do szkoły dostać się trudno, rodzice nie zaniżają swoich oczekiwań wobec placówki.

„Przychodzą wykształceni rodzice, którzy chcą dla swoich dzieci również dobrego wykształcenia. Stawiamy wymagania nauczycielom, całej szkole. Wiedza przede wszystkim, ale rodzice chcą też, żeby szkoła nie była tylko szkołą – oczekują zajęć teatralnych, plastycznych, sportowych. Dzieci są małe, muszą się wybiegać, wyszaleć, trzeba im też zapewnić bezpieczeństwo na przerwach i podczas wyjazdów. Chcielibyśmy otworzyć laboratorium w szkole, niewiele jednak możemy zrobić z powodu braku pomieszczeń. Nie przyjmować dzieci? To by było nie po ludzku. Już teraz wiem, że na przyszły rok będziemy mieli o stu uczniów więcej” – podkreśla dyrektor.

Zdaniem Jolanty Urbanowicz w takich sytuacjach dużą rola przypada samorządowi, który powinien zadbać o racjonalną sieć placówek edukacyjnych w każdej konkretnej dzielnicy.


W dzisiejszym świecie szkoły i nauczyciele czują jednak stałą kontrolę rodziców i to jest tym motorem napędowym

„Według przeprowadzonych ostatnio badań, to, czy szkoły współpracują, czy rywalizują ze sobą, zależy w dużej mierze od polityki samorządu – jeżeli w jednej dzielnicy działa szkoła początkowa, progimnazjum i gimnazjum, i uczniowie są przypisywani do szkół według miejsca zamieszkania, placówki mają mniej powodów do konkurowania i czują się bezpiecznie. Tam, gdzie sieć szkół jest chaotyczna, jest więcej rywalizacji” – zauważa naukowiec zajmująca się między innymi badaniem jakości oświaty. „Z drugiej strony, kiedy szkoła nie widzi konkurentów, ma mniejszą motywację, żeby się starać. W dzisiejszym świecie szkoły i nauczyciele czują jednak stałą kontrolę rodziców i to jest tym motorem napędowym” – podsumowuje Jolanta Urbanowicz.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!