„Wolność = laisvė”? Dyskusja o Polakach wobec niepodległości Litwy

Tuż przed obchodami 30-lecia Odrodzenia Niepodległości Litwy Polski Klub Dyskusyjny zaprosił na dyskusję "Wolność = laisvė".

Ilona Lewandowska
„Wolność = laisvė”? Dyskusja o Polakach wobec niepodległości Litwy

O roli, jaką odegrała polska mniejszość w czasie zrywu niepodległościowego Litwy, uczestnicy spotkania dyskutowali z historyk Instytutu Historii Litwy dr. Vitaliją Stravinskienė, naukowcem, członkiem ruchu niepodległościowego „Sąjūdis” dr. hab. Zygmuntem Mackiewiczem oraz dziennikarzem i komentatorem politycznym Virginijusem Savukynasem. W wydarzeniu wzięli udział również sygnatariusze Aktu Niepodległości z 11 marca 1990 r. – prawnik Czesław Okińczyc i Zbigniew Balcewicz – w latach przełomu redaktor naczelny „Czerwonego Sztandaru” a później „Kuriera Wileńskiego”.

„11 marca nie jest świętem wyłącznie litewskim. Jest to dzień ważny dla obywateli Litwy różnych narodowości. Wśród sygnatariuszy Aktu Niepodległości było również czterech Polaków” – podkreślił rozpoczynając spotkanie Antonii Radczenko, prezes Polskiego Klubu Dyskusyjnego.

Nie razem, lecz obok siebie

Jako pierwsza głos w dyskusji zabrała Vitalija Stravinskienė, która zwróciła uwagę na kontekst historyczny, w jakim znaleźli się Polacy na Litwie po powojennych przesiedleniach i zmianach  granic.

„W ciągu całego tego okresu Litwę opuściło ok. 200 000 ludzi. W tej grupie byli niemal wszyscy przedstawiciele inteligencji, cała ówczesna elita. Polska społeczność na Litwie pozbawiona wiec została warstwy, która inicjowała wcześniej życie społeczno-kulturalne. W okresie sowieckim polsko-litewskie napięcia z okresu międzywojennego zostały niejako zamrożone, a Polacy i Litwini żyli nie tyle razem, co obok siebie. Te napięcia odżyły ponownie na przełomie lat 80. i 90.” – zauważyła historyk.

Virginijus Savukynas, mówiąc o okolicznościach, w jakich Litwa odzyskała niepodległość, podkreślił znaczenie powrotu narodowej historiografii, która nierozłącznie związana była z antypolskim kierunkiem, nakreślonym przez Adolfasa Šapokę.

Szkodliwe stereotypy

„Narrację Šapoki można streścić w krótkim zdaniu: gdyby nie Polska, dzieje Litwy potoczyły by się dobrze. Ta książka stała się bardzo popularna u progu niepodległości, podobnie jak inne pozycje z okresu międzywojennego” – zauważył dziennikarz.

Savukynas przytoczył również wyniki badań, jakie przeprowadzono w tym okresie na temat stosunku Litwinów do Rosjan i Polaków. „Pomimo, że był to czas walki z sowiecką okupacją, która w świadomości większości ludzi kojarzona była z Rosjanami, bardziej negatywnie oceniano Polaków. Jaki był skutek przywiązania do tego rodzaju stereotypów? Obopólny brak zaufania, tak ze strony Litwinów, jak również Polaków na Litwie” – zauważył dziennikarz.

Mówiąc o idei autonomii Savukynas wskazał na Moskwę, jako źródło inspiracji. „Znamy doskonale przykłady konfliktów w takich regionach jak Górski Karabach czy Naddniestrze. Jestem przekonany, że nie zrodziły się one samoistnie. W przypadku Litwy nie udało się do niego doprowadzić i całe szczęście. Gdyby podobny konflikt wybuchnął, nie mogli byśmy myśleć dzisiaj ani o Unii Europejskiej, ani o NATO”.

Polskie dążenia

Zygmunt Mackiewicz przypomniał, że jeszcze przed założeniem „Sąjūdisu” Polacy rozpoczęli tworzenie swojej organizacji – Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Polaków na Litwie, które potem przekształcone zostało w Związek Polaków na Litwie. W październiku 1988 r. Sąjūdis zorganizował pierwszy w swojej historii zjazd, na który zaproszono również przedstawicieli mniejszości, a Zygmunt Mackiewicz został wydelegowany jako przedstawiciel Polaków. Podczas zjazdu zabrał głos, w bardzo pojednawczym tonie, co nie spodobało się kierownictwu Stowarzyszenia.

– Niedługo po zjeździe przyszedłem na spotkanie Stowarzyszenia i okazało się, że jednym z punktów obrad jest „sprawa Mackiewicza”. Zostałem zawieszony jako członek i nigdy mnie nie przywrócono. Byłem więc Polakiem, ale bez prawa reprezentowania Polaków. Potem w polityce, gdy byłem posłem z ramienia Związku Ojczyzny, zajmowałem się przede wszystkim Frankofonią. Vytautas Landsbergis mówił o mnie: „To jest wileński Polak, który mówi po francusku” – opowiadał naukowiec.

Mackiewicz uważa, że pozycja Polaków, którzy 11 marca 1990 r. nie opowiedzieli się za niepodległością, lecz  wstrzymali od głosu jest zrozumiała. Na taką decyzję wpływ miały zarówno oczekiwania wyborców, jak również poczucie zagrożenia ze strony litewskiego nacjonalizmu, które jako przykład wskazywał demonstracje niechęci do Polaków w Suderwie, w której wówczas mieszkał.

Niepodległość i poszanowanie praw Polaków powinny iść razem

Zbigniew Balcewicz, sygnatariusz Aktu Niepodległości, nie zgodził się z prelegentem, wskazując na złożoność ówczesnej sytuacji. Zauważył, że faktycznie podczas zjazdu Mackiewicz stracił szansę na przedstawienie oczekiwań Polaków, którzy wówczas odczuwali duży niepokój. „Być może Stowarzyszenie nie do końca poważnie potraktowało zaproszenie „Sąjūdisu” i możliwość wysłania delegata. Faktem jest, że Polacy bardzo mało angażowali się w te działania. Polacy wystraszyli się zmian, ogłoszenia litewskiego języka jako państwowego. Troszczyli się przede wszystkim o swoje sprawy. Nasza decyzja 11 marca, to zupełnie inna sprawa i mogę o tym mówić dużo. Ale faktem jest, że niepodległość i poszanowanie praw Polaków powinny iść razem, a tak nie było” – zauważył Bacewicz.

Błędy popełniła każda ze stron

Czesław Okińczyc, sygnatariusz Aktu Niepodległości, przypomniał, o początkach tworzenia się polskich organizacji, w których brał aktywny udział. Mówiąc o kontaktach z litewskim ruchem niepodległościowym wskazywał na błędy, popełnione przez każdą ze stron.

„ Błąd „Sąjūdisu” polegał na tym, że nie szukał kontaktu z Polakami. Duży błąd popełnili również odwiedzający Wilno działacze „Solidarności”.  Wielokrotnie tłumaczyłem im, że powinni zwrócić się do Polaków na Litwie i pomóc im w zaangażowaniu się w walkę o niepodległość kraju, w którym mieszkają. Niestety, odpowiadano mi, że teraz najważniejsza jest wolność Litwy… To były wielkie błędy” – podkreślił Okińczyc.

Przypomniał również o swoim wystąpieniu podczas zjazdu „Sąjūdisu”.

„Kiedy mówiłem o „Sąjūdisie” porównując go do Solidarności, to cała sala biła brawo. Kiedy porównywałem Landsbergisa do Wałęsy, uczestnicy wstali i bili brawo. Kiedy jednak zacząłem mówić o polskich postulatach, o wyższej uczelni, statusie języka polskiego, szkolnictwie – słyszałem gwizdy. Czekałem na taką rekcję, ale byłem przekonany, że muszę to powiedzieć, że zauważenie tych postulatów pozwoli na wciągniecie Polaków w walkę o niepodległość” – opowiadał.

Stracona historyczna szansa

Sygnatariusz Aktu Niepodległości był bardzo surowy w ocenie decyzji podjętej przez polskich posłów przed 30 laty.

„Wstrzymanie się od głosu było ogromnym błędem. Jestem przekonany, że nie rozumieli do końca, co znaczy być Polakiem. Polak nigdy nie może być na uboczu walki o niepodległość państwa, w którym mieszka. Mamy bardzo wiele przykładów z historii potwierdzających taką tezę. Bycie Polakiem, patriotą Litwy, to bardzo bogata kategoria historyczna, na którą składa się dorobek stuleci. Nie zrozumieć wagi tej chwili, nie zrozumieć, że Polak równa się walka o wolność i niepodległość, to największy błąd. Ostatnie 30 lat niepodległości pokazało, że w wolnej Litwie polska społeczność zyskała o wiele większe możliwości. Mamy ministrów Polaków, polskie media, wyższą uczelnię, szkoły. Teraz wszystko to musimy tylko mądrze wykorzystać” – podkreślił Okińczyc.

***

Dyskusja „Wolność = laisvė” odbyła się 9 marca 2020 r. w Domu Kultury Polskiej w Wilnie. Spotkanie zorganizował Polski Klub Dyskusyjny. Dyskusję moderował dziennikarz Jan Jacek Komar.

PODCASTY I GALERIE