Władze w Trokach nie chcą zlikwidować pomnika dla radzieckich „niszczycieli”

„Tam, gdzie odbyło się ponoć największe zwycięstwo partyzantów w Dzukiji, dzisiaj znajduje się (nadal stoi w wolnej Litwie) pomnik dla radzieckich „niszczycieli” (striby, istribitelnyje bataliony –przyp. red.) i enkawudzistów. Litewscy partyzanci są nazywani burżuazyjnymi nacjonalistami. Samorząd rejonu trockiego nie widzi w tym problemu. Co prawda,  obiecał usunąć, ale to nadal zostało tylko obietnicą” – napisał w liście do redakcji 15min. Tomas Šatas.

15min.lt
Władze w Trokach nie chcą zlikwidować pomnika dla radzieckich „niszczycieli”

Fot. Tomas Šatas

Pochodzący z Poniewieża T.Šatas obecnie mieszka w Wilnie. O pomniku w rejonie trockim powiadomił go przyjaciel.

„Ten pomnik jest czymś ważnym, ponieważ stoi na miejscu największego zwycięstwa partyzantów z Dzukiji. Bitwa jest wspomniana w partyzanckim dzienniku. Czytając go nie natknąłem  się na większe zwycięstwo. I jak teraz im podziękowaliśmy, za to, że walczyli? Nazywając ich burżuazyjnymi nacjonalistami oraz honorując „stribów“ i enkawudzistów. Kiedy odwiedziłem to miejsce, to tam były złożone nawet kwiaty. Dla mnie to jest bolesne i odczuwam duży wstyd“ – powiedział T.Šatas. Jego zdaniem, tak partyzanci byli nazywani w Związku Radzieckim. Dzisiaj są nazywani „bojownikami o wolność“. „To jest bardzo ważny moment w przywróceniu pamięci partyzantce, którą niszczyli sowieci“ – dodał T.Šatas.

Zdaniem T.Šatasa w tej kwestii nie można robić żadnych wyjątków. „Jeśli poddamy się i przymkniemy oko, to do dzisiaj myślelibyśmy, że ludzie wyjeżdżali na Sybir z własnej woli, aby zarobić. Jak to ludzie robią obecnie jadąc na Zachód. Wszystko było inaczej. Mieszkamy w wolnej Litwie. Komu to się nie podoba, musi pogodzić się i nauczyć się z tym żyć. Nie można robić żadnych wyjątków“ – podkreślił mężczyzna.

T.Šatas napisał list do samorządu, ale odpowiedzi nie otrzymał.

Rzecznik prasowy samorządu  Sigita Nemeikaitė poinformowała, że otrzymano list, ale odpowiedzi nie było, ponieważ nie zostały podjęte odpowiednie decyzje. Samorząd w 2012 r. zwrócił się w tej sprawie do Ministerstwa Kultury. Ministerstwo Kultury oświadczyło, że ten pomnik „nie jest wpisany do rejestru historycznych zabytków“, dlatego zgoda na zniesienie pomnika nie jest potrzebna.

„Problem polega na tym, że w samorządzie, co roku zmienia się koalicja rządząca. Zmienia się władza. Przed kilkoma dniami została wybrana nowa mer. Mogę ją tylko poinformować, że problem jest aktualny i trzeba go w ten lub inny sposób rozwiązać“ – powiedziała Nemeikaitė.

Samorząd rozpatrywał różne warianty. Nie chciał jednak zaogniać sytuacji, ponieważ skład narodowościowy w rejonie jest różnorodny. S. Nemeikaitė powiedziała, że próbowała wytłumaczyć pewnej starszej pani, dlaczego zdanie „burżuazyjni nacjonaliści” razi uczucia narodowe Litwinów. „Ta kobieta jednak tego nie zrozumiała, dlaczego zdanie „burżuazyjni nacjonaliści” źle brzmi. Być może to jest problem mentalności i nieznajomości historii albo po prostu nie chciała tego przyjąć” – powiedziała przedstawicielka samorządu.

Taka argumentacja nie trafia do T.Šatasa. Ma jednak nadzieję, że nowa mer załatwi sprawę. Zresztą to nie jest problem tylko i wyłącznie Trok. W rejonie olickim, gdzie merem jest konserwatysta, stoi podobny pomnik.

Partizanus žeminantis paminklas stovi, nes Trakų valdžia bijo užgauti stribų atžalų jausmus

 

PODCASTY I GALERIE