Wilno to nie tylko Ostra Brama – miasto oczami dwóch studentek z Polski

Niespełna dwa lata temu nie wiedziałyśmy, że tak to się potoczy...Przekraczając mury uniwersytetu, jako studentki pierwszego roku Kulturoznawstwa Europy Środkowo – Wschodniej stanęłyśmy przed ciężkim dla nas wyborem - jakich języków będziemy się uczyć?

Angelika Olszewska
Wilno to nie tylko Ostra Brama – miasto oczami dwóch studentek z Polski

Fot. BFL/Kęstutis Vanagas

Zrządzenie losu sprawiło, że trafiłyśmy na litewski – język kraju o którym, oprócz podstawowych informacji, nic nie wiedziałyśmy. Początkowo trudny i dziwnie brzmiący, szybko wzbudził naszą sympatię, a dzięki wykładowcom z naszej katedry, poznałyśmy również historię i kulturę Litwy. Kiedy pojawiła się możliwość odbycia praktyk w Wilnie, nie zastanawiałyśmy się ani minuty. Jedno z naszych marzeń mogło się właśnie spełnić. I tak też się stało.

Pierwsze minuty w kraju pełnym lasów i jezior mogły wydawać się stresujące ze względu na nowe miejsce, nowych ludzi i inny język. Jednak nic z tych rzeczy. Litwa przyjęła nas ciepło (nie tylko ze względu na cudowną, słoneczną pogodę) i od razu poczułyśmy się bardzo swojsko. Przemierzając nieznane ulice szukałyśmy hostelu, który jak później okazało się był na wyciągnięcie ręki. Pomoc w odnalezieniu drogi do nowego, tymczasowego „domu” nadeszła nadzwyczaj szybko. Nasza rówieśniczka – Litwinka – szybko pomogła nam go zlokalizować. Po zameldowaniu się pozostało nam tylko rozkoszować się urokami stolicy.

Może Wilno nie należy do największych stolic Europy, jednak naszym zdaniem dwa tygodnie to i tak za mało by poczuć klimat wileńskiej aglomeracji.
Miałyśmy to szczęście mieszkać w bardzo przyjemnej części miasta. Zarzecze urzekło nas niecodzienną atmosferą – małe, romantyczne knajpki, piękne uliczki, łatwy dojazd do centrum – 2x TAK.

Oczywiście najwięcej czasu spędziłyśmy włócząc się po starówce i centrum. Nasze spostrzeżenia? Jako, że obecnie mieszkamy w Warszawie gdzie (nie oszukujmy się!) życie toczy się dwa razy szybciej, według nas tutaj można zwolnić tempo i nacieszyć się tym co nas otacza, bo zdecydowanie w Wilnie ludzi ma co zachwycać. Dziesiątki kościołów, przy czym każdy inny i wyjątkowy, monumentalna archikatedra – wielkie wow. Kościół unicki, który jest zlokalizowany blisko Ostrej Bramy zaskoczył nas swoją prostotą. Jednak największe wrażenie wywarł Kościół Świętego Piotra i Pawła na Antokolu.

Nie spodziewałyśmy się, że Wilno ma TAKĄ świątynię! Jesteśmy pewne, że zrobiła ona wrażenie na każdym kto ją odwiedził. Oczywiście, nie zapominamy o Ostrej Bramie, miejscu, gdzie podczas kręcenia naszej sondy ulicznej spotkałyśmy najwięcej Polaków.

Dwa najbardziej popularne punkty panoramiczne w Wilnie – wieża Giedymina i wieża telewizyjna – według nas są świetnym miejscem na zrobienie pięknych zdjęć.

Jak już pisałyśmy, dużo spacerowałyśmy po starówce i okolicznych uliczkach. Oczywiście nie obyło się też bez spróbowania litewskiej, tradycyjnej kuchni. Trochę zawiodłyśmy się na cepelinach, których wcześniej nigdy nie jadłyśmy, a wiele dobrego o nich słyszałyśmy, natomiast nasze kubki smakowe zostały udobruchane przez pyszne kołduny i kibiny zakupione na lokalnych dożynkach.

Nie zapomniałyśmy też o odwiedzeniu barów i kawiarni, które są nieodzownym elementem studenckiej wyprawy. Klimat w tych miejscach jest dla nas niepowtarzalny – będziemy za tym bardzo tęsknić.

To co wywarło na nas duże wrażenie, to stosunek ludzi do koszykówki. Oglądałyśmy mecze Eurobasketu z miejscowymi i emocje jakie temu towarzyszyły były nie do opisania. Mimo, że nie jesteśmy Litwinkami, udzielała nam się ta atmosfera i równie mocno trzymałyśmy kciuki za litewską reprezentację i uważnie śledziłyśmy przebieg gry. Nie bez powodu mówi się, że koszykówka to dla Litwinów druga religia. Miałyśmy nawet szczęście zobaczyć przywitanie reprezentacji na placu przed Ratuszem. Wrażenie? Niesamowite. Inni kibice powinni brać przykład z Litwinów. Nawet my poczułyśmy dreszczyk ekscytacji gdy koszykarze opuszczali autokar…

Podsumowując, jesteśmy zauroczone tym miastem i na pewno nie raz tu wrócimy. Ale czy zauważyłyśmy jakieś minusy? Według nas jest chyba tylko jeden – komunikacja miejska. Uważamy, że większa częstotliwość usprawniłaby poruszanie się po mieście i łatwiejszy powrót np. w nocy do hostelu. Będąc już przy środkach transportu, grzechem jest nie wspomnieć o przepięknych balonach unoszących się nad miastem. Co prawda, nie jest to tani i współczesny środek lokomocji (nam ze względu na studencki budżet się nie udało tego doświadczyć) ale na pewno zapewnia niesamowite wrażenia grupie szczęśliwców, którzy odważą się na swego rodzaju „sport ekstremalny” i wzniosą się ku niebu, aby podziwiać panoramę litewskiej stolicy.

PODCASTY I GALERIE