Wilno i Wileńszczyzna
Ewelina Mokrzecka

Wilnianka mieszkająca w Gruzji: Warto przyjechać tu i teraz

Gruzja jest biednym krajem. Ludzie bardzo często nie mają pracy, pieniędzy, ale jak mają się bawić, to zapominają o wszystkim i przy stole nigdy nie słyszałam narzekania – w rozmowie z zw.lt powiedziała Joanna Wilbik, która od kilku lat mieszka w Gruzji, gdzie wraz z mężem organizuje wycieczki po kraju Georgia with Crazies.

Twoi rówieśnicy emigrują do Wielkiej Brytanii, USA, Holandii… Ty wyemigrowałaś do Gruzji, gdzie mieszkasz od kilku lat. Jak to się stało?

Parę lat temu podczas koncertu gruzińsko-polskiej kapeli Zumba w Krakowie poznałam bardzo przystojnego chłopaka. Po krótkiej rozmowie wiedzieliśmy, że łączy nas coś więcej niż wspólny znajomy z tegoż zespołu. Na pierwszej randce dużo rozmawialiśmy. Nie ukrywam, że mówiliśmy już o wspólnej starości. Zakochaliśmy się w sobie na zabój. Niestety nie mieliśmy możliwości zamieszkania na Litwie ze względu na politykę migracyjną, dlatego też długo się nie zastanawiałam i wyjechałam do Waleriana – bo tak ma na imię mój wybranek – do Gruzji.

Nie bałaś się?

Pamiętam, że kiedy wysiadłam z samolotu od razu poczułam, że to nie ten klimat – było strasznie duszno, chociaż był środek nocy. Wszystko było inne. Nocne Tbilisi, następnie świt przy wjeździe do Gori, skąd pochodzi mój mąż… Nie mogłam oderwać oczu od górzystych terenów. Początkowo czułam się tam, jakbym wróciła na Litwę czy Polskę 20 lat temu: panie w sklepach liczące na liczydłach, babcie sprzedające na targach swój urodzaj, bezgraniczna serdeczność, uśmiech…

W jaki sposób zostałaś przyjęta?

Rodzina Waleriana przyjęła mnie z wielką radością, wszyscy byli szczęśliwi, że mogą mnie wreszcie poznać. Wcześniej kontaktowaliśmy się poprzez Skype. Teściowie są wspaniali, kochają mnie tak samo, jak swojego syna. Na samym początku, kiedy nie znałam w ogóle języka, myślałam, że może coś o mnie źle mówią i kiedy po trochę zaczynałam go rozumieć, doszłam do wniosku, że byłam głupia myśląc w taki sposób. Po jakimś czasie urodził nam się syn…

Wraz z mężem organizujecie wycieczki turystyczne po Gruzji, stworzyliście też na Facebooku stronę Georgia with Crazies

W pewnym momencie chcąc znaleźć sobie jakieś dodatkowe zajęcie poza dzieckiem, wpadłam na pomysł, że mogłabym pomóc odkrywać Gruzję odwiedzającym. Ostatnio Gruzja stała się bardzo popularna, do Kutaisi można dotrzeć już za niecałe 200 litów czy złotych. Ogłoszenie ze swoją ofertą zamieściłam na portalu kaukaz.pl. Po kilku tygodniach odezwał się do mnie Rafał. Pytał jak ma dojechać tu i tam, potem poprosił, żebyśmy zorganizowali nocleg, wyżywienie – wraz z grupą przyjaciół chciał poznać prawdziwą gruzińską kuchnię i smak domowego wina.

Zorganizowaliśmy im pobyt z mężem tak, jak chcieli. Byli to naprawdę wspaniali ludzie, bardzo przyjaźni i bardzo przyjemnie sami spędziliśmy czas, aż w końcu miałam nadzieję, że ich samolot nie wystartuje i zostaną tu z nami jeszcze chwilę.

Właśnie w taki sposób chciałabym poznać jakiś nieznany dla mnie kraj – z miejscowymi, z biesiadami do rana, z beztroskim zwiedzaniem, bez pani przewodnik z parasolem w ręku. Dotychczas mamy kontakt z Rafałem i jego znajomymi. Później pojawiły się nowe osoby, nowe grupy, którym organizowaliśmy wycieczki.

Rozumiem, że działacie na zasadzie poczty pantoflowej…

Tak. Na przykład, kiedy w lipcu byłam w Wilnie, dopadł mnie znajomy, który akurat wybierał się do Gruzji. W taki sposób zorganizowaliśmy wyprawę dla 6-osobowej ekipy po prawdziwej Gruzji z Litwy. Nie żałowali. Później tak to się rozkręciło, że dopiero w końcu listopada mój maź zaczął nocować w domu.

Jaka wygląda Gruzja oczami Georgia with Crazies?

Staramy się pokazać prawdziwą Gruzję z jej niedociągnięciami i ze wszystkimi plusami, których jest masa. Gruzja to kraj niezepsuty na razie kapitalizmem. Ludzie są tu otwarci, serdeczni i bardzo gościnni. Podczas odwiedzin podziwiam gospodynie, które wyjmują wszystko, co mają w lodówce. Nieważne, że może jutro nie będzie miała co do gara włożyć. Mówi się tu, że ,,Bóg nie zostawi nas głodnych i zawsze coś nam da’’. Też się tego uczę i sporo się nauczyłam. Dla naszych gości staniemy na głowie. Najważniejsze, żeby wyjeżdżając powiedzieli, że jeszcze chcą tu wrócić.

Da się na tym zarobić?

Coś z tego zarabiamy. Są to rozważne sumy, jesteśmy nastawieni na każdego, nie tylko na turystów z grubym portfelem. Poza tym zawsze zabieramy autostopowiczów, jeżeli mamy wolne miejsce w samochodzie. Częstujemy winem nieznajomych w Kazbegi, bo wyglądali na zmęczonych (śmiech). Chyba dlatego nazywamy się wariatami. Staramy się pokazać prawdziwą Gruzję z prawdziwymi jej obyczajami i tradycjami.

Podczas biesiad dużo opowiadamy o tym kraju, o zwyczajach. Mąż kiedyś zabrał barana z monastyru, bo ktoś akurat złożył go w ofierze. Powiem na marginesie, że wbrew podejrzeniom, nie zjada się tego barana od razu przy oddaniu w ofierze, tylko się puszcza, by ktoś inny mógł go zabrać. Zatem Walerian złapał tego barana, goście się śmiali, robili z nim zdjęcia, a później było bardzo dużo śmiechu i zdziwienia, kiedy się okazało, że ten baran jedzie z nimi do Gori. Parę dni baran mieszkał u nas w ogródku, po czym oddaliśmy go potrzebującym.

Kiedy warto odwiedzić Gruzję?

Gruzję warto odwiedzić teraz. Nie, nie chodzi o zimę czy lato, a o to, że teraz Gruzja jest jeszcze krajem niezepsutym, są tu ważne wartości moralne, a dobroć ludzka nie zna granic. Obawiam się, że za parę lat zacznie to zanikać…

Jeżeli chodzi o pory roku, to zimą jedzie się na narty do Gudauri, Bakuriani. Są tam nowe stoki, nie ma tłoku, zapłacimy dwa razy mniej niż na Lipówce czy polskich Tatrach.

Lato jest najlepszym okresem, ale raczej dla fanów upałów 40 stopni Celsjusza. Wtedy jest tu mnóstwo różnych owoców, których na Litwie nigdy nie spotkałam. Są przede wszystkim soczyste i przepyszne. Nie znajdziemy na Litwie gruzińskich arbuzów, a morele i brzoskwinie są tańsze niż ziemniaki. Poezja sama w sobie! Wspaniałym okresem na zwiedzanie Gruzji jest jesień – jest jeszcze ciepło i przyjemnie, a można trafić na winobranie – tradycyjne święto w każdym domu.

Jak jest z tym piciem gruzińskiego wina na okrągło?

Jeżeli chodzi o samych Gruzinów, to nie jest tak, że piją codziennie wino. Oni piją dużo, ale na imprezach. Bo jak jest impreza, to do białego rana. Parę mężczyzn jak się zbiera, to mogą wypić bez problemu około 10 litrów. Gruzini to ludzie słowa – jak maja pracować, to pracują, ale jak mogą sobie odpuścić, to się bawią. Ciągle ich podziwiam. Jakby nie było, Gruzja jest biednym krajem. Ludzie bardzo często nie mają pracy, pieniędzy, ale jak mają się bawić, to zapominają o wszystkim i przy stole nie słyszałam nigdy narzekania. Może możemy się czegoś od nich nauczyć?

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!