Wileńska scena alternatywna w PKD: Gramy po polsku, bo chcemy

Być może z komercyjnego punktu widzenia nie warto śpiewać po polsku na Litwie, muzyków alternatywnych to właśnie jednak wyróżnia od zespołów mainstreamowych, że grają nie to, co trzeba, a to, co chcą - mówili podczas spotkania w Polskim Klubie Dyskusyjnym przedstawiciele polskiej muzycznej sceny alternatywnej: Filmik, Ernest z grupy Will'N"Ska i artyści z zespołu Berserker.

Małgorzata Kozicz
Wileńska scena alternatywna w PKD: Gramy po polsku, bo chcemy

Fot. Joanna Bożerodska

„Minął rok, odkąd ukazała się płyta „Muzyczne-Rodowody. Litwa”, na której znalazło się 10 zespołów i artystów z Wilna i Wileńszczyzny. Mieszanka stylów ska, punk, rap, metalu, poetyckiego rocka i modern jazzu obaliła mit dotychczasowej Wileńszczyzny, która słynie głównie z folkloru. Prezentacja płyty odbyła się w polskim sejmie. Na prezentacji zagrali zespół Kite Art, Jańka z Wilna oraz Jan Maksymowicz. Z pewnością było to dużym wyróżnieniem, bo jak dotąd nikt z polskich artystów z Litwy nie grał w polskim parlamencie” – przypomniał na wstępie prezes PKD Artur Zapolski o powstaniu płyty, wydawcą której było INC East&West przy wsparciu finansowym MSZ RP.

Przepustka na duże sceny

„Początki polskiej muzycznej sceny alternatywnej sięgają 2002 roku, kiedy siostry Łozowskie założyły zespół Zimbabwe. To właśnie wtedy między innymi w wileńskim „Kablysie” można było usłyszeć „Marchewkowe pole”, „Chryzantemy”… Swoją drogą litewska publiczność to łapała i śpiewała wspólnie z dziewczynami. Zimbabwe śpiewały po polsku i litewsku” – zaznaczyła moderująca dyskusję dziennikarka Ewelina Mokrzecka.

„Nie da się nie zauważyć, że po ukazaniu się płyty „Rodowody” wielu artystów można było odtąd zobaczyć nie tylko w małych klubach, na małych scenach. Dobrym przykładem jest Will’N’Ska, która kilkakrotnie wystąpiła w legendarnym klubie Ucho w Gdyni grając z gwiazdą polskiego punku – Kometami, na Dniach Wilna w Gdańsku. Raper Filmik udowodnił wszystkim, że rapując po wileńsku można się znaleźć na litewskich listach przebojów i grać na jednej scenie z legendarnym PabloPavo. Black Biceps, tzw. comedy rock z Niemenczyna zagrali w tym roku na etno-festiwalu w Olandii. Tych wykonawców można też było zobaczyć na dużych scenach na Wileńszczyźnie. Np. Filmik i Berserker zagrali w Niemenczynie na Gėla fest. Co więcej, mroczny Berserker i charyzmatyczna Agnieszka są znani i zapraszani na różnego rodzaju festiwale muzyczne. Trzeba wspomnieć Lato Młodzieży w Solecznikach, gdzie zagrali Will’N’Ska i Filmik” – wymieniała Mokrzecka.

„Nie jest łatwo”

„Cieszymy się, kiedy obok nas powstają takie inicjatywy, które pozwalają promować naszą twórczość. Dzięki płycie poznaliśmy się wzajemnie, bo do tej pory nie wiedzieliśmy, że obok nas tworzą inne takie zespoły. Na Litwie nie mamy zbyt wielu koncertów, z perspektywy grania alternatywnej muzyki nie jest łatwo i jeżeli chcielibyśmy grać w każdym barze czy na każdym festiwalu, to musielibyśmy grać jakiegoś „popsa”. Ale staramy się, szukamy innych możliwości. Często mamy na przykład koncerty za granicą – na Białorusi, w Estonii” – mówiła Agnieszka Wołczek, wokalistka Berserkera.

„Hip-hop jest muzyką słowa, jeżeli ktoś nie rozumie słów, nie wie, jak ma reagować. Mimo to spotykam się z bardzo pozytywnym odbiorem, kiedy śpiewam po polsku – zarówno ze strony publiczności, jak i na przykład beatmakerów, czyli ludzi, którzy piszą muzykę do kawałków” – podkreślił raper Filmik.

Młodzi artyści zwrócili uwagę, że muzycy alternatywni, pozostający na uboczu oficjalnych prądów w kulturze, stykają się z problemami natury praktycznej – na przykład ograniczonym budżetem. „W jedności nasza siła” bez podtekstów politycznych.

„Artysta alternatywny ma coś powiedzieć, sprzeciwić się czemuś, czy to będzie polityka, czy jakieś zjawiska społeczne. Tacy muzycy nie proszą o finansowanie, wszystko robią sami, wiąże się z tym dużo wydatków. Ale jakoś „nie podnosi nam się ręka” prosić o pieniądze na przykład u AWPL, bo jeżeli coś się otrzyma, najczęściej trzeba to „odpracować”” – mówił Ernest z Will’N’Ska.

Również Agnieszka Wołczek podkreśliła, że muzycy chcą pozostawać niezależni i apolityczni. Jak przyznała wokalistka, pisząc piosenkę „W jedności nasza siła”, która znalazła się na płycie „Muzyczne Rodowody”, nie miała pojęcia, że prawie identycznie brzmi slogan polskiej partii na Litwie.

„Wsparcie materialne otrzymuje standardowy kontyngent, który jeździ do Opola, bo tak jest dobrze, tak jest tradycyjnie, tak jest ciekawie. To, co wychodzi za ramki, nie interesuje tych ludzi, którzy deklarują popieranie polskości” – mówił z kolei Romeo z Berserkera. Mimo to przyznał, że także grupy alternatywne są alternatywne na różne formy współpracy z fundacjami, przedsiębiorcami, którzy chcieliby wspierać muzykę niezależną, ale nie ingerować w jej treść.

„Polska nas kusi”

„Nie ma fanów, nie ma pieniędzy – czy warto zatem śpiewać po polsku na Litwie?” – pytała muzyków moderatorka Ewelina Mokrzecka.

„Nie chodzi o to, czy warto. My wszyscy robimy to, co uważamy za słuszne, a nie to, co warto. To nas odróżnia od tego całego mainstreamu, a nawet od tych, co śpiewają na Litwie po polsku – oni śpiewają, bo trzeba, a my śpiewamy, bo chcemy” – powiedział Romeo Berserker.

Wszyscy młodzi wykonawcy przyznali, że interesuje ich także polski rynek muzyczny.

„Pracujemy nad nową płytą, na której wszystkie piosenki będą po polsku. Polska nas kusi – to więcej ludzi, większy kraj i większe możliwości” – mówił Ernest.

„Gdy włożyłem do Youtube kawałek „Stare dobre czasy”, wszystkie komentarze były wyłącznie pozytywne. Otrzymałem wiele pytań, gdzie można kupić moją płytę, ludzie proponowali swoją muzykę…Nie jest tak, że nie ma szans, by przebić się w Polsce, trzeba tylko dać o sobie znać” – uważa Filmik.

Muzycy zapowiedzieli, że chętnie zagrają wspólny koncert lub będą współpracowali przy tworzeniu wspólnych kawałków.

PODCASTY I GALERIE