Wiara niewiasty kananejskiej

Podczas podróży Jezusa w kierunku Tyru i Sydonu pewna napotkana kobieta poprosiła Go o uleczenie swej córki ze złego ducha, Jezus jednak zbył jej prośbę milczeniem i udał się w dalszą drogę. kobieta nie ustawała w swych prośbach. Jezus odpowiedział, iż jest "posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela". Kobieta dalej błagała i powiedzał jej: "Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucić psom". Na swe słowa usłyszał w odpowiedzi, iż nawet "szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają z ich stołów". Chrystus postanowił spełnić jej życzenie. "O, niewiasto, wielka jest twoja wiara, niech się stanie, jak chcesz!"

ks. Andrzej Andrzejewski
Wiara niewiasty kananejskiej

Fot. BFL/Andrius Ufartas

Wiara i pokora kobiety kananejskiej ratuje jej córkę. Ona opuściła swój dom. Przekracza granice, w których do tej pory żyła. Być może ta kobieta miała już gdzieś w głębi serca wymarzony scenariusz spotkania z Jezusem. Ewangelia zupełnie nietypowa. Jezus nagle odtrąca obcych. Pamiętając o tym, że naród wybrany w większości Go odrzucił. Wiara kobiety kanejskiej spowodowała, że jej prośba została wysłuchana, a jej córka wyzdrowiała. Mimo, że została upokorzona – nie poddała się.

Co krystalizuje się w duszy człowieka i decyduje o jego wartości. Człowiek otrzymał sumienie, które karze go cierpieniem, gdy jego czyny nie odpowiadają zasadom moralnym.

Boska miłość jest cudem, który może się przeciwstawić każdemu suchemu życiu. Choć o tym, jak należy kochać, zdążyliśmy już zapomnieć. Chrystus do końca nas umiłował. Iskierka miłości może się rozpalić w duszy, nadając sens życia. Taką iskierką, moi drodzy, stał się dla kobiety kananejskiej Chrystus.

Dzisiai tak na Zachodzie, jak na Wschodzie – spotykamy ludzkie cierpienie i ludzi owładniętych psychozą, nie przygotowanych, niezdolnych pojąć, dlaczego istnienie straciło dla nich wszelki powab i wartość. Współczesny człowiek stanął na rozstajnych drogach. Musi roztrzygnąć dylemat: czy żyć dalej jako obojętny biorca, zależny od nieubłaganego rozwoju nowych technologii, czy odnależć drogę ku duchowej odpowiedzialności.

Myślę, moi drodzy słuchacze, o powrocie do Boga. Większość ludzi nie potrafi wyrzec się siebie. Idea ofiary, ewangelicznej miłości bliźniego, nie cieszy się dziś popularnością, nie jest potrzebna, przeszkadza w osągnięciu celu.

Dzięki pieniądzom łatwo jest uwolnić się od głodu, dziś od niedomagań ducha, gdy doświadczamy niepokoju, przygnębienia, rozpaczy, natychmiast udajemy się do psychiatry. On zastępuje spowiednika – według naszego przekonania – zdejmuje nam ciężar z serca. Czując potrzebę miłości znowu płacimy gotówką. Zdajemy sobie sprawę, że miłośći ani spokoju ducha nie zdołamy kupić za żadne pieniądze.

Nikt nie chce spojrzeć trzeźwo na samego siebie na przykład ludzi pijanych którzy chcą porozmawiać – trzeźwo najczęściej nie przyjdą, trzeźwo spojrzeć…

Trzeźwo przyjąć odpowiedzialność za własne życie i duszę. Mówiąc, że wszyscy jesteśmy razem, wspólnie, wciąż uchylamy się od odpowiedzialności osobistej. Przerzucamy odpowiedzialność za los na barki innych.

Wiara niewiasty kananejskiej, jej osobiste spotkanie z Chrystusem, trudna rozmowa…., ciężko dręczona córka…
Wymowa dzisiejszej Ewangelii jest jasna: w człowieku najleprze: Nadzieja, Wiara, Miłość, Pokora, Piękno, Modlitwa… Oto w tych wartościach pokładamy dzisiaj naszą ufność.

PODCASTY I GALERIE