Weronika Elertowska: Na plenerach nie trzeba zmuszać do pracy

Dzieciaki na plenerach naprawdę chcą tworzyć – zw.lt powiedziała Weronika Elertowska z Zespołu Szkół Plastycznych im. Józefa Brandta w Radomiu, wykładowczyni fotografii na plenerze organizowanym przez Dom Kultury Polskiej w Wilnie, który odbywa się w tym tygodniu w pobliżu Trok.

Ewelina Mokrzecka
Weronika Elertowska: Na plenerach nie trzeba zmuszać do pracy

Ewelina Mokrzecka, zw.lt: To Pani siódmy plener z ośmiu organizowanych przez Dom Kultury Polskiej w Wilnie. Jak z roku na rok ocenia Pani poziom uczestników?

Weronika Elertowska: Na pewno da się zauważyć, że ten poziom z roku na rok rośnie. Przyjeżdżają głównie ci uczestnicy, którzy brali udział we wcześniejszych plenerach. Oni po prostu wiedzą, czego się tutaj spodziewać. Mają przede wszystkim bardzo wiele zapału do pracy. Zdarza się też, że uczestnicy pracują nawet do godz. 23-24 i ciężko ich odpędzić od pracy, od obrazów, od aparatów. Dobre jest też to, że mogą się nauczyć malarstwa, rysunku, fotografii od osób, które na co dzień zajmują się sztuką i zawodowo uczą tego w szkołach. Zawsze przywozimy profesjonalny sprzęt fotograficzny. Zapał też wynika z tego, że na co dzień uczestnicy nie mają tego rodzaju materiałów do dyspozycji.

Jaka tematyka zazwyczaj dominuje na plenerach?

Jeżeli chodzi o malarstwo, to jest to zazwyczaj natura. Bywamy w tak pięknych miejscach, że warto z tego skorzystać. Jeżeli chodzi o fotografię, to jest pewna trudność, bo w pierwszym dniu, kiedy uczestnicy obfotografują te wszystkie miejsca – drzewa, lasy, jeziora – nie wiedzą, co zrobić dalej. Dlatego też jeżeli chodzi o fotografię, to potrzebne są tematy bardziej skonkretyzowane. To zachęca również, żeby uczestnicy korzystali ze sprzętu studyjnego. We wtorek mieli na przykład za zadanie fotografowanie portretów, martwej natury. Mogli nauczyć się korzystać z lamp błyskowych. Tak, że mniej więcej wiedzieli, jak ustawiać światło, jak ustawienia lamp błyskowych przełożyć później na aparat fotograficzny. Kładziemy również bardzo duży nacisk na to, żeby pobudzić kreatywność uczestników. W związku z tym wieczorem, podczas przeglądów muszą oni opowiedzieć coś o swoich pracach. Widać, że dzieciaki bardzo się rozwijają również intelektualnie.

Czy po plenerach uczestnicy decydują się na studia artystyczne?

Na pewno to się zdarza. Może nie jest to większość uczestników, natomiast jest kilka osób, które studiują na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, poprzedni uczestnicy zdawali na Wydział Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Takie osoby zdecydowanie zatem są. Część z uczestników traktuje malarstwo, jako swoje hobby i to też jest bardzo pozytywne, dlatego mimo, iż oni wiążą swoje życie z zupełnie innymi kierunkami – biologia, fizyka, filologia, to jednak znajdują czas na to, żeby nadal malować. Łapią tego bakcyla…

A jak wyglądają relacje wykładowca-uczestnicy? Czy zauważa Pani jakieś różnice kulturowe?

Trudno mi na ten temat coś powiedzieć, ponieważ przyjeżdżam już od kilku lat. Wcześniej byłam też na stypendium w Wilnie. Dla mnie ta różnica nie jest do końca wyczuwalna. Na pewno widzę coś bardzo pozytywnego, chodzi o różnicę pomiędzy dziećmi, które uczę na co dzień w szkole. Uczestnicy na plenerach naprawdę chcą tworzyć. Nie trzeba ich namawiać do pracy, oni mają w sobie tyle ciekawości i tyle zapału, że ciężko ich jest raczej odpędzić i to jest bardzo pozytywne.

Projekt jest współfinansowany ze środków finansowych otrzymanych od Ministerstwa Spraw Zagranicznych za pośrednictwem Ambasady RP w Wilnie.

PODCASTY I GALERIE