Ujednolicony egzamin z języka litewskiego. „Mówiliśmy, że będzie źle i jest źle”

Wyniki z egzaminu z języka litewskiego być może nie są najgorsze, ale rezultat mógł być osiągnięty kosztem innych przedmiotów, również rozbieżność w wynikach pomiędzy szkołami litewskimi i mniejszości narodowych jest zbyt duża – sadzą dyrektorzy polskich szkół na Litwie.

Antoni Radczenko
Ujednolicony egzamin z języka litewskiego. „Mówiliśmy, że będzie źle i jest źle”

Fot. Antoni Radczenko

„Wynik egzaminu z języka litewskiego jest osiągnięty przez ogromny wysiłek. Czasami kosztem innych przedmiotów” – twierdzi Czesław Dawidowicz. „Tylko ślepy nie widzi, że to jest dyskryminujące” – dodaje Adam Błaszkiewicz.

Dawidowicz: Tylko jedna osoba się poślizgnęła

Dyrektor Gimnazjum im. Adama Mickiewicza Czesław Dawidowicz wyznał, że czekając na wyniki z egzaminu dało się odczuć pewne nerwowe napięcie. „Czekaliśmy na wyniki, podobnie jak uczniowie i rodzice, bo właśnie język litewski jest takim wskaźnikiem, gdyż daje większe szanse na studia wyższe na Litwie. W ogóle to jest wskaźnik, jak działa szkoła i jak pracuje. Bardzo mnie cieszy, że w zasadzie wszyscy złożyli, a tylko jedna osoba się poślizgnęła. Po której w sumie wszyscy spodziewali się takiego słabszego „występu” – powiedział zw.lt Czesław Dawidowicz. „Mamy też „setkę”, ale to już jakby nie najważniejsza sprawa dla szkoły. To jest dobry wskaźnik. Wszyscy się chwalą. Dla mnie ważniejsze jest, że wszyscy składają. A ta „setka” po prostu upiększa – dodał dyrektor „mickiewiczówki”.

Wynik w dużym stopniu zależy od promocji. „W zeszłym roku mieliśmy najlepszy wynik ze wszystkich szkół nielitewskich. W tym roku trochę z obawą czekaliśmy na wyniki, ponieważ w tym roku promocja była troszeczkę niepewna, nie chciałbym używać słowa słabsza. Tak się czasami zdarza. W tym roku ponad 50 proc. otrzymało ponad 50 punktów. Nie jest to być może powalający wynik, ale sądzę, że jest dobry na miarę osiągnąć wyników rocznych” – wyjaśnił Cz. Dawidowicz.

Nie patrząc na dobry wynik, dyrektor placówki zbytnio się nie cieszy, ponieważ wynik mógł być osiągnięty kosztem innych przedmiotów lub nawet kosztem zdrowia uczniów. „Cieszy być może nie. Bo wynik z egzaminu z języka litewskiego, w każdej szkole, nie mówię tu o naszej, jest osiągnięty przez ogromny wysiłek. Czasami kosztem innych przedmiotów. Nie ma co ukrywać – 7 godzin tygodniowo języka litewskiego, a plus ogromna liczba dzieł literatury i pisanie wypracowań, to jest ogromny wysiłek dla nauczyciela i uczniów. Nie mam powodów do narzekania, ale z drugiej strony, myślę czy to przypadkiem nie będzie kosztem innych przedmiotów? Czy nawet kosztem zdrowia ucznia? Na to pytanie nie znajdziemy odpowiedzi. Wiemy, że ten wynik trzeba mieć, jeśli uczeń chce coś osiągnąć, ale czy jest współmierny do włożonej pracy…” – podkreślił  Dawidowicz.

Błaszkiewicz: Tylko ślepy nie widzi dyskryminacji

Negatywnie wyniki egzaminu ocenia dyrektor wileńskiego Gimnazjum im. Jana Pawła II Adam Błaszkiewicz, bo ten egzamin jest czymś bardzo ważnym dla maturzysty, ponieważ jego wynik „może skutecznie ograniczyć możliwość” załapania się na bezpłatne miejsce na studiach. „Tak, jak mówiliśmy przed dwoma laty, że będzie źle i jest źle. U nas jest lepiej niż w pozostałych szkołach. Prawie sięgamy do średniej krajowej. Jest o wiele lepsza średnia niż w szkołach mniejszościowych. Bo z podanych informacji wynika, że średnia w szkołach mniejszościowych jest 83,7 u nas jest 87,5 proc.

„Nie oczekiwaliśmy zbyt dobrych wyników, bo średnio na Litwie egzamin państwowy wybrało 59 proc. maturzystów, a u nas wybrało 95 proc. Ze 118 tylko 6 poszło na egzamin szkolny. Wyniki nie mogły być więc zbyt wysokie. Tak też się stało. (…) Nie jesteśmy zadowoleni, bo nie zdało 13 proc., czyli 14 osób. (…) W naszej szkole państwowy egzamin zdawało prawie dwa razy więcej osób, niż ogólnie na Litwie. Nie mogły być dobre wyniki. Ambicje były zawyżone” – powiedział Błaszkiewicz.

Zdaniem dyrektora, czymś złym jest fakt, że w jego szkole nie ma tych najlepszych wyników. „Tylko ślepy nie widzi, że to jest dyskryminujące. Bo procentowo nie może różnić się wynik w szkole z litewskim językiem nauczania oraz z polskim językiem nauczania. Jeśli nauczamy tego samego – tyle samo i tak samo, jak twierdzi minister – to procentowo nie może się różnić” – wytłumaczył dyrektor gimnazjum im. Jana Pawła II.

Jankowska: Wynik mógł być lepszy

Podobna ocena jest również wśród dyrektorów szkół z rejonów. W Szkole Średniej im. ks. Józefa Obrembskiego w Mejszagole wszyscy maturzyści zdali egzamin państwowy z języka litewskiego. Dyrektor szkoły Afreda Jankowska ubolewa jednak, ponieważ wyniki po zrównaniu wymogów są gorsze niż w latach poprzednich. ,,Najwyższa oceny to 50 pkt, najniższa – 16. Wynik mógłby być lepszy, ponieważ uczniowie są zdolni. Egzamin był trudny. Jednak zrównanie wymogów ze szkołami litewskimi jest nie na korzyść” – wytłumaczyła sytuację dyrektorka.

Z danych Narodowego Centrum Egzaminacyjnego wynika, że uczniowie szkół mniejszości narodowych mają gorsze wyniki, niż ich koledzy w szkołach z litewskim językiem nauczania. Ogółem egzamin z litewskiego zdało 88, 09 proc. maturzystów. W szkołach z litewskim językiem nauczania egzamin zaliczyło – 88,4 proc., a w szkołach mniejszości narodowych ten odsetek był trochę mniejszy – 83,7 proc. Najwyższą ocenę 100 punktów – uzyskało 1,23 proc. maturzystów. W szkołach litewskich takich maturzystów było 1,3 proc., a w szkołach mniejszości narodowych 0,2 proc.

PODCASTY I GALERIE