Kultura i Historia Wilno i Wileńszczyzna
Ewelina Knutowicz

Twórcy „Siłaczek”: Chcemy zainspirować ludzi do pogłębienia wiedzy o kobietach zapomnianych

Wczoraj (14 maja) w kinie „Pasaka” odbył się pokaz filmu „Siłaczki” w reżyserii Marty Dzido i Piotra Śliwowskiego. Dokument z elementami fabularnymi, ukazuje walkę pierwszych polskich sufrażystek o prawa polityczne oraz niepodległość Polski. Film przybliża sylwetki takich działaczek, jak Kazimiera Bujwidowa, orędowniczka zniesienia zakazu wstępu kobiet na uniwersytety, czy Maria Dulębianka, pierwsza kandydatka na posła do Sejmu, w czasie kiedy kobiety nie miały jeszcze praw wyborczych.

Twórcy „Siłaczek”: Chcemy zainspirować ludzi do pogłębienia wiedzy o kobietach zapomnianych
Marta Dzido i Piotr Śliwowski/ Fot. Joanna Bożerodska

W trakcie dyskusji z widzami reżyserzy przyznali, że inspiracją do „Siłaczek” była rozmowa, która się odbyła po pokazie poprzedniego filmu Dzido i Śliwowskiego „Solidarność według kobiet”. Gdy twórcy filmu zaczęli szukać informacji na temat początków polskiej emancypacji, zrozumieli, jak bardzo jest to temat nieodkryty. „Było mi wstyd, że tak mało wiedziałam o polskich sufrażystkach” – powiedziała Dzido. 

Przygotowanie filmu nie było łatwe. Twórcy mieli bardzo mały budżet finansowy. Otrzymywane gaże aktorzy postanowili ofiarować na dalsze prace nad filmem. Tym niemniej, marzenie reżyserów, aby premiera „Siłaczek” się odbyła 28 listopada 2018 r., mogła się nie udać z powodu braku pieniędzy. Pomógł crowdfunding. Data premiery została wybrana nieprzypadkowo – równo sprzed stu laty został podpisany dekret Józefa Piłsudskiego o nadaniu Polkom czynnych i biernych praw wyborczych.

Ewelina Knutowicz: W trakcie prezentacji filmu przyznała ze wstydem Pani, że tak mało wiedziała o emancypacji polskich kobiet. Czy „Siłaczki” mogą zmienić sytuację i sprawić, że ludzie bardziej się zainteresują tematem?

Marta Dzido: Bardzo nam na tym zależy, żeby ten film inspirował ludzi do tego, żeby zgłębiać tę historię. Pokazujemy jedynie jej wycinek – najważniejsze bohaterki i kluczowe wydarzenia. Natomiast jestem zdania, że mamy w naszej historii dużo bardzo ważnych postaci kobiecych – niestety, zapomnianych. Nie uczymy się o nich w szkole, nie mówimy o nich powszechnie. Cieszę się, że w ostatnich latach zaczyna się coraz więcej mówić o historii kobiet. Oprócz tego, że robimy filmy dokumentalne, pojawia się coraz więcej publikacji książkowych, historycznych, naukowych i popularno-naukowych, robione są przedstawienia teatralne i wystawy. Ta historia jest coraz bardziej powszechnie znana. 

Marta Dzido/ Fot. Joanna Bożerodska

Piotr Śliwowski: Jestem zdania, że powinniśmy głośno mówić o polskich bohaterkach historii, ponieważ dokonały czynów niezwykłych jak na owe czasy i jak na miarę ich samych. Zmieniły losy milionów obywateli Rzeczpospolitej. Niewiedza o ich istnieniu jest krzywdząca. Należy o nich wiedzieć i pamiętać, ponieważ z nich też się składa nasza historia. Powinniśmy być dumni, bo Polki dokonały rzeczy rewolucyjnej. Kiedy sufrażystki brytyjskie rzucały kamieniami, Polki nauczały. To jest ta różnica. 

W jaki sposób szukaliście pamiętników i wspomnień, które się stały inspiracją do tego filmu?

Marta Dzido:Szukaliśmy w wielu archiwach. Okazało się, że emancypantki pozostawiły po sobie bardzo bogaty dorobek: pamiętniki, czasopisma sufrażystowskie, które wówczas wydawały. Bardzo szczegółowo relacjonowały swoje działania – opisywały, co się działo na zjazdach kobiet, dyskusje nad strategią walki o równouprawnienie. Taką najważniejszą książką, która nam pozwoliła stworzyć scenariusz i zbudować tę historię, była książka Cecylii Walewskiej „Nasze bojownice”.

Piotr Śliwowski/ Fot. Joanna Bożerodska

Piotr Śliwowski: Dokumentów poszukiwaliśmy w Bibliotece Narodowej w Warszawie, w Bibliotece Raczyńskich w Poznaniu. Korzystaliśmy też z archiwów Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. 

Co najbardziej was zaskoczyło w trakcie kręcenia filmu?

Marta Dzido:Ja miałam kilka zaskoczeń, ale myślę, że takim największym i tym, co dla mnie cały czas jest bezmiernie ważne i o czym przez cały czas myślę, jest to, że te kobiety były bardzo odważne, nie bały się zaryzykować, narazić na śmieszność, postawić na głowie całego swojego życia. Często się spotykały z szykanami, z wyśmiewaniem. Często musiały opuścić rodzinę, która nie popierała ich działań, ale zdecydowały się na to i dzięki temu im się to udawało. One są dla mnie wzorem, inspiracją w moich takich codziennych, prywatnych decyzjach, w mojej dzisiejszej walce. To jest nieporównywalne do tamtych czasów, ale myślę o nich, o tym, co mówiły, ich hasłach. Na przykład, „Odważmy się być wolnymi!”, „Prawa się zdobywa w walce!”. To są takie teksty, które mi towarzyszą, są dla mnie bardzo ważne i inspirujące. 

Piotr Śliwowski: Mnie zaskoczyło to, jak wiele bohaterek tworzyło te wydarzenia i zmieniło historię, jakie to były zastępy, jak się różniły pod względem pochodzenia, światopoglądu, wykształcenia. Jednak udawało im się znaleźć wspólny język. Nawet te arystokratki, mieszczanki zdołały do swojej działalności też zachęcić, włączyć robotnice. To było coś niesamowitego, ewenement na skalę świata, żeby arystokratki schodziły tak nisko i rozmawiały z chłopkami. Dzięki temu można było tę walkę rozwinąć i nie popełnić wielu błędów, które były wcześniej popełniane. Dzięki takiej solidarności doszło, na przykład, do największej manifestacji kobiet w 1911 r. w Krakowie. Ulicami miasta przeszła manifestacja z żądaniem przyznania praw wyborczych kobietom. W tym wiecu obok siebie ramię w ramię szły mieszczanki, arystokratki, robotnice, chłopki, służące i wszystkie te, które nie były ani słyszane, ani słuchane. To było coś nieprawdopodobnego. Sprawa walki o równouprawnienie, dostęp do szkół, decydowanie o sobie, dostęp do pracy zarobkowej, te wszystkie możliwości, które były do tej pory zamknięte, nagle okazały się ważne dla wielu kobiet, które podpisują się pod tą walką. Lata pracy doprowadziły do zwycięstwa tego, że kobiety mogą chodzić do pracy, mieć własne pieniądze, decydować o tym, czy chcą mieszkać tu czy tam, czy chcą mieć męża takiego czy innego. To wszystko, co mamy dziś i z czego korzystają i kobiety, i mężczyźni. 

„Podwójnie wolne” – to słowa jednej z sufrażystek, komentującej ukazanie się dekretu z 28 listopada 1918 roku. Fraza ta najtrafniej opisuje doświadczenie Polek, ale także Litwinek: wolnych dzięki odzyskaniu niepodległości i wolnych w prawach obywatelskich. Jakie znaczenie to miało na przyszłość kobiet i w ogóle całego społeczeństwa?

Marta Dzido: Przede wszystkim w wolnym kraju wszyscy są równi wobec prawa. Niepodległość Polski nie była niepodległością tylko dla mężczyzn. Kobiety też uzyskały prawa polityczne, wywalczyły je. To, co jest bardzo ważne w tym polskim ruchu emancypacyjnym – walka była o prawa, bez różnicy wyznania, narodowości i płci. Walka o kraj, w którym społeczeństwo będzie sprawiedliwe i wszyscy obywatele i obywatelki będą mieli równe prawa, niezależnie od różnic, które ich dzielą. To było wielkie zwycięstwo. Na tym fundamencie można było tworzyć sprawiedliwe społeczeństwo ludzi równych, którzy będą współdecydowali o losach tego kraju.