Wilno i Wileńszczyzna
Dorota Sokołowska

Triumfująca na szosach kolarka Katarzyna Sosna

Katie Melua w jednej z piosenek śpiewa o 9 milionach rowerów w Pekinie - ciut mniej ich jest w Amsterdamie, lecz Wilno może się cieszyć tym złotym. 28-letnia kolarka z Wilna, młoda Polka Katarzyna Sosna dała o sobie znać na torach rowerowych nie tylko na Litwie, lecz także w całej Europie. Jest pewna - “człowiek nie zna granic swych możliwości”.

Dorota Sokołowska, zw.lt: Jest dość trudno wyobrazić, w jaki sposób rozpoczyna się kariera sportowca. Jak wyglądał początek Twojej drogi kolarskiej?

Katarzyna Sosna: Uczyłam się w 8 klasie Gimnazjum im. św. Jana Bosko w Jałówce, byłej szkoły średniej, gdy na jedną z lekcji wychowania fizycznego zawitała do nas trenerka W. Toguzajewa. Zaprosiła dziewczęta do odwiedzenia szkoły sportowej w Nowej Wilejce – skusiłam się i odtąd zaczęła się moja przygoda ze sportem. Na pierwszy trening zapoznawczy przyszło sporo osób, do dziś pamiętam pierwsze porady trenerki. Miała nadzieję, że “przynajmniej jedna z nas zostanie (w sporcie, przyp.red.)” – – te słowa zapadły mi głęboko w pamięć.

Z jakimi trudnościami początkowo trudnościami zetknęłaś się?

Start nie był łatwy – początkowo miałam problemy zdrowotne, które utrudniały treningi. Byłam bardzo wysoka na swój wiek, zatem serduszko “nie nadążało” za wzrostem, czasami się zdarzało, że traciłam przytomność. Lekarz rodzinny zabronił mi uprawiania sportu, mimo to, nie zaprzestałam. Pierwszy rok w szkole sportowej był niezbyt ciekawy, tylko od czasu od czasu miałam możliwość uczestniczyć w wyprawach rowerowych wraz ze starszymi koleżankami, w pozostałe dni jeździłam w okolicach Nowej Wilejki na własną rękę. Teraz z perspektywy czasu rozumiem, że właśnie te przejażdżki odkryły dla mnie piękno wielu miejsc, jakie mamy u siebie w Wilnie. Trening rowerowy to nie tylko trud i wysiłek, ale także i wyjątkowy kontakt z naturą, która na co dzień prezentuje nam tak malownicze widoki.

Fot. Archiwum prywatne

Wspomniałaś o porach roku – jak zatem wygląda rok kalendarzowy kolarza?

Dla kolarza wiosna, lato i jesień – to najbardziej intensywny okres, czas przygotowania się do zawodów i zakończenia sezonu. Natomiast zimę trudno było kiedyś przetrwać, wielu właśnie wtedy pozostawiało duży sport, przecież musieliśmy ćwiczyć w sali sportowej, biegać, uprawiać piłkę nożną, basen. Zimowe miesiące są czasem budowania fundamentu na nadchodzący sezon, dużo w sporcie zależy od przygotoowania się – im ono lepsze zimą, tym łatwiej będzie podczas sezonu i zawodów.

Oczywiście, na dziś dzień zaszło niemało zmian, teraz sportowcy mają o wiele więcej możliwości “emigrować” na zimę do cieplejszych krajów i tam uprawiać rower codziennie. Około 10-12 lat temu było to prawie niemożliwe, jednak zawdzięczając dla naszego trenera G. Kastanauskasa mogłyśmy przynajmniej w końcu lutego udać się na zgrupowania w Chorwacji i Hiszpanii. Wkrótce po naszym powrocie rozpoczynał się nowy sezon.

Jak wyglądało życie w szkole sportowej? W jaki sposób układały się stosunki między nastolatkami?

W szkole sportowej mieliśmy dość mocną drużynę dziewcząt – zawsze z dużą niecierpliwością jechałyśmy na zawody, wkładałyśmy wiele wysiłku w treningi. W trakcie wyścigów nudno nie było. Starałyśmy się współpracować i osiągać jak najlepszy rezultat, w wyniku czego najczęściej zwyciężałyśmy.

Od wtedy zaczęłam marzyć o drużynie we Włoszech – wyobrażałam sobie, jak wspaniale ma być na wyższym poziomie. W 2009 roku moje pragnienie się ziściło, gdyż zostałam zaproszona przez słynną litewską kolarkę R. Leleivytė do drużyny, która wtedy nosiła nazwę “Aromitalia-Vaiano”, była aktywna, na szosie.

Fot. Archiwum prywatne

A czy kiedykolwiek marzyłaś o karierze sportowej?

Nigdy nie chciałam zostać kolarką. Pochodzę z licznej rodziny, mam starszych braci – ich rower był dla mnie za duży, niemniej jednak chciałam nauczyć się nim jeździć. Siodełko było dla mnie tak wysokie, że całe plecy zawsze miałam w sińcach… Czasami zastanawiałam się nad tenisiem, lecz ten sport był zbyt drogi dla mnie i mojej rodziny.

Które z mnóstwa Twych osiągnięć sportowych uważasz za najważniejsze, za najbardziej pamiętne?

Wraz z drużyną (i w dużym stopniu dzięki niej!) w 2010 roku wygrałam litewskie mistrzostwa w jeździe indywidualnej na czas, zajęłam także 3. miejsce w analogicznej kategorii czempionatu na skalę Europy. Rok później także wywalczyłam bronz na europejskim poziomie. Wspomniane osiągnięcia należą do kategorii kolarstwa szosowego, z kolei przez ostatnie 5 lat uprawiam kolarstwo górskie.

W ciągu tych sportowych lat przeżyłam mnóstwo przepięknych chwil… Jeśli zawody są trudne technicznie lub odbywają się w ekstremalnych warunkach pogodowych, lecz pomimo to udaje się w nich triumfować – to pozostaje w pamięci na zawsze. Jedno z najjaskrawszych mych wspomnień – w 2017 roku uczestniczyłam w maratonie Dolomiti Superbike. Podczas otwarcia spiker wymieniał nazwy wszystkich państw, przedstawiciele których zwyciężyli ten maraton. Powiedziałam sobie, że w tym spisie brakuje Litwy. Przez wszystkie 115km starałam się jechać jak najszybciej, by być na mecie pierwszą. Wygrałam, więc udało mi się ziścić to, co sobie obiecałam.

Fot. Archiwum prywatne

Czy łatwo podjęłaś decyzję realizowania siebie w kolarstwie, przy tym za granicą?

Wiadomo, łatwo nie było – gdy skończyłam 18 lat wyjechałam do Włoch na pierwsze zgrupowanie zapoznawcze. Jak dziś pamiętam moment pożegnania się z moją najlepszą przyjaciółką Sabinką, obie po prostu szlochałyśmy. Pierwszy rok daleko od rodziny dawał się z trudem, pomimo powrotów do domu brakowało mi bliskich osób, jednak z czasem zaczęłam się do tego przyzwyczajać, uświadomiłam sobie, że telefonicznie czy internetowo zawsze mogę podzielić się swymi wrażeniami czy smutkami z najbliższymi.

Moja rodzina, mam na myśli rodziców, chcą abym wróciła w rodzinne progi. Gdy tylko startowałam jako sportowiec, niektórzy nauczyciele starali się odwieść mnie od wyjazdu za granicę, lecz zawsze rozumiałam, że chcę iść dalej. Swej decyzji nigdy nie pożałowałam. Widoczne zwycięskie wyniki są radością dla wszystkich wokół mnie, zaś sama jestem wdzięczna, że Pan Bóg daje mi siły i zdrowie by dążyć do wysokich wyników, zwiedzać otaczający nas świat.

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Nie planuję wiele – nie lubię być rozczarowana w wypadku, jeśli zamierzenia się nie sprawdzają. Dlatego żyję z dnia na dzień, czerpię z każdego z nich jak najwięcej. Na dany moment jestem nieco mniej zabiegana, więcej czasu poświęcam sobie i bliskim mi osobom. Już wkrótce wsiądę na rower i będę cieszyła się jesiennymi barwami dookoła, gdyż wracam do Wilna na złote wesele moich rodziców.

Fot. Archiwum prywatne

Czy, wracając na Litwę, widzisz jakąkolwiek zmianę poglądu ludzi na sport, a w tym – i rower?

Rower “łączy” ludzi, pozwala wspólnie spędzać czas w plenerze, w przyjaznym gronie bliskich osób. Przed 5 laty, gdy przyjeżdżałam na Litwę, z trudem mogłam spostrzec rowerzystów, dzisiaj ich grono staje się coraz liczniejsze. Teraz widzę ludzi zmotywowanych, z dużą chęcią poznawania kultury sportowej, nie wstydzą się zadawać pytań na ten temat.

Rowerem można udać się tam, gdzie tylko oczy dosięgną. Gdy ktoś się dziwi i mówi, że w życiu nie przejechałby takich dystansów jakie pokonuję, zaprzeczam – człowiek nie wyobraża granic swych możliwości. Dla sukcesu potrzebne tylko chęć i motywacja, są one paliwem do odkrywania coraz to nowych horyzontów. Życzę wszystkim, aby minione horyzonty były piękne – szerokiej drogi!

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!