Tożsamość Wilna: Żadna wspólnota narodowa nie może przywłaszczyć miasta

„Musimy zrozumieć czym jest Wilno, jaki jest duch tego miasta, kim są wilnianie” - powiedział zw.lt mer Wilna Remigijus Šimašius, po zakończeniu zorganizowanej przez „Klub Wilna” („Vilniaus klubas”) konferencji poświęconej tożsamości Wilna, gdzie nie zabrakło również polskiego akcentu.

zw.lt

„Bardzo się cieszę, że taka konferencja się odbyła. Temat jest aktualny pod względem obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości oraz z punktu widzenia teraźniejszości. Tylko połowa mieszkańców Wilna urodziła się tutaj, dlatego kwestia tożsamości jest aktualna. To nie oznacza, że są gorszymi wilnianami, ponieważ dodają własne aspekty. Jednak czymś bardzo ważnym jest zrozumienie, czym jest Wilno, czym jest duch Wilna, kim są wilnianie” – powiedział w rozmowie z zw.lt mer Wilna Šimašius, dla którego stolica Litwy „jest otwartym i tolerancyjnym miastem” od czasów wielkiego księcia Giedymina. „Aż niestety nadszedł krwawy XX wiek” – dodał gospodarz miasta.

Wśród prelegentów konferencji byli m.in. arcybiskup Gintaras Grušas, językoznawczyni Loreta Vaicekauskienė, historyk Zenonas Norkus.

Krwawy wiek XX

Zdaniem mera Wilno zostało ukształtowane pod wpływem różnych grup narodowościowych.

„Bardzo ważnym jest fakt, że o tożsamości Wilna mówili nie tylko Litwini. Bo bardzo często w historii były zawody dotyczące tożsamości miasta. Częściej zadawano pytanie, czyje jest Wilno, a nie jak my tutaj mieszkamy? Wilno może być takie i takie. Bardzo się cieszę, że Wilno może być centrum polskiej kultury, litewskiej, rosyjskiej, białoruskiej czy oczywiście żydowskiej. Moim zdaniem żadna wspólnota narodowa nie może sobie przywłaszczyć Wilna” – podkreślił Šimašius.



Mickiewicz, Mackiewicz, Konwicki

Polską mniejszość na konferencji reprezentował bloger i publicysta Aleksander Radczenko, który podkreślił, że chociaż Wilno do Polski formalnie należało tylko 20 lat, to ma ogromne znaczenie dla polskiej kultury i polskiej świadomości. To właśnie w Wilnie tworzyli pisarze i poeci, którzy ukształtowali świadomość współczesnego Polaka, tacy jak Mickiewicz, Kraszewski, Miłosz, bracia Mackiewiczowie czy Konwicki, który co prawda tworzyć zaczął nie w Wilnie, ale w swej twórczości ciągle powracał do kraju dzieciństwa.

Zdaniem blogera narodowe stereotypy nie pozwalają upamiętnić wielonarodowego dziedzictwa stolicy Litwy. „Lubimy mówić o wielonarodowym Wilnie, ale turyści odwiedzający Wilno, przeważnie nigdy z tym się nie spotykają, ponieważ zazwyczaj podążają śladami swego narodu (…) I Polacy, i Litwini ubóstwiają mówić o multikulturowym, multinarodowym czy multijęzycznym charakterze miasta, są dumni ze swej historii, kultury czy architektury, gdzie przenikają wpływy litewskie, polskie, żydowskie, rosyjskie, niemieckie, białoruskie, ale kiedy dochodzi do uwiecznienia tego dziedzictwa, to wyłaniają się narodowe stereotypy, które mówią „Wilno zawsze było litewskie” lub „Wilno zawsze polskie”. Tak w Wilnie mieszkało mnóstwo narodów, ale mieszkali oni we własnych gettach, w zamkniętych społecznościach. Litwini spotykali Polaków, Żydów, ale wszyscy nawzajem siebie ignorowali” – podzielił się własnym poglądem Radczenko, którego zdaniem w Wilnie jest zbyt mało tablic poświęconych polskim działaczom.

Młode pokolenie

Publicysta i bloger podkreślił, że aby nastąpił przełom w tej materii, powinny zajść zmiany w podejściu do historii, oświaty i mediów. Chociaż powoli, ale wileńska tożsamość powstaje, zwłaszcza wśród młodszego pokolenia. „Nasi przodkowie zaliczali siebie do dzuków, auksztotów, żmudzinów czy Polaków, ale już ich dzieci i wnuki zaliczają siebie do wilnian” – podsumował Aleksander Radczenko.

Kolejny litewski publicysta Rimvydas Valatka w wykładzie pod tytułem „Czy Wilno przywróci obłoki Miłosza i stworzoną tutaj literaturę” podkreślił, że w Wilnie tworzyli ludzie w różnych językach. Ograniczając siebie tylko do literatury litewskiej litewska kultura staje się tylko uboższa.

Valatka mówił przede wszystkim o znaczeniu literatury tworzonej przez Polaków pochodzących z Litwy dla litewskiej tożsamości i litewskiej kultury. Powoływał się przy tym na Czesława Milosza, Tadeusza Konwickiego, Elizę Orzeszkową, Marię Rodziewiczównę. „Nikt nie opisał piękniej litewskiej przyrody niż Czesław Milosz w „Dolinie Issy”. Wątpię, że znajdziemy w literaturze litewskojęzycznej coś, co mogłoby dorównać książkom Milosza czy Konwickiego. A „Droga donikąd” i „Nie trzeba głośno mówić” Józefa Mackiewicza – to są w ogóle najlepsze powieści o Wilnie z czasów najbardziej krwawych, z okresu II wojny światowej, jakie kiedykolwiek powstały. Doskonale obrazujące węzeł gordyjski polsko-litewskich sporów, wykorzystywanych przez Gestapo i NKWD” – podkreślił Valatka.

Zobacz Więcej
Zobacz Więcej