Wilno i Wileńszczyzna
Ewelina Knutowicz

Tomas Venclova w PKD: Każdy, kto mieszka w Wilnie, powinien mówić w trzech językach

"Jestem za tym, aby Polacy mogli pisać własne nazwiska w języku ojczystym. Popieram również pomysł pisania podwójnej nazwy miasta, czyli Trakai jako Troki i Pabradė jako Podbrodzie. Niestety, nie mam za sobą większości" - powiedział znany litewski pisarz, poeta, publicysta i profesor Tomas Venclova, który był gościem ostatniej w tym roku dyskusji Polskiego Klubu Dyskusyjnego.

„Powiedziałem kiedyś Adamowi Michnikowi, że pod względem idei pisania oryginalnych nazw na Litwie jestem w mniejszości. Jeżeli jednak intensywnie na tym nalegać, sprawić, aby zabrali głos nie tylko Polacy, ale również Litwini, to może takich osób będzie więcej i w końcu staną się większością. Gramatyka się nie zmieni, ale napisy w paszportach – już tak. W Sejnach widziałem osiem wsi, które mają nazwy w dwóch językach. Gdyby tak było również na Litwie, nic by się strasznego nie zdarzyło” – twierdzi gość.

Ostatnio Venclova napisał książkę pod tytułem „Dzieje Litwy dla wszystkich”. JJak mówi, jest to dwutomowe dzieło obejmujące całą historię Litwy – „od czasów neandertalczyków do roku 1991”. W książce autor sporo pisze na tematy wrażliwe, np. przedstawia sprawę Piłsudskiego czy Żeligowskiego. „Jest tam takie zdanie: „Musimy przyznać, że niezależnie od tego, czy nam się to podoba czy nie, ani Litwini, ani Polacy nie mieli racji w stu procentach”” – opowiedział pisarz.

Venclova przypomniał, że jego przyjaciel, historyk Juozas Tumelis mawiał, że historię można podzielić na dwie części: mediawistykę i publicystykę. „Póki piszemy o sprawach średniowiecza, o Mendogu czy o Giedyminie, to mamy naukę. Korzystamy wtedy ze źródeł, przysłuchujemy się krytyce historycznej. Co było potem, zostaje publicystyką. Ani jedna ze stron nie ma absolutnej racji” – wyjaśnił gość.

Jak dodał, Litwini i Polacy mają ciekawą cechę – mediawistykę zmieniają na publicystykę. Przykładem może posłużyć sprawa Jagiełły. „Oczywiście, że dla Litwinów jest on zdrajcą, a dla Polaków – wielkim królem. Staram się w swojej książce utrzymać pogląd mediawistyczny. Twierdzę, że Jagiełło zdrajcą nie był. Mówić o tym oznacza przenosić nasze dzisiejsze odczucia w wiek XIV i XV, co jest zupełnym głupstwem. Gdy sprawa dotyczy roku 1920, albo 1939 r., wygląda to trochę inaczej. W 1939 r. Litwini zaczynają mówić o tym, że Wilno powróciło do Macierzy po trudnej i tragicznej polskiej okupacji. Polacy zaś twierdzą, że Wilno zostało okupowane przez Litwinów, ale wróci do Polski. Teraz taka retoryka pewnie jest trochę inna” – tłumaczył Venclova.

Wyraz „okupacja”, według pisarza, w ogóle nie jest dobrym określeniem. W danym wypadku, była to sprawa bardziej złożona. „Niestety, litewscy politycy do tej pory twierdzą, że to była wyłącznie okupacja. W Polsce zaś mówią, że wydarzenia 1939 r. były ciosem w plecy. Jeżeli będziemy uparcie stali wyłącznie przy swojej opinii, to takie kłótnie nigdy się nie skończą. Sądzę, że ten spór musi się wreszcie zakończyć. Zawsze musi się przejawiać empatia – umiejętność spojrzeć na sytuację z punktu widzenia innej osoby. Staram się to robić” – sądzi poeta.

Venclova nie widział Wilna przedwojennego. Miłosz pisze o tym, że wielokulturowość była bardzo zauważalna. „Moja rodzina przyjechała do Wilna w 1940 r. Mój ojciec był wtedy funkcjonariuszem sowieckim, ministrem oświaty Litwy. Nie był propolski. W wieku lat 3 nauczyłem się czytać. Z naszą rodziną przyjaźnił się pisarz Kazys Boruta, którego 7-letnia córka tego mnie nauczyła. Wystraszyłem swoich rodziców, gdy zacząłem czytać napisy na ulicach. Większość z nich była w języku litewskim, choć widziałem również te w językach polskim i jidysz” – dzieli się wspomnieniani gość dyskusji.

Venclova sądzi, że Litwini bali się przyjeżdżać do Wilna po 1939 r. Litewscy partyzanci woleli zaś, aby mieszkańcy pozostali we wsiach i pomagali im. Miasto znalazło się wtedy w trudnej ekonomicznej sytuacji, co również nie zachęcało do przyjazdu. Wilno zostało zasiedlone po wyjeździe z miasta kilkudziesięciu tysięcy Polaków. Zamieszkali w nim Białorusini, Rosjanie, ale także Polacy. W latach 50-tych miasto stawało się jednak coraz bardziej litewskie.

„Zawsze mówiłem, że każdy, kto mieszka w Wilnie, powinien mówić w trzech językach – po litewsku, po polsku i po rosyjsku. Moja żona pochodzi z Petersburga, jest Rosjanką. Pewnego dnia jechaliśmy taksówką i zwróciła się do taksówkarza w języku rosyjskim, a on jej również odpowiedział w tym języku. Na pytanie, jakiej jest narodowości, odpowiedział, że jest Polakiem. W tym sensie miasto pozostało wielokulturowe. Inną sprawą są siły polityczne, twierdzące, że Wilno musi być homogeniczne. Sądzę, że nic z tego nie wyjdzie – nie stanie się ono nigdy takim i dzięki Bogu. Homogeniczne miasta są bardzo nudne i nic nie wnoszą do kultury światowej. Wielokulturowość jest bardzo dobrą cechą Wilna” – cieszy się Venclova.

Jak dodał później, „kosmopolita – to mądry patriota, szowinista – to głupi patriota”. Venclova zauważył, że teraz na Litwie kosmopolityzm jest swego rodzaju przekleństwem. „Wymyślili nawet słowo „tolerasta”, co brzmi jak „pederasta”, czyli jest kimś absolutnie nie do przyjęcia” – żartował pisarz. Według niego, największymi wrogami kosmopolityzmu byli Hitler i Stalin. „Stalin prześladował kosmopolitów, czego sporo osób nie rozumie, ale naśladuje. Kosmopolita widzi własną narodowość wśród innych grup etnicznych. Wtedy jest bardziej pożyteczny” – uważa Venclova.

Gość zaprzeczył powszechnej wśród Litwinów opinii, że każdy Polak na Wileńszczyźnie ma pochodzenie litewskie. „Są ludzie, których przodkowie mówili po polsku. Moim zdaniem, takich osób jest niemało” – uważa Venclova. Część ludności dzieli on na starolitwinów i nowolitwinów. Starolitwini – to ludzie pochodzący z dawnego szczepu bałtyckiego. Do takich prawdopodobnie należeli Mendog czy Giedymin, jak również Adam Mickiewicz, Tadeusz Kościuszko czy Józef Piłsudski. Dążyli do tego, aby Litwa była w łączności z Polską. Dla nowolitwinów znakiem określającym tożsamość był wyłącznie język. Jeżeli osoba uważa, że dla niej najważniejszy jest język np. litewski, to jest ona Litwinem.

„Uznawać zasługi innego narodu jako własne jest głupstwem, co Litwini czasami robią, ale tego jest już coraz mniej. Popełnia ten błąd zaś białoruska inteligencja. Twierdzą oni, że Mendog, Kościuszko czy Mickiewicz byli Białorusinami. Trzeba sobie zdawać sprawę, że są to sprawy niejednoznaczne – każda z tych osób miała częściowo pochodzenie litewskie, polskie czy białoruskie” – wyjaśnia Venclova.

Pisarz przypomniał spór o to, aby prowadzić Msze św. w Katedrze wileńskiej w językach litewskim i polskim. Nie zgodzili się na to duchowni. „Pewien mój przyjaciel powiedział, że tak się stanie dopiero wtedy, kiedy w Warszawie zaczną się modlić po litewsku. Odpowiedziałem, że to by było przekonujące, gdyby 15-20 proc. ludności Warszawy stanowili Litwini, a w województwie mazowieckim mieszkali również wyłącznie Litwini. Ostatnio brałem udział w bardzo znaczącym wydarzeniu – pochówku powstańców styczniowych. Po raz pierwszy od końca wojny zabrzmiało kazanie i modlitwa w języku polskim. Byłem bardzo tym podbudowany” – podzielił się refleksjami autor.

Venclova twierdzi, że każdy Polak na Wileńszczyźnie dobrze mówi po litewsku. „Jeżeli jednak w trakcie rozmowy przechodzę z litewskiego na polski, to osoba bywa zadowolona i ma do tego prawo. W Stanach Zjednoczonych coraz częściej tam mieszkający Litwini czy Polacy przechodzą na język angielski. Sytuacja na Litwie jest lepsza” – podsumował Venclova.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!