Wilno i Wileńszczyzna
ks. Eliasz Anatol

Święto Podwyższenia Krzyża Świętego

Święto Podwyższenia Chrystusowego Krzyża pobudza nas do refleksji nad tajemnicą, jaką kryje w sobie Krzyż Zbawiciela.

J 3, 13-17 Krzyż narzędziem zbawienia
Słowa Ewangelii według świętego Jana
Jezus powiedział do Nikodema:

«Nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił, Syna Człowieczego.
A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak, bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony».

Oto słowo Pańskie.

Przeszło dwa tysiące lat temu Krzyż kojarzył się ludziom z ogromnym cierpieniem, był symbolem największej hańby i poniżenia człowieka. Chrystus Pan, choć nie popełnił żadnego grzechu, dobrowolnie umarł na krzyżu, aby przebłagać Boga Ojca za grzechy całego świata. Ojciec przyjął zadośćuczynienie swojego Syna i przebaczył nam. Na drzewie krzyża dopełniło się największe dzieło miłości, zbawienie każdego, bez wyjątku człowieka.

Z Ewangelii według św. Jana odczytaliśmy fragment nocnej rozmowy Pana Jezusa z Nikodemem. Żaden z uczniów Jezusa nie był tak dobrze przygotowany do tego, co się miało wydarzyć na Golgocie, jak ten dostojnik żydowski. Mistrz z Nazaretu powiedział mu o palu, na którym Mojżesz umieścił na pustyni węża, i o uratowaniu od śmierci wszystkich ukąszonych przez węże. Wystarczyło z wiarą w uzdrowienie spojrzeć na ustawiony przez Mojżesza pal, a umierający zostawał przy życiu.

Nikodem zrozumiał, że chodzi tu o krzyż na Golgocie. Wtajemniczył w to swego przyjaciela Józefa z Arymatei. Ten wykuł, blisko miejsca straceń, nowy grób i pochował w nim ciało Jezusa. Miał odwagę poprosić Piłata o to ciało i mimo że nadchodził szabat, razem z Nikodemem zajął się pogrzebem ciała Jezusa. Uczynili to w imię wiary w Jezusa, jako Zbawiciela. Oni wiedzieli, że ta wiara daje im życie wieczne. Oni spojrzeli na Jezusa wiszącego na krzyżu i mieli pewność, że czeka ich udział w królestwie niebieskim.

Jezus zapowiedział swe wywyższenie na krzyżu i zapewnił, że każdy, kto w Niego uwierzy, będzie miał życie wieczne (por. J 3,15). To jest trudny akt wiary, gdyż Jezus jest na krzyżu bardzo słaby, cierpiący, upokorzony, zniszczony, umierający, znienawidzony. Po ludzku patrząc, On na krzyżu ponosi klęskę. Trzeba to wiedzieć i mimo wszystko dostrzec w Nim Syna Człowieczego i Syna Bożego. W godzinie śmierci Jezusa uczynił to stojący blisko i odpowiedzialny za egzekucję setnik, wyznając głośno: „Istotnie, ten człowiek był Synem Bożym” (Mk 15,39).

Gdziekolwiek są chrześcijanie, tam stoi krzyż. Często stoi na grobach, jako znak wiary w Jezusa tych, którzy umarli, i tych, którzy ich pochowali. Znak krzyża jest wyznaniem wiary tych, którzy krzyż stawiają. Najważniejsze jest jednak to, aby w sercu człowieka była wiara w Jezusa ukrzyżowanego, która zbawia, czyli umożliwia wejście w świat wiecznego szczęścia w domu Ojca. Zewnętrzny znak winien być wyznaniem wiary tych, którzy go stawiają lub otaczają szacunkiem. Krzyż Jezusa zawsze winien być znakiem zbawienia, czyli szczęścia, jakim obdarza Jezus ludzi wierzących w Niego.

Krzyż na Golgocie, ociekający krwią Jezusa, zbawia i odsłania tajemnicę, której świat nie zna. Oto klęskę można zamienić w zwycięstwo, cierpieniu można nadać wartość, ból można uczynić ofiarą miłą Bogu. Kto potrafi swe cierpienie połączyć z Ofiarą Jezusa, odkrywa jego głęboki sens. Na Golgocie Jezus swym cierpieniem zbawia świat, a my możemy uczestniczyć w tym zbawianiu przez swoją modlitwę i własną ofiarę.

Uświęcenie cierpienia tak ciała, jak i ducha, bo przecież na krzyżu Jezus był bardzo upokorzony i otoczony nienawiścią, jest wielką tajemnicą. Czas naszego cierpienia razem z Jezusem nie jest stracony, lecz jako akt miłości zamienia się w skarb nad skarby. Uroczystość dzisiejsza wzywa do odkrywania tej tajemnicy Krzyża. To klucz potrzebny do rozumienia i docenienia każdej godziny cierpienia.

Historia Krzyża

Niezwykły znak naszego zbawienia ma niezwykłą historię. Tradycja mówi, że Krzyż Pana naszego wraz z krzyżami dwóch złoczyńców kazano wrzucić do cysterny i zasypać kamieniami, aby nie dać cennego przedmiotu czci w ręce uczniów Chrystusa. Bardzo szybko Rzymianie postąpili podobnie z samym miejscem ukrzyżowania. Na wierzchołku Golgoty ustawiono posąg bogini Wenus, który górował nad jej świątynią. To ciągłe pasmo zmian urbanistycznych i zarazem profanacji zmieniło się dopiero na początku IV w. A stało się to za sprawą pojawienia się krzyża w niezwykły sposób. Otóż, Konstantyn modlił się przed bitwą z Maksencjuszem o tron Imperium Rzymskiego. Wówczas miał on zobaczyć krzyż i usłyszeć zapewnienie „W tym znaku zwyciężysz”. I rzeczywiście, umieściwszy ten nieznany sobie znak (Konstantyn nie był jeszcze chrześcijaninem) na sztandarze, odniósł zwycięstwo. Na „spłacenie” długu nie trzeba było długo czekać. Już w następnym roku Konstantyn, jako cesarz rzymski, ogłasza chrześcijaństwo religią panującą (tzw. edykt mediolański, 313 r.). Święte miejsca w Jerozolimie doczekały się przywrócenia należnej czci.

Helena, matka Konstantyna i późniejsza święta, podjęła inicjatywę archeologiczną w celu odnalezienia Krzyża Zbawiciela. W 326 r. z pomocą przyszła pewna żydowska rodzina, która posiadała szkic pokazujący plan Jerozolimy przed zburzeniem w 70 r. Poszukiwania wymagały wyburzenia domów, świątyń i innych budowli. Po kilku tygodniach odsłonięto szczyt Golgoty. W niedługim czasie odnaleziono także ową cysternę, a w niej trzy krzyże. Do tego miejsca wiodą dziś schody z kaplicy św. Heleny w Bazylice Grobu. Dla rozpoznania, na którym krzyżu umarł Chrystus, przyniesiono umierającą kobietę. Dotykano ją drzewcem owych krzyży, szukając w ten sposób wybawienia dla niej. Po dotknięciu trzecim krzyżem wstała i zaczęła chodzić. Nikt z obecnych nie miał wątpliwości, że to sam Bóg dał światu widoczny znak. Cesarzowa Helena podzieliła Krzyż na trzy części, które miały być złożone w Rzymie, Konstantynopolu i Jerozolimie. Z każdej z tych części pobierano drzazgi, jako najświętsze relikwie i rozesłano po całym świecie, także do Polski.

W 614 r. najazd Persów spustoszył Palestynę. Zwycięski Chozroes II wracał z niezliczonymi łupami, w tym także z bezcenną relikwią – Krzyżem. W 628 roku cesarz bizantyjski Herakliusz pokonał Persów i odzyskał święte relikwie. Postanowił sam wnieść je uroczyście do Jerozolimy wchodząc do miasta przez Bramę Złotą. Jak mówi legenda, cesarz niosąc Krzyż ubrany był w drogocenne szaty i nie mógł udźwignąć Krzyża, aby wejść do miasta. Dopiero, kiedy za poradą Zachariasza biskupa Jerozolimy zdjął bogaty strój, idąc boso i w worze pokutnym zaniósł Krzyż do Bazyliki Grobu na Kalwarii. To wydarzenia upamiętnia dzisiejsze Święto.

Jest chyba w tej legendzie jakieś głębsze przesłanie. Krzyż Chrystusa nigdy nie może być traktowany instrumentalnie. Jest i zawsze będzie znakiem całkowitego ogołocenia i ostatecznej ofiary. Jest i zawsze będzie symbolem całkowitego poddania się woli bożej i zaufania Bogu, Który jedynie ma władzę uczynić go dla nas znakiem zbawienia.

Nasz wieszcz narodowy Adam Mickiewicz napisał: „krzyż na Golgocie nikogo nie zbawi, kto tego krzyża w sercu nie postawi”.

Znak ocalenia

„Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Słowa te słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii. Stanowią one streszczenie całej historii biblijnej: miłość Boga – dar-ofiara – życie wieczne. Każdy z tych przejawów działania Boga wobec człowieka objawia się właśnie w krzyżu, który „stanowi najgłębsze pochylenie się Bóstwa nad człowiekiem, nad tym, co człowiek – zwłaszcza w chwilach trudnych i bolesnych – nazywa swoim losem. Krzyż stanowi jakby dotknięcie odwieczną miłością najboleśniejszych ran ziemskiej egzystencji człowieka…” (Dives in misericordia 8).

Miłość Boga

Owo pochylenie się Boga, opiewane już przez proroków ST (por. Oz 11,4), wyraża tajemnicę stworzenia. Miłość Stwórcy obdarowała człowieka Boskim obrazem i podobieństwem. Bardzo szybko ludzką odpowiedzią na tą miłość był grzech. Człowiek zamknął się na kontakt z Bogiem. Jednak od razu został on ponownie dotknięty Bożą miłością. Dokonało się to przez przewidziane od wieków niezwykłe wydarzenie-tajemnicę, kiedy Bóg postanowił przemówić ludzkim językiem. Dlatego swojego Jednorodzonego Syna dał On światu. W ten sposób odpowiedzią na upadek człowieka była zapowiedź tajemnicy Wcielenia, które w najbardziej dramatyczny sposób objawiło się na krzyżu.

Dar i ofiara

Syn Boży został wydany światu, aby ten nie zginął. Śmierć, jako konsekwencja nieposłuszeństwa Bogu, została przeniesiona na Chrystusa. Ten akt heroicznej miłości – wyrażający się nie w śmierci zastępczej, ale faktycznej – mógł być spełniony tylko pod jednym warunkiem. Było nim całkowite posłuszeństwo Syna wobec Ojca – przyjęcie faktu, że wydanie światu będzie w konsekwencji oznaczało śmierć. Wypełnienie tej misji (a więc objawienie miłości Boga w największej sile) było możliwe tylko w jeden sposób, a mianowicie w całkowitym uniżeniu się. Dlatego Chrystus „nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi” (Flp 2,6n). Tę postawę Jezusa określa się mianem uniżenia wypływającego z prawdziwej pokory i miłości. Paweł Apostoł wyraża jeszcze większą głębię tego samo odarcia się z Boskiej chwały, stwierdzając, że Chrystus przyjął postać sługi (grec. dūlos, co może także oznaczać niewolnika) posłusznego aż do śmierci na krzyżu. Właśnie w ten sposób Chrystus „przemawia do ludzi równocześnie, jako Człowiek. Przemawia Jego życie, Jego człowieczeństwo, Jego wierność prawdzie, Jego miłość wszystkich ogarniająca. Przemawia z kolei Jego śmierć na krzyżu, zdumiewająca głębia cierpienia i oddania” (Redemptor hominis 7). To jest właśnie ów złożony na ołtarzu krzyża dar i ofiara, która daje życie wieczne.

Dzisiejsze święto, kiedy z taką uwagą i czcią wpatrujemy się w Krzyż naszego Zbawiciela, jest świętem Bożej miłości i udzielonego nam życia. Te wielkie dary wypływają właśnie ze znaku naszego zbawienia. To, co u ludzi było znakiem hańby, zgorszenia i głupoty, przez miłość i posłuszeństwo Chrystusa stało się znakiem chwały. Dlatego krzyże wieńczą nasze katedry i kościoły, stoją na rozdrożach, są zawieszone na ścianach w naszych domach, szkołach, miejscach pracy, a także nosimy go na szyi. Znakiem krzyża zaczynamy Eucharystię i każdą naszą modlitwę. On też powinien rozpoczynać każde nasze dobre zajęcie: pracę, naukę, podróż, posiłek. Tak musi być, bo każdy „ukąszony” przez grzech znajduje swoje ocalenie jedynie w Krzyżu. On wynosi nas do chwały zmartwychwstania i pełni życia w Bogu. Po tym poznajemy jak „miłość… łaskawa jest” (1Kor 13,4).

O Krzyżu bądź pozdrowiony,
Jedyna nasza nadziejo!
Zachowaj wiernych od złego
I zniwecz zbrodnie ludzkości.

Oddając cześć Świętemu Krzyżowi dotykamy tajemnicy miłości, która pragnie, aby świat został zbawiony. To Boże pragnienie dotyczy każdego człowieka, dotyczy całego świata. Święty Jan Paweł II powiedział, że nie można zrozumieć człowieka bez Chrystusa. W odniesieniu do znaku miłości, jakim jest krzyż, możemy powiedzieć, że nie można zrozumieć krzyża bez miłości, ale też nie można zrozumieć miłości bez krzyża. Nie można dotknąć pełni miłości bez przejścia przez tajemnicę miłości zawartej w rzeczywistości krzyża. Człowiek zrozumie sens własnego życia spoglądając na Chrystusa a szczególnie na Chrystusa ukrzyżowanego. Ta paradoksalnie słaba Miłość ukrzyżowana, staje się, dla tych, którzy wierzą, mocą i potęgą Boga. To właśnie tą potęga Bóg, uniżając się w swoim Synu, potrafi dotknąć i uzdrowić wszystkie nasze choroby i rany.

Krzyż swoją pionową belką wskazuje niebo. Jego belka pozioma, niczym szeroko rozwarte ramiona kochającego człowieka, obejmujące wciąż na nowo wszystkich i każdego. W nim mieści się tajemnica przezwyciężania zła miłością. Jest prawdziwym znakiem obecności Boga wśród ludzi.

„Noszę ten krzyż na szyi. Noszę, aby przypominał mi, kim jestem, aby przypominał mi, że należę do Chrystusa bez względu na to gdzie jestem i co robię. To nie jest mój znak identyfikacyjny dla innych, ale jest to raczej znak dla mnie, że moim Panem i Mistrzem jest Chrystus posłuszny Bogu aż do śmierci krzyżowej.”

Niech krzyż pozostanie w naszym życiu zawsze jasnym znakiem. Znakiem miłości Boga do człowieka. Niech pozostanie drogą, która prowadzi do pełni człowieczeństwa. Niech w końcu stanie się miarą naszej codziennej miłości.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!