Studia w Polsce: Litwinka według definicji Mickiewicza

„Jeśli urodziłaś się w Wilnie, to znaczy, że jesteś Litwinką?” – to pytanie słyszę najczęściej, gdy zaczynam mówić w Polsce o moim pochodzeniu. Zazwyczaj odpowiadam, że mogę nią być w sposób podobny do tego, w jaki za Litwina uważał się Mickiewicz. Na początku XIX wieku określenie to oznaczało nie tyle osobę narodowości litewskiej, co obywatela Wielkiego Księstwa Litewskiego. I na podstawie tej zasady mogę być uznawana za Litwinkę, choć we współczesnych kategoriach uważam się wyłącznie za Polkę.

Marta Faustyna Chmielewska
Studia w Polsce: Litwinka według definicji Mickiewicza

Marta Faustyna Chmielewska/ Fot. Joanna Bożerodska

Dla Polaków z Litwy fakt, że są Polakami, zazwyczaj jest oczywisty. Oprócz ich poczucia patriotyzmu, wpisu o narodowości w paszporcie, działalności na rzecz polskiej społeczności, kultywowania polskich tradycji, mówienia w domach po polsku i uczenia się w polskich szkołach świadczy o tym też doświadczenie dyskryminacji ze względu na narodowość. Nie jest to zapewne tak silna antypatia jak na przełomie XX i XXI wieku, ale w przestrzeni publicznej wciąż obserwuję sytuacje o mniejszym lub większym zabarwieniu dyskryminacyjnym. Dlatego też Polak z Litwy ma wyjątkowo mocne podstawy do uważania się za Polaka. Tymczasem w rozmowach z obywatelami Polski ta kwestia zazwyczaj się komplikuje.

Jak zauważa Sebastian Salwiński: „Przeciętny Polak mieszkający w Polsce kojarzy Litwę zazwyczaj z Bitwą pod Grunwaldem i zajęciem Wilna w 1920 roku. Poza tym całe Kresy Wschodnie stanowią dla niego jedną, wielką abstrakcję”. Moje doświadczenia nieco się różnią – w Warszawie spotkałam osoby, które były naprawdę zorientowane w sytuacji Polaków mieszkających na Litwie. Zazwyczaj są to jednak studenci historii lub osoby, które były kiedyś na Litwie i miały okazję do zgłębienia tematu relacji polsko-litewskich. Od znajomych z Wilna słyszałam jednak również o takich scenariuszach:
– Skąd pani jest?
– Z Wilna.
– Ach tak, byłem kiedyś na Białorusi.

Pochodzący z Wilna laureaci i finaliści Ogólnopolskiej Olimpiady Literatury i Języka Polskiego, fot. Marlena Paszkowska

Można się dziwić ignorancji swojego rozmówcy, ale można również spróbować zrozumieć, co jest jej źródłem. Jak wynika z relacji osób, które ukończyły liceum w Polsce – kwestia Polaków na Litwie nie jest tematem, o którym mówi się na lekcjach. Dlatego też wiedza o tożsamości pogranicza czy relacjach polsko-litewskich wynika zazwyczaj z indywidualnych doświadczeń lub zainteresowań. Błędne więc byłoby założenie (które niejednokrotnie chciałby przyjąć Polak z Litwy), że obywatel Polski nie będzie go pytał o narodowość. Polakowi urodzonemu w Polsce niejednokrotnie naprawdę trudno zrozumieć fakt, że można się urodzić na Litwie, nie posiadać polskiego obywatelstwa, a jednocześnie uważać polski za swój język ojczysty i być Polakiem. „Ale przecież masz obywatelstwo litewskie, więc musisz być Litwinką” – słyszę czasami od znajomych. I jest to pytanie zupełnie uzasadnione. Na przykład, zgodnie z francuską konstytucją, Francuzem jest każdy obywatel Francji „bez względu na pochodzenie, rasę czy religię”. Na Litwie jednak obywatelstwo nie musi być tożsame z narodowością – warto więc po prostu tę różnicę wyjaśnić.

Obywatelstwo nie jest jednak jedyną kwestią, która różni Polaka z Litwy od obywatela Polski. Jak stwierdza dr Barbara Jundo-Kaliszewska: „Różnią nas przede wszystkim doświadczenia powojenne i ostatnie trzy dekady funkcjonowania w ramach niepodległej Republiki Litewskiej”. Odmienne doświadczenia przekładają się z kolei na różnice związane z naszą mentalnością, tożsamością oraz językiem. Dialekt wileński, którym Polacy z Litwy posługują się zazwyczaj w sytuacjach nieoficjalnych, może bardzo odbiegać od współczesnej polszczyzny. „Możemy też mieć inne żarty, inne kody kulturowe” – zaznacza Salwiński. Dlatego też wiele młodych osób z Litwy, wyjeżdżających na studia do Polski, świadomie lub nieświadomie „zamyka się” w środowisku studentów pochodzących z Kresów – co wcale nie musi być najlepszym rozwiązaniem. „Trzymanie się w swojej enklawie ogranicza, choć na początku może dawać poczucie bezpieczeństwa. Warto poznawać ludzi, wyjść do nich, mieszkać nie tylko w kraju, ale też w jego mentalności” – przekonuje dr Monika Bogdziewicz-Haber.

Mer miasta Wilna wręcza statuetkę Św. Krzysztofa „za pielęgnowanie tradycji i więzi społecznych” Polskiemu Zespołowi Artystycznemu Pieśni i Tańca „Wilia”/Fot. Joanna Bożerodska

Warto również docenić możliwość spojrzenia z zewnątrz na swoją „małą ojczyznę”, jaką dają studia za granicą. Muszę przyznać, że fakt „bycia z Wilna” naprawdę polubiłam dopiero wtedy, gdy wyjechałam do Warszawy, gdzie spotkałam się z bardzo dużym entuzjazmem dotyczącym mojego rodzinnego miasta. Zaczęłam również zauważać ogromne bogactwo, wynikające z różnych tożsamości Polaka z Polski i Polaka z Litwy. Możemy wiele się nauczyć od siebie nawzajem, możemy się dzielić naszymi doświadczeniami. Jak podsumowuje dr Monika Bogdziewicz-Haber: „W Wilnie czuję się ambasadorką polskości, a w Polsce – Litwy”.

Jestem przekonana, że Polak z Litwy, ze względu na swoje wielokulturowe doświadczenie, może wiele wnieść zarówno w rzeczywistość państwa polskiego, jak i litewskiego. Powinien jednak, jak to ujmuje Dominika Wincel: „zachować swoją tożsamość i jednocześnie – nie bać się jej”.

PODCASTY I GALERIE