Śpiewy, tańce i zabawa w Wileńskim Seminarium Duchownym

Wileńskie Seminarium Duchowne już nie po raz pierwszy latem urządza w swoich murach wakacje dla dzieci. Ten rok też nie jest wyjątkiem. W tej chwili wypoczywa tu 50-osobowa grupa dzieci z rejonu solecznickiego, której kierownikiem i opiekunem jest były biznesmen z Solecznik Tadeusz Romanowski.

Julitta Tryk
Śpiewy, tańce i zabawa w Wileńskim Seminarium Duchownym

Fot. Tadeusz Romanowski

A więc, zanim klerycy są na wakacjach, tymczasowymi gospodarzami seminarium stali się uczniowie z rejonu solecznickiego. Oni tu teraz „rządzą” niemal w pełnym tego słowa. I być może nikt by o tym nie wiedział, gdyby już pierwszego dnia swego pobytu w Kalwarii raptem nie „wpadła” do parafialnego kościoła spora grupa lekko rozbrykanej młodzieży i jeszcze przede Mszą św. padła na kolana, by głośno wyrecytować: „Niech będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament”. Mało tego, od tego dnia codziennie podczas wieczornej Mszy św. też wiodą prym czytając Słowo Boże oraz śpiewając psalmy.
Wiek obozowiczów jest bardzo różny. Od malucha aż po chłopców „pod wąsem”.

Najmłodsza Aleksandra ma dopiero 2 latka i przyjechała tu wraz ze swoją mamą Olgą i oczywiście jest najbardziej aktywna, bo nawet w kościele musi zwiedzić każdy kątek, wszystkiego dotknąć, no i, niekiedy po swojemu jakąś piosneczkę Jezusowi zaśpiewać. To takie żywe srebro, które zauroczyło nie tylko parafian kalwaryjskich, ale i księży, Ba, w niektórych momentach młodzi nawet „wyręczali” księdza, bo to oni wymieniali intencje, w których chcą się modlić. A intencje były różne i tak bardzo wszystkim bliskie: za mamę, za tatę, siostrę, brata, kolegę itp.
Rejon solecznicki zawsze słynął z tradycji zarówno ludowych, jak i religijnych, bo wielu kapłanów ostatnio z tego rejonu się wywodzi.

Mniej więcej przed rokiem zebrała się kilkuosobowa grupka aktywistów, która założyła w swoim rejonie Wspólnotę Miłosierdzia Bożego. Był to Tadeusz Romanowski, Zdzisław Palewicz, mer rejonu, Jarosław Wojciechowicz, Regina Sokołowicz i Ola Kowzan.
Skąd właściwie zrodziła się taka idea?
— Chyba z potrzeby serca. Nasz rejon nie jest rejonem bogatym, ale kilka osób potrafiło się już w życiu czegoś dorobić trudną i mozolną pracą. Zabezpieczyliśmy siebie i swoje rodziny. I w pewnym momencie, może nieco zainspirowani zachętą papieża Franciszka, a może tymi strasznymi wydarzeniami, jakie się dzieją na świecie, coś nas tknęło. Pewnie, całemu światu nie da się pomóc, ale przynajmniej w gronie najbliższych możemy coś zdziałać. Zebrało się nas kilku i postanowiliśmy, że swoimi dobrami możemy podzielić z tymi najbliższymi. No i tak w imię Boga ruszyliśmy do przodu — opowiada przewodniczący Wspólnoty Miłosierdzia Bożego Tadeusz Romanowski.

Wspólnota prowadzi działalność charytatywną, oparta jest na miłości braterskiej, której celem jest wspierać i akceptować wszystkich potrzebujących, podupadłych, ubogich oraz słabych. Udziela pomocy socjalnej, troski duchowej, edukacyjnej dla osób i rodzin pokrzywdzonych, znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej niezależnie od pochodzenia, wiary, czy narodowości.

W tej chwili są wakacje, ale daleko nie wszystkie dzieci mogą gdzieś wyjechać. To właśnie dla tych najbiedniejszych Wspólnota organizuje letnie wakacje zarówno w Polsce, jak i na Litwie.
— Trudno sobie wyobrazić, że niektóre dzieci nie mają pojęcia co to takiego jest wanna lub prysznic, nie mówiąc już o innych rzeczach. Mamy też rodzinę, której brakuje przynajmniej najskromniejszych mebli do spania dla dzieci — mówi Tadeusz Romanowski.

Tego lata 42 dzieci skorzysta ze sportowo-katolickich wakacji w Polsce. Warunki obozowe będą zorganizowane tak, by rozwijać sprawność fizyczną dzieci, kształtować ich mentalność moralną, odkrywać w młodzieży nowe talenty.

W tej chwili już druga grupa (50 osób) ma wakacje w Wileńskim Seminarium Duchownym. Młodzi ludzie nie tylko się modlą, uczestniczą w codziennej Mszy św., ale zapoznają się także z historią Kalwaryjskiej Drogi Krzyżowej, historią kościoła, bawią się, grają w piłkę, pomagają przy nakryciu stołów do posiłków, mają wycieczki itp. Ktoś kiedyś trafnie powiedział, że młodzi często odnajdują Boga na łonie przyrody, podczas gry w piłkę, jeździe na rowerach.

— Boga można odnaleźć wszędzie, jak się Go będzie szukać. Trzeba mieć tylko szeroko otwarte oczy i uszy na Jego wezwanie — mówi Olga Kowzan, jedna z współzałożycielek Wspólnoty Miłosierdzia Bożego z Solecznik.

PODCASTY I GALERIE