Wilno i Wileńszczyzna
Małgorzata Kozicz

Solczanie niezadowoleni ze spektaklu: „To nie o nas”

"To półtorej godziny samego negatywu". "Nie zrezygnowaliście ze stereotypów, tylko przykleiliście nowe etykietki" - nie kryli rozczarowania mieszkańcy Solecznik po obejrzeniu spektaklu Litewskiego Narodowego Teatru Dramatycznego "Ziemia nieznana. Solcza". Twórcy spektaklu odpowiadali, że w sztuce nie znalazło się ani jedno słowo, które nie zostało wypowiedziane podczas rozmów z Solczanami, przyznawali jednak, że historie ludzkie są uniwersalne - mogły się wydarzyć w dowolnym mieście Litwy.

Sztuka powstała w formacie teatru dokumentalnego – najpierw reżyser i autorzy tekstów poszukiwali rozmówców, rozmawiali z nimi, a ich historie w całości nagrywali. Później aktorzy budowali swoje postacie na podstawie zapisu audio, w większości nie wiedząc, jak wygląda ich bohater. Z wielką precyzją starali się za to oddać tembre głosu i sposób mówienia, przekazać intonacje i emocje.

Bohaterowie spektaklu to między innymi pan Czesław, który zbudował dom własnymi rękami, ma już wnuki, ale na święta napisał romantyczny wiersz dedykowany żonie. To dziewczynka, która dorastała bez rodziców, w szkole była wyśmiewana z powodu wszy, a teraz studiuje w konserwatorium śpiew operowy. To funkcjonariuszka straży granicznej, która doświadczyła w życiu przemocy domowej i postanowiła zostać mundurową “żeby nie wszyscy funkcjonariusze byli tacy obojętni”. Ksiądz i pop, którzy poszukują drogi do swoich owieczek, kolejny pogranicznik, który przyznaje z rozbrajającą szczerością, że “jak mam zły humor, to i do słupa potrafię się przyczepić”, ale ma wyraźne poczucie obowiązku i sprawiedliwości. Oni i wiele innych postaci opowiadają historie błahe i znaczące, śmieszne i tragiczne – nie tylko o swoim mieście, ale też o relacjach międzyludzkich, codzienności, sposobach spędzania czasu. Opowieści o dziurach w chodnikach (które zniknęły dzięki środkom unijnym) przeplatają się z rozważaniami na temat pożycia wielu narodów w tym regionie.

Solczanom jednak to wszystko wydało się niewystarczające. “Obejrzeliśmy półtoragodzinną sztukę i to było półtorej godziny samego negatywu. Dlaczego nie chcieliście pokazać pozytywnych stron?”. “Co to za przygłupy, które mówią z takim dziwnym akcentem, my tacy nie jesteśmy”. “Dlaczego trzeba pokazywać zawszone dzieci, mamy w Solecznikach dużo dobrych dzieci, które wiele osiągają, odnoszą sukcesy”. “Co na podstawie tego spektaklu powiedzą o nas w innych miastach? Przecież takie historie mogą się wydarzyć w dowolnym miejscu na Litwie” – mówiono po dyskusji.

„W spektaklu zabrakło myśli przewodniej, łączącej wszystkie wątki. Kiedy przychodzę do teatru, chcę otrzymać jakąś filozofię, która da mi do myślenia. Tutaj zobaczyłem tylko powierzchowny zbiór historii, z których nic nie wynika” – podkreślił dyrektor Administracji Rejonu Solecznickiego Józef Rybak.

Autorzy spektaklu przyznawali, że nie wybrali głównej osi całej sztuki, ponieważ takiego jednego dominującego tematu zabrakło również w ich rozmowach z Solczanami.

„Jechałem tutaj szczerze nastawiony zrobić spektakl o tym, jak Polacy biją się z Litwinami, ale tego tutaj nie zobaczyliśmy. Nie znaleźliśmy tematu przewodniego, tutaj zobaczyłem wiele podobnych problemów, jak w wielu innych miasteczkach na prowincji. W tych ludziach zobaczyłem siebie i pomogli mi oni poznać siebie” – tłumaczył dramaturg Andrius Jevsejevas.

„Podróż do Solecznik zaczęła się od tego, że nic nie wiedzieliśmy o tym rejonie. Chcieliśmy się dowiedzieć, rozbić tę ścianę, wyciąć w niej okno i przejść. Mogę powiedzieć, że dziś, po pół roku, do końca nie znamy tej ziemi. Nie stała się ona znana. Ale zobaczyliśmy też, że ludzie tu żyjący nie wiedzą wielu rzeczy o innych, żyjących obok” – zauważył Jonas Tertelis. Jak dodał, w swojej sztuce pokazał ten fragment rzeczywistości, który udało mu się uchwycić, nie pretendując do uogólniania czy wydawania osądów. Nie wykluczył jednak, że niektóre wątki spektaklu mogą ulec pewnym zmianom, na przykład w celu zapewnienia większej anonimowości bohaterów.

Głównym elementem minimalistycznej scenografii autorstwa Pauli Bocullaitė było okno, po którego dwóch stronach rozgrywała się akcja i siedzieli widzowie. Zdaje się, że w wyniku piątkowej premiery okno między Solecznikami a teatrem się zatrzasnęło. Sztuka będzie jednak dalej pokazywana na deskach Teatru Dramatycznego i w innych miastach Litwy i każdy będzie miał okazję wyrobienia własnych niezależnych sądów. Wileńska premiera już 22 marca.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!