Wilno i Wileńszczyzna
zw.lt

Reżyser filmu „Piłsudski”: Nie chciałem rujnować ani budować pomników

W kinie "Multikino" odbyło się spotkanie z reżyserem filmu "Piłsudski" Michałem Rosą. Było ono zorganizowane w ramach Festiwalu Filmu Polskiego w Wilnie.

Film przedstawia losy Józefa Piłsudskiego po ucieczce ze szpitala psychiatrycznego w 1901 r., po której ponownie staje na czele polskiego podziemia niepodległościowego. Piłsudski wraz z najbliższymi współpracownikami nie cofnie się przed niczym – zamachami na carskich urzędników i oficerów, szmuglowaniem bomb, zuchwałym napadem na pociąg, by osiągnąć swój cel: niepodległą Polskę. Zbliża się rok 1914 i Piłsudski widzi nowe szanse na osiągnięcie niemożliwego.

Jak zostało podkreślone na początku spotkania, Wilno jest takim miastem, gdzie Józef Piłsudski jest oceniany tak kontrowersyjnie, jak nigdzie indziej. Z jednej strony, dla Litwinów kwestia zajęcia Wilna nadal pozostaje wrażliwą i jest traktowana jako zdrada, wypaczająca ocenę Piłsudskiego jako stratega, który odmienił losy Europy. Z drugiej strony, na Litwie mieszka liczna społeczność Polaków, którzy odwiedzają Mauzoleum Matki i Serca Syna nie tylko w czasie rocznicy Bitwy Warszawskiej czy 11 listopada, ale też na przykład, 3 maja.

Reżyser filmu Michał Rosa podkreślił, że „Piłsudski” – to w pierwszej kolejności opowieść o ciekawym człowieku, a dopiero później – o postaci historycznej. „Nie chciałem nikogo z pomnika zrzucać, ale nie chciałem też budować pomników. Chciałem zrobić film o człowieku, który wydawał mi się bardzo interesujący. Próbowałem zrzucić z siebie dwie legendy – taką polską „białą” przedwojenną i „czarną” powojenną. Miałem poczucie, że robię film o człowieku, o którym w Polsce mało kto wie. Młodzi ludzie nie wiedzą nic albo prawie nic” – twierdzi Rosa.

Fot. Joanna Bożerodska

Reżyser wyznał, że pomysł na film powstał po tym, gdy producent, który zaproponował produkcję, pokazał Rosie odkserowaną kopię historyjki obrazkowej, jaką się kiedyś wkładało do batonika „Snickers”. Była to część serii „Wielkie ucieczki”. Zostało w niej pokazanych 50 największych ucieczek świata, wśród nich – Piłsudskiego. „Miałem poczucie, że znakomicie znam historię, ale o tym epizodzie nic nie wiedziałem. Chciałem, aby film był filmem – nie znudził, sprawił, aby widzowie popatrzyli na człowieka jak na żywą postać. Miałem nadzieję, że przeczytają kilka książek, ułożą swoją wiedzę na temat tego człowieka w tle wydarzeń, jakie się działy wtedy na świecie” – wyjaśnił Rosa.

Problem języka był jednym z podstawowych wyzwań, jakie powstały w trakcie kręcenia tego filmu. Wileńscy widzowie zauważyli, że bohaterowie pochodzący z Wileńszczyzny w filmie porozumiewają się w języku rosyjskim. „Dodanie „litewskiego” akcentu okazało się bardzo trudne. Po kilku miesiącach prób uznaliśmy, że to bardzo obciąża film. W niektórych momentach dodajemy akcentu, czasem rosyjskiego słowa. To nie jest idealne rozwiązanie. Zauważyliśmy jednak, że niektóre notatki Bronisława Piłsudskiego były pisane po rosyjsku, więc może nie jest to aż tak źle” – wyjaśnił taką decyzję reżyser.

W trakcie spotkania został omówiony również wybór aktora na rolę tytułową. Piłsudskiego zagrał Borys Szyc. „Potrzebowałem aktora, który mógł być tak silną osobowością jak postać główna. Na początku chciałem dać tę rolę komuś młodszemu, ale żaden z aktorów nie dorównał osobowości Piłsudskiego. Borys Szyc jest traktowany w Polsce jako aktor trochę komediowy. Z filmów „poważniejszych” ostatnio zagrał tylko w „Zimnej wojnie”. Nigdy jednak nie spotkałem tak burzliwej reakcji niż ta, jaką odczułem po ogłoszeniu, że dałem rolę dla Szyca. Tysiące osób pisały, że wybrałem najgorszego aktora ze wszystkich, jacy są. Jednak większość recenzentów po premierze filmu podkreślała, że nikt się nie spodziewał, że Borys Szyc potrafi tak dobrze grać” – opowiedział Rosa.

Fot. Joanna Bożerodska

Zdziwiła go również reakcja społeczności na plany co do kręcenia filmu. „Wydawało mi się, że Piłsudski to nie jest jakiś gorący temat. Jak się okazało, jest zupełnie inaczej. Ogłosiliśmy to i następnego dnia pojawiło się ok. 5 tys. memów. A wtedy jeszcze nie było Szyca! Strona prawicowa mówiła nam, że zamierzamy robić film o krwawym socjaliście, który zabił wielu Polaków. Ta lewicowa twierdziła, że kręcimy film o człowieku, który dokonał zamachu majowego i był katem polskiej demokracji. Wtedy zrozumiałem, że na pewno muszę robić ten film. Zdawałem sobie sprawę, że mogę być zmiażdżony, ale jaka to piękna męka” – uśmiecha się reżyser.

Według Rosy, druga część filmu nie jest planowana. Reżyser uważa, że późniejszy okres życia Piłsudskiego to nie jest najbardziej w Polsce dyskutowana rzecz. „W Wilnie 1920 r. działo się tak wiele i takie jest różne spojrzenie na to, że albo trzeba było wstać po jednej ze stron, albo po prostu znaleźć jakąś metodę, żeby opowiedzieć o Piłsudskim lat 30-40-tych: Piłsudskim zamachu majowego. Nie znajduję takiej metody” – wyjaśnił decyzję Rosa.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!