Reżyser filmu o hospicjum w Wilnie: Jak siostra Michaela czegoś chce, to tak musi być

"Po drugiej, jesiennej turze zdjęć mam poczucie, że głębiej weszłam w ten temat, problemy hospicjum, ale też filozoficznie w naturę ludzkiego odchodzenia" - mówi Kinga Dębska, polska reżyserka, która kręci pełnometrażowy film dokumentalny o Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie. Ekipa filmowa właśnie zakończyła drugą część zdjęć w Wilnie. Premiera jest planowana na wiosnę.

zw.lt
Reżyser filmu o hospicjum w Wilnie: Jak siostra Michaela czegoś chce, to tak musi być

Do współpracy Kingi Dębskiej z wileńskim hospicjum doszło dzięki Radiu Znad Wilii. Założycielka i dyrektor hospicjum, siostra Michaela Rak, właśnie na falach 103,8 FM usłyszała wywiad z reżyserką, która prezentowała wówczas w Wilnie swój film „Moje córki krowy”. „Podczas rozmowy w studiu, do redakcji zadzwoniła siostra Michaela, która widziała już wcześniej mój film i powiedziała, że to właśnie ja powinnam zrobić materiał filmowy o Hospicjum”- opowiadała wcześniej Kinga Dębska.

„Tak się zaczęła moja przygoda z filmem o hospicjum. Zupełnie irracjonalnie zaczęłam robić ten film, mimo że po prostu nie miałam czasu. Dwa filmy w ciągu roku to dla reżysera za dużo, niemożliwe wręcz, a ja dodatkowo zaczęłam jeszcze pełnometrażowy film dokumentalny o hospicjum. Ale jak siostra Michaela czegoś chce, to tak musi być, bo to jest dobre, i to jest dla kogoś. Tak sobie myślę, że ci wszyscy ludzie dobrej woli, których siostra naokoło siebie gromadzi, czasem robią pewne rzeczy wbrew sobie, dla innych, przez co stają się lepsi i szczęśliwsi” – mówi Kinga Dębska w rozmowie z Renatą Butkiewicz.

„Ludzie mnie pytają, co ty stamtąd przywozisz z tego Wilna? A ja mówię – no, na przykład taką informację, że nie wolno odkładać realizacji marzeń. Wszyscy ci ludzie, którzy trafili do tego hospicjum, mieli jakieś marzenia, które odkładali na później. To jest lekcja dla nas wszystkich, żeby spełniać marzenia natychmiast, bo może być za późno” – dodaje reżyser.

Jak przyznaje, dzięki pracy nad filmem zaczęła spokojniej, z większą pokorą patrzeć na śmierć. „Mam poczucie, że śmierć naprawdę nie jest końcem, jest przejściem. Nie ma się czego bać, wszyscy umrzemy” – uważa Dębska.

Reżyserka planuje jeszcze jeden przyjazd do Wilna w grudniu, a już wiosną widzowie będą mogli obejrzeć film o hospicjum.

Tymczasem na początku lutego odbędzie się premiera innego filmu Kingi Dębskiej – „Plan B”.

„Jest to „antykomedia”, o ludziach, którym na Walentynki zdarzają się najgorsze rzeczy w życiu. Mam obsadę marzeń –
Marcin Dorociński, Kinga Preis, Edyta Olszówka, Roma Gąsiorowska i wielu innych – zagrali wspaniale ludzi, którym nie do końca jest wesoło na te Walentynki. Ale myślę, że to lwłaśnie ludzie lubią w moich filmach – że mówię prawdę, a nie zajmuję się sztucznym pocieszaniem” – podkreśla reżyser.

W tym pracowitym okresie Dębska przystępuje ponadto do montażu kolejnego swego filmu – „Zabawa, zabawa”. To opowieść o kobietach na zakręcie, w różnym wieku, które osiągają sukcesy, mają jednak problem z alkoholem, który się wymyka spod kontroli.

PODCASTY I GALERIE