Wilno i Wileńszczyzna
Antoni Radczenko

Rejon wileński likwiduje lokalne laboratoria medyczne. Lekarze oburzeni

Zmiany w sektorze zdrowia rejonu wileńskiego, które wejdą w życie 3 czerwca br., w znacznym stopniu utrudnią życie mieszkańców Niemieża, Kowalczuk, Pogir, Rudominy, Skojdziszek i Czarnego Boru. Na badania krwi, które obecnie były w większości przypadków załatwiane od ręki, trzeba będzie czekać co najmniej dzień. Zmiany zostały wprowadzone na podstawie sprawozdania Służby Akredytacyjnej, które zostało oparte na nieistniejącej już normie prawnej.

Główna siedziba Centralnej Przychodni Rejonu Wileńskiego mieści się w stołecznej dzielnicy Poszyłajcie, ale w poszczególnych miejscowościach działają lokalne filie (ambulatoria), gdzie jest udzielana pierwsza pomoc medyczna. Do niedawna wykonywano tam również podstawowe badania laboratoryjne. Od czerwca to się zmieni, ponieważ zgodnie z decyzją dyrektora przychodni Vidy Žvirblienė wszyscy laboranci, którzy wykonywali badania, zostaną przeniesieni do centrali w Wilnie.

Bezprawne wnioski

W marcu br. w rejonowej placówce zdrowia miał miejsce audyt, którego dokonała Państwowa Służba Akredytacyjna przy Ministerstwie Zdrowia. „W ambulatoriach w Niemieżu, Kowalczukach, Pogirach, Rudamininie, Skojdziszkach i Czarnym Borze zgodnie z normą medyczną MN 14:2005 „Lekarz rodzinny. Prawa, obowiązki, kompetencja i odpowiedzialność” („Šeimos gydytojas. Teisės, pareigos, kompetencija ir atsakomybė“) usługi laboratoryjne leżą w gestii lekarza rodzinnego (…) Jako że w powyższych placówkach usługi medyczne są świadczone przez lekarza rodzinnego, proponujemy skreślenie usług diagnostyki laboratoryjnej w Niemieżu, Kowalczukach, Pogirach, Rudaminie, Skojdziszkach i Czarny Borze” – napisano w sprawozdaniu z dnia 26 marca 2019 roku.

W praktyce to oznacza, że obowiązki laborantów przejmują lekarze rodzinni i pielęgniarki, którzy już teraz w znacznej mierze są obciążeni pracą.

W tej sprawie redakcja zw.lt zwróciła się do Służby Akredytacyjnej z prośbą o uzasadnienie takiego wniosku. Rzeczniczka prasowa Służby Weronika Bobrowskaja odpisała mniej więcej to samo, co znalazło się w sprawozdaniu: „Warto podkreślić, że zgodnie z uchwałą ministra z 2007-12-05 Nr. V-998 „W sprawie oceny laboratoriów w placówkach zdrowia” laborant może wykonywać usługi diagnostyczne tylko wspólnie z określonymi specjalistami (lekarz laboratorium medycznego, lekarz alergolog, lekarz genetyk, lekarz mikrobiolog, biologi medyczny itd.), dlatego poprosiliśmy o informację o tych specjalistach pracujących w placówkach Niemieża, Kowalczuk, Pogir, Rudomina, Skojdziszek, Czarnego Boru. Przychodnia takich specjalistów nie miała. Dlatego w dniu 26.03.2019 r. Służba Akredytacyjna kierując się obowiązującą wówczas normą medyczną MN 14:2005 „Lekarz rodzinny. Prawa, obowiązki, kompetencja i odpowiedzialność” („Šeimos gydytojas. Teisės, pareigos, kompetencija ir atsakomybė“), która została zatwierdzona uchwałą ministra zdrowia z dnia 22.12.2005 r. (…) gdzie punkt 31.25 stanowi, że lekarz rodzinny mając specjalistyczny sprzęt i narzędzia może wykonać odpowiednie badania”.

Sęk w tym, że wymieniona w sprawozdaniu norma medyczna dotycząca lekarza rodzinnego została znowelizowana uchwałą ministra z dnia 16 marca 2019 r., czyli tydzień przed publikacją sprawozdania. W obecnej poprawce brak informacji, że lekarz rodzinny może wykonać badania laboratoryjne. Jest mowa tylko o tym, że może skierować na odpowiednie badania. Z takim pytaniem redakcja zw.lt zwróciła się do Służby Akredytacyjnej, ale niestety Bobrowskaja ten wątek po prostu w odpowiedzi pominęła.

Rzeczniczka prasowa Służby Akredytacyjnej nie ma do końca racji, jeśli chodzi o nadzór nad laborantami. Przez lata w wymienionych placówkach laboranci wykonywali odpowiednie badania w pojedynkę, ale nadzór był prowadzony przez lekarzy z centrali na odległość. W uchwale ministra z roku 2007 brak informacji o tym, że lekarz powinien być obecny przy każdym badaniu. Zresztą, uwzględniając fakt, że sektor medyczny notorycznie boryka się z problemami finansowymi, a chętnych do pracy na prowincji raczej brak, to taki wymóg jest po prostu niemożliwy.

Z samochodu na bryczkę?

Zapytani przez zw.lt pracownicy rejonowych ambulatoriów, którzy chcą być anonimowi, twierdzą, że takie rozwiązanie jest krokiem wstecz. „Przecież wszystko się rozwija. Z pewnością da się przesiąść z samochodu na bryczkę, ale po co? Ten system działał, więc nie rozumiemy, dlaczego musi być zmieniany” – dziwią się pytani medycy.

Dotychczas większość badań, a robi się ich – w zależności od miejscowości – do kilkudziesięciu na dobę, była robiona „od ręki”. Po 15-20 minutach lekarz miał wyniki i mógł wyznaczyć leczenie lub skierować do specjalisty.

Teraz sytuacja będzie wyglądała następująco: albo chorzy będą odsyłani do Wilna, co będzie dużym obciążeniem dla osób starszych i chorych dzieci, albo lekarz będzie pobierał próbki krwi, co wydłuży kolejki, a później będzie wysyłał je do Wilna. W każdym bądź razie na wyniki trzeba będzie czekać minimum dzień. Co na pewno wpłynie na jakość leczenia i niezadowolenie mieszkańców.

Zdaniem rozmówców zw.lt celem całej „reformy” może być banalne przekazanie usług diagnostycznych w ręce prywatne. Takie próby już były w przeszłości. „Po kilku miesiącach na pewno dojdzie do widocznego pogorszenia się sytuacji. Na pewno będą skargi. I co wtedy zrobi przychodnia? Przekaże usługi diagnostyczne w ręce prywaciarzy, którzy będą przyjeżdżali każdego dnia specjalnym samochodem do robienia badań. Takie rozwiązania już wprowadzono w niektórych miejscowościach na Litwie. Pytanie ile to będzie kosztowało?” – powiedział zw.lt jeden z pracowników ambulatoriów.

Oburzeni są również mieszkańcy miejscowości, którzy zaczęli zbierać podpisy o nie likwidowanie laboratoriów. Zebrano grubo ponad tysiąc podpisów.

Decyzja w tym tygodniu

Co ciekawe, ani samorząd, który jest założycielem przychodni, ani sama przychodnia nie próbowały zaskarżyć wniosków Służby Akredytacyjnej, chociaż miały podstawę, bo zostały one oparte na niedziałającej już normie medycznej. Tylko od razu zaczęły dostosowywać się do wniosków audytu.

19 kwietnia dyrektorka przychodni Vida Žvirblienė wydała rozporządzenie, zgodnie z którym, wszyscy laboranci do 3 czerwca muszą przenieść się z ambulatoriów do centrali. Z informacji pozyskanych przez redakcję wynika, że żaden z laborantów nie zgodził się na zmianę miejsca pracy.

Administracja samorządu wydała oświadczenie, że mieszkańcy nie będą musieli jechać do Wilna na badania, ponieważ badania „przeprowadzą pielęgniarki”. Problem polega na tym, że pielęgniarki nie mają prawa robić takich badań, a jak już pisaliśmy wcześniej, lekarz rodzinny również nie ma takiego obowiązku.

Redakcja zw.lt zwróciła się do samorządu z zapytaniem, dlaczego nie zaskarżono wniosków Służby, na co otrzymaliśmy enigmatyczną odpowiedź: „Te kwestie są aktywnie rozwiązywane. Administracja samorządu rejonu wileńskiego broniąc interesu publicznego, 15 maja zainicjowała spotkanie ze Służbą Akredytacyjną, w której wzięli udział wicemer Teresa Dziemieszko, wicedyrektor administracji Albert Narwojsz oraz przedstawiciele rejonowej przychodni. W trakcie spotkania omówiono rozwiązania, aby w odległych placówkach (ambulatoriach) praca lekarza rodzinnego, pielęgniarek oraz laborantów odpowiadała wymogom istniejących norm prawnych” – napisała w odpowiedzi na pytanie zw.lt służba prasowa rejonu wileńskiego. Dodała, że ostateczna decyzja zostanie podjęta w tym tygodniu.

Jakość usług się nie zmieni ?

Wersja przychodni jest jeszcze inna. Jak twierdzą jej władze, cała sprawa jest przesądzona i od czerwca zmiany wejdą w życie. „Centralna Przychodnia Rejonu Wileńskiego po otrzymaniu od Służby Akredytacyjnej pisma z własnej inicjatywy poprosiła o spotkanie ze specjalistami Służby Akredytacyjnej w celu wyjaśnienia i uściślenia, czy nie da się sprawować zdalnej kontroli nad pracującymi w odległych placówkach laborantów/technologów, którą dotychczas wykonywali biolodzy pracujący w laboratorium Centralnej Przychodni Rejonu Wileńskiego. Specjaliści Służby Akredytacyjnej podkreślili, że laboranci mogą świadczyć usługi tylko wspólnie z biologiem medycznym, czyli placówka powinna zatrudnić biologa również w odległych placówkach. Nie mając dodatkowych zasobów ludzkich podjęto decyzję, aby laborantów z tych placówek przenieść do laboratorium diagnostycznego w Wilnie. Przeniesienie nie miałoby wpływu ani na dotychczasowe warunki pracy, ani na wynagrodzenie. Po podjęciu takiej decyzji laborantom wręczono pisma o zmianie miejsca pracy” – odpisała administracja.

Administracja przychodni potwierdziła, że faktycznie 15 maja odbyło się spotkanie z udziałem samorządowców i przedstawicieli Służby Akredytacyjnej, na którym specjaliści służby oświadczyli, że „w odległych placówkach mogą pracować laboranci, jeśli będzie zatrudniony biolog”.

,,Praca w laboratoriach, w odległych placówkach, będzie zorganizowana w ramach kompetencji lekarza rodzinnego oraz pielęgniarek. To oznacza, że lekarz skierowuje na określone badania medyczne, natomiast pielęgniarka pobierze próbkę krwi, która zostanie przesłana do laboratorium Przychodni Centralnej. W placówce działa jeden system informacyjny, dlatego wyniki lekarz otrzyma jeszcze tego samego dnia. Niezależnie od tego, czy próbkę krwi będzie pobierała laborantka, czy pielęgniarka – jakość usług nie zmieni się” – wytłumaczyła administracja.

Warto jedynie podkreślić, że każdego dnia placówka w terenie dokonuje średnio kilkadziesiąt badań laboratoryjnych i gdy doliczymy do tego czas potrzebny na dostarczenie próbek do Poszyłajć, to lekarz tego samego dnia nie będzie miał możliwości pozyskania wyników badań.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!