Wilno i Wileńszczyzna
Małgorzata Kozicz

Radczenko: Uważam, że moje kandydowanie z listy LSDP już się opłaciło

„Z jednej strony tylko socjaldemokraci zaproponowali Polakowi czwarte miejsce na liście. I to chyba pierwszy taki przypadek w historii wyborów w Wilnie. Z drugiej zaś socjaldemokraci, po tym jak prezesem LSDP został Gintautas Paluckas, autentycznie otwarli się na mniejszości programowo” – mówi prawnik i publicysta Aleksander Radczenko, kandydat na radnego miasta Wilna z ramienia Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej.

Gdy przed kilkoma tygodniami ogłosiłeś o swoim starcie w wyborach samorządowych do Rady miasta Wilna z ramienia Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej (LSDP) wywołało to ostre reakcje po stronie AWPL-ZChR. Portale i gazety, powiązane z tą partią, napisały, że jesteś „litewskim agentem wpływu”, „agentem litewskiej razwiedki” itp. Ulotki o takiej treści są kolportowane na polskich imprezach. Spodziewałeś się takiej reakcji?

Spodziewałem się, że raczej nie wybuchnie po stronie AWPL-ZChR fala radości z powodu mojego kandydowania (śmiech). Nie oczekiwałem jednak, że przerażenie partyjnego aktywu będzie tak duże. Bo skoro jestem tak marnym publicystą i osobnikiem bez znaczenia – jak piszą w swoich paszkwilach – to po co w ogóle na mnie zwracać uwagę? No chyba, że działacze AWPL-ZChR czują, że z uwagi na te wszystkie niekończące się skandale i afery, które od pół roku prześladują partię i powiązany z nią ZPL, wyborcy im uciekają i mogą zagłosować tym razem na kogoś niefałszującego faktur i niewysyłającego do szkół SMS-owych nakazów… Szczególnie, że socjaldemokraci zawsze cieszyli się wśród Polaków i Rosjan w Wilnie i na Wileńszczyźnie dużą sympatią i popularnością. W swoim czasie radnym Wilna z ramienia lewicy był Stanisław Korczyński, posłem na Sejm – Artur Płokszto. Mnie się wydaje, że także teraz socjaldemokraci mogą się stać alternatywą dla pogrążonej w kryzysie wizerunkowym AWPL-ZChR.

Rzeczywiście badania wskazują, że nawet dla wyborców AWPL-ZChR socjaldemokraci są jedną z podstawowych partii tzw. drugiego wyboru, jednak Ty przez wiele lat byłeś związany z liberałami. Skąd więc ten nieoczekiwany start z listy LSDP? Zmieniłeś poglądy?

Paradoksalnie najbardziej ostro zarzucają mi zmianę poglądów, ci, którzy przez wiele ostatnich lat pisali o mnie nie inaczej jak „lewak” (śmiech). Nie, poglądów nie zmieniłem. Zawsze byłem i nadal jestem wolnościowcem. To oznacza, że bliski jest mi i szacunek do wolności osobistych, wolnego rynku, indywidualizmu liberałów, i dążenie do solidarności społecznej, zwalczania nierówności, dyskryminacji, wykluczenia i ubóstwa, które cechują socjaldemokratów.
Przed prawie 10 laty rzeczywiście przez kilka lat byłem członkiem Ruchu Liberałów. Jednak, gdy w 2011 roku liberałowie poparli reformę oświatową, uderzającą w stan posiadania mniejszości narodowych, wystąpiłem w proteście z partii. Dziś nie jestem członkiem żadnego ugrupowania politycznego, ale propozycja socjaldemokratów wydała mi się interesująca i zdecydowałem się wziąć udział w wyborach razem z listy nr 4, jako kandydat bezpartyjny.
Bo z jednej strony tylko socjaldemokraci zaproponowali Polakowi czwarte miejsce na liście. I to chyba pierwszy taki przypadek w historii wyborów w Wilnie. Zaś z drugiej socjaldemokraci, po tym jak prezesem LSDP został Gintautas Paluckas, autentycznie otwarli się na mniejszości. Nie tylko pod względem retoryki, ale i działań praktycznych.
O tym niewiele się mówi, ale to przedstawiony przez socjaldemokratów projekt pozwolił w 2017 r. Liceum im. Adama Mickiewicza, szkole średniej im. Szymona Konarskiego i gimnazjum im. Aleksandra Puszkina na kształtowanie odpowiednich klas i ubieganie się o status długich gimnazjów, o co wileńscy Polacy i Rosjanie walczyli od 2015 roku. Wicemer Gintautas Paluckas pomógł w kwestii ustanowienia tablicy braci Mackiewiczów w Wilnie, kontroli prac renowacyjnych na Starej Rossie, powstrzymania decyzji lituanizującej imiona i nazwiska powstańców styczniowych w nazwach ulic. To socjaldemokraci przedstawili w ubiegłym roku pod obrady Sejmu projekt Ustawy o mniejszościach narodowych. To wszystko sprawia, że podoba mi się w jakim kierunku programowym odnowieni socjaldemokraci zmierzają. Stąd mój start w wyborach.

Dotychczas tylko pisałeś o polityce, komentowałeś wydarzenia polityczne na Litwie i Wileńszczyźnie. Teraz postanowiłeś zostać politykiem, jednak pomiędzy komentowaniem polityki i jej uprawianiem jest spora różnica. Czy uważasz, że podołasz nowemu wyzwaniu?

Mam nadzieję, że tak. Bo z jednej strony moja działalność dziennikarska i publicystyczna nauczyły mnie rozumieć procesy polityczne. Z drugiej zaś jestem przecież nie tylko publicystą. Przez ostatnich 18 lat pracowałem w Ministerstwie Sprawiedliwości, Ministerstwie Gospodarki i Kancelarii Rządu Republiki Litewskiej na rożnych stanowiskach prawniczych. Tak więc wiem z „autopsji” jak funkcjonują litewska polityka i litewska administracja, wiem jakie regulacje prawne obowiązują i jak należy przygotować projekt, żeby został przyjęty. Wydaje mi się, że to doświadczenie może być bardzo przydatne w samorządzie.

Jaki jest Twój program wyborczy? Co proponujesz?

Mój program wyborczy – to program wyborczy Wileńskiego Oddziału Miejskiego Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej. Socjaldemokraci nie bawią się w populizm, nie obiecują gruszek na wierzbach i budowy tramwajów za miliardy euro. Nie obiecujemy np. bezpłatnego transportu, bo jest to obietnica populistyczna, kosztująca kilkadziesiąt milionów euro rocznie. Te pieniądze chcemy przeznaczyć na nowe autobusy i trolejbusy, nowe buspasy, lepsze drogi i wygodniejsze pawilony na przystankach oraz praktycznie bezpłatny (za symboliczne 1 euro miesięcznie) przejazd dla tych, którzy go najbardziej potrzebują – dzieci i emerytów. Bo najważniejszy w programie LPSD jest człowiek, jego dobrobyt, jakość jego życia.
Socjaldemokratyczne Wilno – to miasto troskliwe, wygodne, zielone, w którym wszyscy mieszańcy mają równe perspektywy i możliwości. To Wilno, w którym ulice nie są dziurawe, a chodniki zasypane śniegiem. To Wilno, w którym pod oknami naszego domu nikt bez naszej wiedzy nie wybuduje kolejnego zasłaniającego słońce i „zjadającego” placyki zabaw dla dzieci wieżowca czy centrum handlowego. To Wilno, w którym wszystkie (a nie tylko „elitarne”) szkoły i przedszkola są blisko domu i zapewniają najwyższą jakość nauczania. To Wilno, w którym młode rodziny nie muszą się zadłużać na całe życie, żeby dostać mieszkanie. To Wilno, w którym nauczyciele, wychowawcy w przedszkolach, lekarze i pielęgniarki, pracownicy socjalni dostają za swoją pracę godziwe wynagrodzenie.
Oczywiście najważniejszą dla mnie jest ta część programu wyborczego, która bezpośrednio dotyczy wileńskich Polaków, Rosjan, Białorusinów, Żydów i w której przygotowaniu uczestniczyłem.

Co więc wileńscy socjaldemokraci obiecują mniejszościom narodowym?

Po pierwsze, opowiadamy się za zachowaniem istniejącej sieci szkół mniejszości narodowych i kompletowaniem klas początkowych, w których nauczanie odbywa się w językach mniejszości narodowych, jak najbliższej domu. Chcemy wzmacniać nauczanie nie tylko języka litewskiego, ale i języków ojczystych, zaś w szkołach, w których nauczanie odbywa się w języku państwowym, uczniom należącym do mniejszości narodowych zapewnić możliwość uczenia się swoich języków ojczystych jako przedmiotów do wyboru.
Po drugie, do instytucji i urzędów samorządowych można się będzie zwracać i pisemnie, i ustnie w językach mniejszości narodowych. Będziemy zachęcali (premiowali) specjalistów, znających języki mniejszości narodowych, do obsługiwania klientów, interesantów lub pacjentów w ich językach ojczystych. W Wilnie będzie więcej dwujęzycznych nazw ulic i napisów informacyjnych.
Po trzecie, w Wilnie będzie więcej pomników, tablic pamiątkowych upamiętniających wybitnych wilnian narodowości polskiej, rosyjskiej, żydowskiej, białoruskiej. Miasto będzie inicjatywy upamiętnienia takich postaci wspierało i dofinansowywało. Zwiększymy dofinansowanie dla projektów oświatowych, kulturalnych, medialnych mniejszości narodowych, w bibliotekach będzie więcej książek w językach mniejszości narodowych.

Ale czy socjaldemokraci są naprawdę przychylni wobec mniejszości narodowych. Warto chociażby przypomnieć wypowiedź wiceprezesa partii Algirdasa Raslanasa, który w wywiadzie dla „Przeglądu Bałtyckiego” oświadczył, że w II turze głosowałby na Juozaitisa?

To prawda, taka niefortunna wypowiedź padła, ale prezes socjaldemokratów Gintautas Paluckas natychmiast tę wypowiedź sprostował i oświadczył, że LPSD nigdy nie udzieli poparcia Arvydasowi Juozaitisowi. Myślę, że wypowiedź Raslanasa świadczy tylko o jego osobistych sympatiach do osoby, którą zna od wielu lat.
Przez wiele lat socjaldemokraci byli partią władzy, lewicową z nazwy, neoliberalną w treści. Teraz LSDP powraca do swoich lewicowych korzeni, choć nie jest to proces łatwy. Jestem jednak zdania, że partia jest na dobrej drodze i otwarcie się na mniejszości narodowe, które w partii nastąpiło, nie jest tylko zagrywką koniunkturalną na potrzeby wyborów. Nieprzypadkowo ponad 20 proc. kandydatów na liście nr 4 w Wilnie – to przedstawiciele mniejszości narodowych.

Jakiego wyniku wyborczego się spodziewasz?

Sondaże są dla socjaldemokratów w Wilnie przychylne, mamy spore szanse polepszyć wynik z roku 2015. Jeśli zaś chodzi o mój udział w wyborach – uczestniczę, żeby wygrać, żeby zdobyć mandat i moje szanse też są spore. Jednak nawet jeśli go nie zdobędę – uważam, że moje kandydowanie już się opłaciło. Postulaty mniejszości narodowych znalazły się bowiem na agendzie najliczniejszej i trzeciej co do popularności litewskiej siły politycznej. A propos jedynej litewskiej partii, która wystawiła listy wyborcze we wszystkich samorządach. Wierzę, że po wyborach LSDP o swoich obietnicach programowych, złożonych mniejszościom narodowym nie zapomni. Ale jeśli wśród jej radnych będę także ja – będzie to dodatkowa gwarancja konsekwentnej realizacji tych obietnic.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!