Wilno i Wileńszczyzna
Małgorzata Kozicz

Prof. Bralczyk: Ludzie na Wileńszczyźnie mówią pięknie

"Reprezentuję postawę tolerancji wobec języka. To, co język wchłania, widocznie jest mu potrzebne. Gdybyśmy wyrzucili wszystkie naleciałości z języka polskiego, wiele by nam nie zostało" - mówi wybitny polski językoznawca prof. Jerzy Bralczyk, który na zaproszenie Polskiego Klubu Dyskusyjnego gości w Wilnie. Na Uniwersytecie Wileńskim prof. spotkał się ze studentami filologii polskiej.

„Język służy pracy, bo dzięki językowi możemy coś stworzyć, zbudować. Język służy walce, bo w wyniku dyskusji możemy przegrać, wygrać, zdominować. Język służy rytuałom, które polegają na tym, że wszyscy wiedzą, co ja powiem, a ja to i tak powiem. Ale język jeszcze jednemu służy – służy przyjemności. Służy byciu z ludźmi, bez czego w ogóle byśmy nie dali rady” – mówił podczas spotkania prof. Jerzy Bralczyk.

Wcześniej profesor z małżonką dr Lucyną Kirwil odwiedził redakcję Radia Znad Wilii. W wywiadzie mówił między innymi o tym, czy język można kontrolować, zdradził też swoją opinię w kwestii oryginalnej pisowni nazwisk.

„Uważa się językoznawców za tych, którzy wyłapują błędy, krytykują. Owszem, wyłapujemy, słuchamy uważnie, ale wcale nie po to, żeby krytykować, raczej żeby zastanowić się, dlaczego tak się mówi, skąd się biorą różne – czasem oryginalne – językowe pomysły” – zauważył prof. Bralczyk.

„Na pewno język się zmienia. Czy w pożądanym kierunku – trudno powiedzieć. Często się mówi: o, język się psuje. Ale podobno jeden z najstarszych zapisków w historii ludzkości już dotyczył psucia się języka. Wszyscy zawsze uważali, że ten język, co teraz, jest trochę gorszy od tego, co był dawniej. Nie jestem tego zdania. Do języka wchodzi mnóstwo nowych określeń, zmieniają się ludzie, zmieniają się stosunki między nimi, zmieniają się rzeczy, które nas otaczają. To wszystko musi mieć nazwy. A stare nazwy zostają, bo język jest urządzeniem w jedną stronę – do języka słowa wchodzą, ale nic z niego nie wychodzi. Język nigdy nie ubożeje, zawsze się bogaci. Tylko nasza mowa z różnych powodów może się stawać bardziej oszczędna” – powiedział językoznawca.

Prof. Bralczyk podkreślił, że bardzo mu się podobna wileńska wersja polszczyzny.

„Ludzie na Wileńszczyźnie mówią pięknie, już nawet od strony fonetycznej. Co zresztą kiedyś było w Polsce trochę bardziej powszechne – przecież polszczyzna kształtowała się nie tylko na Mazowszu, ale także w tych rejonach, których stolicami były Lwów czy Wilno. Trochę tego po wojnie było brak. Ludzie, którzy mówili z tym charakterystycznym zaśpiewem, byli przyjmowani na ogół jako ludzie z Kresów, ale też jako przedstawiciele dawniejszej kultury. Ja zawsze lubiłem tę odmianę języka. Tak to jest, że częściej lubimy rzeczy miękkie niż twarde, a ta odmiana regionalna polszczyzny północno-wschodniej była szczególnie miękka. Kojarzy nam się też z wielkimi Polakami, choćby Mickiewiczem czy Piłsudskim” – mówił wykładowca akademicki i autor książek.

Pytany o to, czy należy walczyć z naleciałościami z innych języków w wileńskiej odmianie polszczyzny, profesor odpowiedział:

„Nie traktujmy języka jako czegoś, z czym się walczy. Jest taka postawa, że trzeba niszczyć błędy, walczyć z naleciałościami. Ja raczej reprezentuję postawę tolerancji wobec języka. To, co język wchłania, widocznie jest mu potrzebne. Gdybyśmy wyrzucili wszystkie naleciałości z języka polskiego, wiele by nam nie zostało. Ileż jest naleciałości z języka niemieckiego, z łaciny, ile z francuszczyzny. Ile teraz jest angielszczyzny. Jeśli już mówić w tych kategoriach, ona naprawdę zagraża, chociaż tak naprawdę nie do końca, bo nadając tym słowom polskie brzmienie, polską morfologię, przyswajamy je sobie”.

„Poza Polską język polski powinien być zachowany. Ale jeżeli znamy i używamy słów polskich, a dodatkowo pojawiają się jakieś inne, nie jest to zła sytuacja. Gorzej, kiedy słowa polskie są zastąpione przez inne. Wtedy ta pozycja walki byłaby lepiej umotywowana. Tylko że kiedy mówimy o walce, rodzi się w nas coś niedobrego. Gdybyśmy raczej mówili o tym, jak zachować to, co jest polskie, jak to obronić, jak starać się w dalszym ciągu pamiętać, że słowa, opisując naszą rzeczywistość, także kształtują nasze myślenie o tej rzeczywistości” – dodał językoznawca.

Kolejne spotkanie prof. Bralczyka w wilnianami odbędzie się dziś o godz. 18 w Instytucie Polskim w Wilnie, gdzie profesor wspólnie z małżonką Lucyną Kirwil, znaną polską psycholożką, zaprezentują swoją najnowszą książkę „Pokochawszy. O miłości w języku”.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!