Powstaje film o Sławomirze Worotyńskim

"Naszym zadaniem było uczłowieczenie go, pokazanie ludzkich cech tej legendy, żeby zrozumieć jego dramatyczny los i jego poezję" - mówią autorzy filmu o wileńskim poecie Sławomirze Worotyńskim, reżyser Agata Lewandowski i poeta, redaktor naczelny kwartalnika "Znad Wilii" Romuald Mieczkowski. Film, który zostanie ukończony do końca roku, będzie można obejrzeć również w Wilnie.

zw.lt
Powstaje film o Sławomirze Worotyńskim

Fot. Małgorzata Kozicz

„Pomysł stworzenia filmu powstał przed wielu laty, zaczął się materializować jakieś pięć lat temu. Sławomir Worotyński był moim starszym kolegą, jako młody człowiek zachwyciłem się początkiem jego twórczości, a potem byłem niejako świadkiem rozwoju jego drogi życiowej” – opowiada Romuald Mieczkowski.

„Kiedy teraz tworzymy jakieś kroniki naszej polskiej obecności w Wilnie, jeżeli chodzi o literaturę, nie może zabraknąć Sławomira Worotyńskiego. Twórcy literatury polskiej na Litwie są bardzo różni, ale dla tych, których interesuje górna poprzeczka, jest to nazwisko bardzo ważne” – podkreśla Mieczkowski.

W filmie o Sławomirze Worotyńskim opowiadają jego przyjaciele poeci: Henryk Mażul, Józef Szostakowski, Wojciech Piotrowicz. Bardziej osobistą stronę poety widz pozna dzięki rozmowom z rodziną: siostrą, żoną, dziećmi z obojga małżeństw.

„Dowiedziałam się o Sławomirze Worotyńskim od Romka Mieczkowskiego, który bardzo często go wspominał. Podobnie Józef Szostakowski, i Wojciech Piotrowicz. Właściwie on cały czas żył w ich wspomnieniach jako troszeczkę niezrozumiała i niezamknięta karta w ich wspólnej historii. Spojrzałam na Worotyńskiego zewnętrznym, nie wileńskim okiem” – mówi reżyser Agata Lewandowski.

„Jak każdy poeta Worotyński cierpiał i prawdopodobnie nie mógł unieść tego cierpienia. Myślę, że był człowiekiem bardzo ciepłym, ale też bardzo zagubionym. To postać ponadczasowa, poeta, który mógł się urodzić wszędzie, i niestety skończyć tak, jak skończył, też wszędzie. Często jest porównywany do wileńskiego Wojaczka, a rozmawiając z jego żoną, porównałam go nawet do Rimbauda, i ona zgodziła się, że była to postać równie tragiczna” – dodaje reżyserka.

„Realizując film o kimś, zaczyna się częściowo żyć jego życiem. Właściwie nie ma dnia, kiedy nie analizujemy tego filmu, kiedy w jakiś sposób nie myślę o Worotyńskim – nie staram się go zrozumieć, niektóre rzeczy być może usprawiedliwić, wczuć w sytuacje, których był świadkiem” – wyznaje Agata Lewandowski.

„Materiału jest dużo, Sławomir Worotyński ma pewną legendę, chętnie wypowiadają się na jego temat ludzie, którzy go nie znali. A tymczasem był to człowiek, jak i każdy z nas, zupełnie inny, ze swoją historią. I to historią niełatwą, bo jeżeli ktoś z własnej woli odchodzi z tego życia, to musi mieć jakieś powody. Oczywiście, nie szukamy w filmie tych powodów i nie jest to nasze zadanie. Naszym zadaniem jest uczłowieczenie go, pokazanie ludzkich cech tej legendy, żeby zrozumieć jego dramatyczny los i jego poezję” – podsumowuje Romuald Mieczkowski.

Zdjęcia do filmu są już praktycznie skończone, teraz twórców czeka montaż, który zamierzają zakończyć do końca roku.

„Dla mnie bardzo ważna jest część artystyczna filmu. Chcę, aby był to film poetycki, w którym widz mógłby nie tylko poznać postać Worotyńskiego, ale też – tak troszeczkę między niebem a ziemią – poczuć jego wiersze, jego poezję” – zapowiada Agata Lewandowski.

Film powstaje dzięki wsparciu Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą.

PODCASTY I GALERIE