Wilno i Wileńszczyzna
Antoni Radczenko

Polski Klub Dyskusyjny. „W ciągu tych 25 lat nic się nie zmieniło”

Ułożyć stosunki polsko-litewskie przeszkadzają litewskie antypolskie stereotypy, uformowane w okresie międzywojennym, oraz polska polityka ultymatywna – taką myśl zaprezentował Antanas Valionis, były ambasador Litwy w Polsce oraz były minister spraw zagranicznych RL, podczas pierwszej dyskusji zorganizowanej przez Polski Klub Dyskusyjny.

Polski Klub Dyskusyjny. „W ciągu tych 25 lat nic się nie zmieniło”

Dyplomata z żalem stwierdził, że mimo upływu lat mentalność i Polaków na Litwie, i Litwinów zmienia się w bardzo niedużym stopniu. Z jednej strony litewscy politycy, szczególnie ci wybrani w okręgach jednomandatowych, odmawiają poparcia przychylnych dla mniejszości narodowych projektów, gdyż obawiają się utraty głosów antypolsko nastawionych wyborców. „Z drugiej strony kiedy widzę lidera, który rezygnuje z wysokiego polskiego odznaczenia, ale przypina sobie wstążkę Św. Jerzego, to rozumiem, że w ciągu tych 25 lat nic się nie zmieniło w świadomości zarówno Litwinów jak i Polaków” – powiedział ambasador A. Valionis.

Na pierwszą dyskusję Polskiego Klubu Dyskusyjnego, poświęconą perspektywom stosunków polsko-litewskich po zmianie rządu w Polsce, przybyło ok. 30 osób, co zadaje kłam twierdzeniom, iż takie dyskusje nie są potrzebne. W absolutnej większości byli to młodzi Polacy z Wilna i okolic, którzy reprezentowali różnorodne poglądy od narodowych po liberalne. Dyskusja odbyła się w sali Litewskiej Katolickiej Akademii Nauk, której rektor prof. Paulius V. Subačius zwrócił się do zebranych ze słowem powitalnym, w którym wyraził nadzieję, że dzięki współpracy z takimi inicjatywami jak Polski Klub Dyskusyjny (PKD) Akademia przekształci się w instytucje jednocząca nie tylko Litwinow, ale przedstawicieli wszystkich narodów zamieszkujących Litwę.

Od „strategicznego partnerstwa” do „zimnego pokoju”

„Aula Litewskiej Katolickiej Akademii Nauk to bardzo symboliczne miejsce. Przed wojną mieścił się tutaj salon błogosławionego biskupa wileńskiego Jerzego Matulewicza, który właśnie tutaj przyjmował i Polaków, i Litwinow, i w bardzo trudnych czasach próbował ich pogodzić. Mamy nadzieję, że jego przykład natchnie i nas wszystkich tu zgromadzonych, a nasze dyskusje będą się odbywały w duchu wzajemnego szacunku, bez obrażania i nienawiści” — zagaił spotkanie prezes PKD Mariusz Antonowicz. I rzeczywiście dyskusja moderowana przez dr. Andrzeja Pukszto — mimo iż zgromadziła osoby o bardzo różnych poglądach —przebiegała poprawnie i bezkonfliktowo, mimo iż ostrych kwestii nie brakowało.

Antanas Valionis, być może w trochę przydługim, ale przeplatanym barwnymi anegdotami wstępie, przedstawił zebranym historię stosunków polsko-litewskich. Opowiedział, jak powstała koncepcja „partnerstwa strategicznego”, której był jednym z architektów, i jakie opory na Litwie napotykała. Zdaniem dyplomaty stosunki z Warszawą były przyjazne wówczas, kiedy Litwa przy pomocy polskiej protekcji aspirowała do NATO i Unii Europejskiej. „Wówczas myśleliśmy, że musimy robić tak jak trzeba, a gdy już dostaliśmy się do NATO i UE uznaliśmy, że teraz będziemy robić, to co chcemy (…). Lista świństw po obu stronach jest długa” – powiedział A. Valionis.

Jego zdaniem stosunki polsko-litewskie się ochłodziły, gdyż z jednej strony Litwa nie wywiązała się z umów dwustronnych i zobowiązań międzynarodowych dotyczących praw mniejszości narodowych, a Polska zaczęła rozmawiać w języku ultimatum. „Czasami żartuje się, że dyplomata — to osoba, która dziesięć razy pomyśli za nim nie powie nic. Najgorzej się dzieje, gdy dyplomaci zaczynają uprawiać politykę, wykorzystują stosunki międzynarodowe do piaru w ramach wewnątrzkrajowych rozgrywek. Niestety i w Polsce, i na Litwie tak się często dzieje” — powiedział A.Valionis. Jednocześnie ambasador podkreślił, że w większości dziedzin współpraca polsko-litewska rozwija się bardzo dobrze, ale od nowego polskiego rządu Litwa niewątpliwie oczekuje kontynuacji tych wszystkich strategicznych projektów energetycznych, które pozwolą na uniezależnienie nie tylko Litwy, lecz także Łotwy i Estonii od wpływów Rosji. Niewątpliwie także zmiana retoryki, zdaniem litewskiego dyplomaty, mogłaby przyczynić się do sukcesów tych litewskich polityków, którzy dążą do rozwiązania problemów oryginalnej pisowni imion oraz nazwisk czy dwujęzycznych nazw ulic.

A. Valionis podkreślił, że oczekiwania po obu stronach są różne. O ile dla Polski priorytetem są prawa polskiej mniejszości na Litwie. O tyle dla Litwy są bardziej ważne sprawy gospodarcze i bezpieczeństwa energetycznego. „Bez Polski Litwie nie uda się jednak w pełni zintegrować się z Europą” – stwierdził dyplomata.

Oświata, nazwiska, dwujęzyczność

Jak każdą dyskusje polsko-litewska także i tą zdominowały tematy Ustawy o mniejszościach narodowych, pisowni imion i nazwisk, dwujęzyczność. „Jakie problemy powinna rozwiązać Ustawa op mniejszościach narodowych? Moim zdaniem są to trzy kwestie: oświata, pisownia nazwisk oraz dwujęzyczne napisy. Poza tym niezwykle ważną kwestia jest zakończenie zwrotu ziemi na Wileńszczyźnie” — powiedział Valionis. Dyplomata podkreślił, że obowiązujące prawo nie przywiduje dwujęzycznych napisów i trzeba go przestrzegać. „Ale moim zdaniem jest to prawo złe i trzeba je zmienić. (…) Po przez dwujęzyczne napisy Litwa tylko się wzbogaci” – zaznaczył były minister spraw zagranicznych.

W kwietniu 2010 roku litewski Sejm odrzucił projekt Ustawy o nazwiskach. Obecnie w Sejmie są prowadzone rozmowy w sprawie kolejnego projektu, który ma tę kwestię rozwiązać. „Teraz zabraliśmy się do tego bardziej profesjonalnie. Nie chcemy, żeby ta sytuacja się powtórzyła. Rozmawiamy z każdym posłem oddzielnie, szukamy argumentów, przekonujemy. Dziś jestem pewien, że zdecydowana większość socjaldemokratów, do których należą, poprze projekt takiej ustawy. Sytuacja w Partii Pracy jest bardziej skomplikowana, ale liczymy na głosy mniej więcej połowy posłów tej partii, a z pozostałymi prowadzimy rozmowy. Podobnie rozmawiamy z opozycja. Mamy nadzieję, że nasz projekt poprze AWPL. Zawsze uważałem, że nazwisko nie jest kwestią języka, tylko tożsamości. A nawet jeśli jest kwestią językową, to w przypadku polskich nazwisk jest to język polski, a więc nazwisko Polaka powinno być zapisywane zgodnie z zasadami języka polskiego” — oświadczył dyplomata. Niestety na drodze ku przychylnej decyzji stoją stereotypy. „Resentymenty są bardzo głębokie, bo świadomość litewska kształtowała się w okresie międzywojennym jako antypolska. Natomiast Rosja była przyjacielem, bowiem na mocy umowy z 1920 roku dała wszystko, co chcieliśmy i Wilno, i Lidę, i Grodno. Poza tym doszedł bunt Żeligowskiego, Litwa Środkowa, które dziś są porównywane z Krymem” –wytłumaczył zebranym argumenty przeciwników „w” ambasador.

Uczestnicy dyskusji byli niezwykle aktywni. Padło mnóstwo pytań dotyczących i szybkiego połączenia kolejowego Wilna z Warszawą, i wspólnych projektów energetycznych, i możliwości powstania wspólnego polsko-litewskiego podręcznika historii. W trakcie dyskusji padło pytanie, jak Valionis ocenia ministrów i wiceministrów oddelegowanych przez AWPL. Ambasador stwierdził, że bardzo pozytywnie oceniał pracę Jarosława Niewierowicza na stanowisku ministra energetyki. Jego zdaniem jest to bardzo zdolny polityk i którego karierę śledzi i wspiera od czasów, gdy był stażystą w ambasadzie RL w Warszawie. „W Ministerstwie Kultury bardzo profesjonalnie sprawował się wiceminister Edward Trusewicz. Bardzo szkoda, że odszedł. Notabene Trusewicz w resorcie kultury był odpowiedzialny nie tylko za mniejszości narodowe, ale i za język litewski, a wiec puryści językowi, którzy nie chcą oryginalnej pisowni polskich imion i nazwisk, swoje nazwiska powierzyli Polakowi” – zażartował A. Valionis. Podkreślił, że z innymi wiceministrami nie miał zbyt wiele do czynienia.

Polskie telewizje odtrutką na rosyjska propagandę

Podczas dyskusji zostały poruszone też kwestie związane z wojnami informacyjnymi. Uczestnicy chcieli znać opinię ambasadora na temat pomysłu tworzenia rosyjskojęzycznej telewizji skierowanej na Rosję, Białoruś oraz do rosyjskojęzycznych mieszkańców krajów nadbałtyckich. „Takie pomysły są już od dłuższego czasu. Nie wiem, czy są dobre, czy złe. Moim zdaniem należałoby raczej wykorzystać te zasoby, które już mamy. Są przecież doświadczone zespoły telewizyjne, radiowe, medialne, które mogłyby się zająć kontrpropagandą. W obliczu wojen informacyjnych i przeciwstawianiu się rosyjskiej propagandzie, bardzo trudno znaleźć wyważone stanowisko. Kiedyś byłem zwolennikiem zakazów retransmisji rosyjskich telewizji, które uprawiają propagandę, dziś jednak uważam, ze należy raczej wychowywać nasze społeczeństwo, aby było na tę propagandę odporne”— powiedział dyplomata. Minister chętnie też przychylił się do pomysłu uczestników dyskusji, iż odtrutką na rosyjską propagandę mogłaby być retransmisja telewizji polskich.

Naciskany przez zebranych, aby odpowiedział, kiedy litewski parlament wreszcie rozwiąże polskie problemy, Valionis odparł szczerze: „Chcecie państwo, abym nakreślił jakiś konkretny termin, ale niestety nie mogę tego zrobić. Po prostu nie chcę zgrywać proroka czy też stać się, co gorsza, Kasandrą. Nawet nie jest posłem i nie zamierzam nim być. Jestem dyplomatą. Ale jeśli pytacie mnie, czy są podstawy do optymizmu w tej sprawie, odpowiem: tak, wierzę, że te kwestie zostaną rozwiązane. Rozwiązane szybciej niż później”.

Dyskusja odbywała się w języku litewskim — chociaż na wstępie A.Valionis podkreślił, że w razie potrzeby odpowie po polsku —i na jej zakończenie dyplomata pogratulował wszystkim dyskutantom, iż mówią po litewsku bez akcentu. „Mam nadzieję, że następnym razem uda się mi zaprezentować państwu mój warszawski akcent” – obiecał Antanas Valionis.