Wilno i Wileńszczyzna
Dorota Skoczyk

Polka z Litwy w Indonezji: Żyjemy tutaj w gumowym czasie

Moje motto teraz brzmi „Nie osądzaj, zanim nie zrozumiesz” - powiedziała zw.lt Wiktoria Łapszewicz z Wilna, która od tygodnia przebywa w Indonezji na programie edukacyjnym Darmasiswa. Wiktoria w ciągu czterech miesięcy będzie się uczyła tańca oraz języka indonezyjskiego.

Dorota Skoczyk, zw.lt: Dlaczego zdecydowałaś się na wyjazd do Indonezji?

Zainspirowali mnie znajomi, którzy byli w Indonezji na programie edukacyjnym i nauczyli się ciekawych rzeczy: muzyki tradycyjnej, tańca, języka, batiki (technika malowania tkanin -przyp. red.). Zresztą w ciągu ostatnich kilku lat sporo mieszkałam poza Litwą, na przykład studiowałam psychologię na uniwersytecie Middlesex w Londynie. Wróciłam później do Wilna, ale nadal chciałam zwiedzać świat. Ten wyjazd daje mi możliwość połączenia przyjemnego z pożytecznym, bo z jednej strony będę się uczyć na uczelni, a z drugiej będę mogła zrobić sobie dłuższe wakacje, poznać nową kulturę. Po prostu szukam przygód.

W ubiegłym roku Litwę odwiedził znany indonezyjski artysta Andres Busrianto, który maluje niesamowite murale w miastach na całym świecie. Ta znajomość też zainspirowała mnie do wyjazdu.

Opowiedz o tym programie edukacyjnym. Czy trudno było się dostać?

Jest to program edukacyjny, który nazywa się Darmasiswa. Jest to projekt finansowany przez rząd Indonezji, który na celu ma popularyzowanie kultury indonezyjskiej na całym świecie.

Byłam pozytywnie zaskoczona, jak dobrze został zorganizowany cały projekt, w ramach którego przyjechało 590 uczestników z całego świata. Organizatorzy pomogli nam z zakwaterowaniem oraz adaptacją w nowym miejscu.

Czy na miejscu wybrałaś uczelnię i przedmioty?

Nie, musiałam to zrobić zawczasu. Wybrałam „Teacher training school” (Szkoła pedagogiczna – przyp.red.) w Yogyakarcie na wyspie Jawa. Na mojej uczelni jest nas ośmiu z Europy Środkowo-Wschodniej: ja, Rosjanka, dwie osoby z Ukrainy, jedna osoba ze Słowacji, Słowenii oraz Mołdawii.

Koledzy, którzy przed kilkoma laty byli na tym programie edukacyjnym, pomogli mi w wypełnianiu dokumentów, składaniu aplikacji. Musiałam załatwić wszystkie formalności jeszcze ubiegłej zimy. W tym samym czasie szukałam również stałej pracy na Litwie. Po kilku miesiącach znalazłam pracę i miałam dylemat wyjechać czy zostać. Teraz jednak bardzo się cieszę, że wyjechałam.

Jakie było pierwsze wrażenie po przyjeździe do Indonezji?

Indonezja jest państwem muzułmańskim, więc kilka razy dziennie słyszymy pieśni z minaretu, nawołujące do modlitwy. Między innymi niedawno odbyło się święto religijne, podczas którego odbyła się masowa rzeź kóz i krów. Z tej okazji pieśni z meczetu mogliśmy słuchać przez całą noc, nie wychodząc nawet z domu. No i chyba wtedy nastąpił pierwszy kryzys, bo zaczęłam się zastanawiać: ,,Co ja tutaj robię? Co to w ogóle za święto, kiedy są masowo zabijane zwierzęta przy świątyniach, a wierzący mogą sobie oderwać kawałek „świętego” mięsa z ofiarowanego zwierzęcia, na chodniku pełno krwi…?”. Jednak moim mottem teraz jest „Nie osądzaj, zanim nie zrozumiesz”. Później dowiedziałam się, że za tym wszystkim kryje się też piękna idea, a mianowicie w tym dniu każdy miał coś dobrego do zjedzenia. Po rzezi ludzie rozdają mięso dla biednych i potrzebujących.

Czy łatwo było zaadaptować się, przyzwyczaić do nowego miejsca?

Wybrałam Yogyakartę, ponieważ to nie jest zbyt duże miasto, ale odbywają się tutaj często koncerty, spektakle, święta, no i jest ładna przyroda. Jednak teraz wolałabym być jeszcze bardziej z dala od miasta. Po pierwsze, nawet w tym niedużym miasteczku jest duży ruch i hałas.

Ten wyjazd daje mi możliwość połączenia przyjemnego z pożytecznym, bo z jednej strony będę się uczyć na uczelni, a z drugiej będę mogła zrobić sobie dłuższe wakacje, poznać nową kulturę. Po prostu szukam przygód.

Po drugie jest tutaj strasznie gorąco. Byłam kiedyś w Indiach i wiem co to są upały, jednak naiwnie spodziewałam się, że będzie mi łatwiej znieść nowy klimat. Co prawda na ogół czuję się bardzo dobrze, nie mam żadnych problemów ze zdrowiem, żadnych zatruć pokarmowych.

Po trzecie, dla niektórych osób spoza Indonezji trudno jest funkcjonować w „gumowym czasie”, jak to określają sami Indonezyjczycy. W Indonezji zazwyczaj wszystko dzieje się niekoniecznie tak, jak było zaplanowane. Zwykle z dużym opóźnieniem. Jednak ponieważ wszyscy o tym wiedzą, to nikt szczególnie z tego powodu się nie stresuje.

A jak jest z transportem?

Indonezyjczycy uwielbiają nasze europejskie zupki błyskawiczne, potocznie na Litwie nazywane „bomż-pakami”. Miejscowi do tych zupek dodają jakieś warzywa, mięso i tak powstaje główne danie.

Okazało się, że podstawowym transportem w Indonezji jest skuter. Poruszanie się bez niego jest bardzo trudno. Autobusy są raczej mało popularne. Poznałam kilku miejscowych mieszkańców, którzy pokazali mi miasto i okolice, dużo jeździliśmy na skuterze, co mi się bardzo spodobało.

Jak czas spędza młodzież indonezyjska?

Wydaje mi się, że młodzi Indonezyjczycy chcą być bardzo europejscy. Lubią chodzić do barów, prawie każdy dwudziestoparolatek gra w jakimś zespole muzycznym. Warto zauważyć, że Indonezyjczycy bardzo lubią improwizować podczas grania. W Indonezji, która jest krajem muzułmańskim, obowiązuje prohibicja. Dlatego moi znajomi pokazali mi nielegalne „bary europejskie, gdzie można było napić się piwa oraz posłuchać lokalnych zespołów. W takich miejscach czuli się naprawdę „cool”.

Co sądzisz o jedzeniu indonezyjskim?

Indonezyjskie jedzenie jest ostre i tłuste. Wszystko jest smażone, najczęściej w dużej ilości oleju. Bardzo polubiłam sos indonezyjski z orzechów ziemskich. Zresztą w tym kraju w ogóle spożywa się bardzo dużo orzechów. Są one nawet gotowane w skorupie, po czym wyłuskiwane i spożywane.

Na ogół unikam mięsa, co tutaj jest trochę trudne.

Poza tym, wszystko jest podawane z cukrem. Herbata, kompot, sok, nawet owoce są sprzedawane z cukrem. Mleko kokosowe też jest słodzone. Więc nauczyłam się już, jak powiedzieć „bez cukru” po indonezyjsku: „no gule”.

Indonezyjczycy uwielbiają nasze europejskie zupki błyskawiczne, potocznie na Litwie nazywane „bomż-pakami”. Miejscowi do tych zupek dodają jakieś warzywa, mięso i tak powstaje główne danie.

Czy tęsknisz za litewskim jedzeniem?

Na ogół nie lubię tradycyjnego jedzenia litewskiego. Jednak tęsknię za serami. Tutaj prawie w ogóle się nie spożywa się sera. Zamiast sera jest tofu, czyli ser z soi. Zauważyłam też, że czekolada jest tu w ogóle niepopularna, a jeżeli już jest w sprzedaży, to jest bardzo droga. Jednak czekoladę i inne słodycze zastępują tu owoce. Uwielbiam np. papaję. Czuję się jak w raju, bo jest tu bardzo dużo owoców. Od przyjazdu tutaj prawie nie gotuję, ale często wyciskam świeże soki.

W jaki sposób planujesz wykorzystać to, czego się nauczysz, po powrocie na Litwę?

Skończyłam studia psychologiczne, a swoją przyszłość chcę powiązać z nieformalną edukacją dzieci. Tutaj przez najbliższy miesiąc będę się uczyć języka, a następnie tradycyjnego tańca indonezyjskiego. Uwielbiam taniec i jestem pewna że to, czego się tutaj nauczę, wykorzystam w przyszłości w pracy zawodowej. Co prawda, taniec indonezyjski jest bardzo specyficzny. Jest powolny, teatralny, potrzebuje dużego skupienia, więc jestem ciekawa jak będzie odbierany na Litwie. Mam zamiar po powrocie podzielić się tym, czego się nauczyłam.

Interesuje mnie również batik, czyli znana na całym świecie technika malowania tkanin, która pochodzi właśnie z Indonezji. Mam też zamiar zapoznać się bliżej z unikalnym stylem muzycznym tzw. gamelanem, gdzie grupa nawet do stu osób gra na specyficznych instrumentach, wykonanych z metalu.

Jakie różnice kulturowe zwróciły twoją uwagę?

Po pierwszym tygodniu, wydaje mi się, że miejscowi mieszkańcy są bardzo ciepli, otwarci, przyjaźni. Bardzo chcą być współcześni i europejscy. Wpływ cywilizacji zachodniej jest widoczny na każdym kroku. Młodzi ludzie czerpią informacje przede wszystkim z internetu, gdzie oglądają zachodnie filmy i słuchają zachodniej muzyki. Sami Indonezyjczycy chcą na ogół mieć jaśniejszą cerę, więc dziewczyny masowo kupują kosmetyki wybielające skórę.

Poza tym na każdym kroku muszę uczyć się cierpliwości. Po pierwsze dlatego, że czasem jest trudno się dogadać po angielsku, po drugie, z powodu różnic kulturowych.

Zresztą Europejczycy od razu przykuwają uwagę miejscowych. Nazywają nas „bule”. Często w sklepach są nawet specjalne ceny dla „bule”.

Zresztą to działa i w odwrotną stronę, bo od razu po przyjeździe miałam okazję zagrać w reklamie. Film był kręcony przez trzy dni, i jak się okazało, zapłacono nam trzy razy więcej, niż Indonezyjczykom.

Mają też trochę inne podejście do zwiedzania. Mieliśmy zorganizowaną wycieczkę do muzeum wyrobów ze skóry, ale przywieziono nas do sklepu z tymi wyrobami. Chyba zakładali, że będziemy dużo kupować. Następnie zawieziono nas nad ocean. Wszyscy się ucieszyli, że jest okazja do wykąpania się. Po chwili okazało się, że możemy podziwiać tylko piękny widok oceanu, bo Indonezyjczycy nie specjalnie lubią się kąpać. Bardziej wolą oglądać ocean.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!