Polak po wileńsku czyli co nam w duszy gra

O tożsamości wielokulturowej, która odbija się w języku, a przez język kształtuje nas dalej. O tolerancji, akceptacji i fascynacji innymi kulturami. A w końcu o tym, kim jesteśmy i czy tego się nie wstydzimy. W Dniu Polonii i Polaków za Granicą rozmawiamy z prof. Uniwersytetu Wileńskiego Krystyną Rutkowską oraz Karoliną Słotwińską, studentką III roku Centrum Polonistycznego.

Renata Butkiewicz
Polak po wileńsku czyli co nam w duszy gra

Fot. Joanna Bożerodska

Język polski na Litwie jest tworem szczególnym, wyjątkowa jest też polska tożsamość. W tym języku odbija się cały nasz świat, kumulują się nasze przeżycia, marzenia, bóle i straty, emocje pozytywne i negatywne, przyczyną których jest oczywiście ta rzeczywistość, która nas otacza i która jest w ciągłym ruchu. Jedne wydarzenia historyczne zmieniają inne, zostawiając w naszej świadomości wyraźny ślad, który potem ujmujemy w kategoriach wspominania, pamiętania lub zapominania, niepamiętania. Ucząc się języka od dziecka, dziedziczymy tę całą wiedzę o świecie i to kształtuje naszą mentalności, naszą postawę tożsamościową. 

,,Zakłada się, że każda kultura kształtuje odrębną tożsamość. Każdy Polak na Litwie jest więc w posiadaniu tej pięknej tożsamości, która jest przez nas dziedziczona, którą ukształtowały wszystkie poprzedzające nas pokolenia. Jestem pewna, że nie ma dziś na Litwie Polaka bez tożsamości” – mówi prof. dr Krystyna Rutkowska, językoznawca z Uniwersytetu Wileńskiego, która od wielu lat prowadzi badania gwar polskich na Litwie. 

Krystyna Rutkowska/ Fot. Joanna Bożerodska

Na pytanie, czy musimy się wstydzić wileńskiego akcentu, pani profesor lekko się uśmiecha i mówi, że w tych niepoprawnościach widzi możliwości, a nie problemy. ,, Nie ma cudów na świecie. Nie będziemy mówić całkowicie poprawnie, tak jak mówią w Polsce, bo ich ukształtowało inne środowisko, oni rozmawiają w zasadzie w jednym języku. A wśród Polaków wileńskich nie da się znaleźć osoby, która mówi tylko po polsku. My jednocześnie mówimy i po litewsku, i po rosyjsku oraz znamy odmianę gwarową języka białoruskiego – tzw. język prosty. Musimy się starać mówić gramatycznie, nie używać rusycyzmów, lituanizmów, musimy starać się mówić poprawnie, ale niektórych rzeczy nie da się usunąć. Nasza śpiewność nam zostanie, zostaną nasze „zaokrąglone” samogłoski. Więc ja się nie wstydzę, że mamy naleciałości, bo są częścią naszej kultury, mówimy w trzech językach co najmniej. Możemy zwalczać błędy językowe, ale nie da się wykorzenić wszystkiego”. 

Jak mówią mówią studenci z Centrum Polonistycznego na Uniwersytecie Wileńskim, ,,możemy wymawiać ,,ł” jak Polacy, ale to jest sztuczne. Nie możemy zlikwidować swojej tożsamości na poziomie fonetycznym i językowym. Niektóre zapożyczenia z języka rosyjskiego, i litewskiego zostaną w nas”. 

W końcu język ma to do siebie, że chłonie różne kultury, czasy, obyczaje. Tak samo, jak został w polszczyźnie ogólnej, np. ,,automat” obok wyrazu ,,karabin”. Są wyrazy oddające nasze historyczne wydarzenia, nasze rozumienie historii. Do każdego języka w różnych etapach jego rozwoju wchodzą zapożyczenia i w jakimś momencie pojawił się ,,kalafior” czy ,,koniak”. Jak mówi prof. K. Rutkowska, ,,byłabym za taką dyglosją, jak w przypadku Żmudzinów. Oni znają język litewski, ale bardzo pięknie pielęgnują odmianę żmudzką gwarową, bo wiedzą, jaką doniosłą funkcję odegrał dialekt żmudzki w dziejach nie tylko Litwy, jak ogromne było zainteresowanie tym językiem w XIX wieku. Europejczycy byli zachwyceni tą odmianą, prowadzili intensywne badania tego języka. Żmudzi otaczają pieczą swój język – wydają gazety, piszą poezje, prowadzą portal internetowy. My też, jeśli chodzi o odmianę dialektalną, mamy takie piękne teksty, gdzie się mówi o ojcowiźnie Miłosza, o dworach, o młynach, życiu szlacheckim, obrzędach, zwyczajach. Myślę, że może jesteśmy trochę leniwi, bo nie potrafimy docenić tego, co mamy i tak sprawnie wyeksponować, pokazać światu. W tym zakresie jesteśmy za mało aktywni, bo są i poezje ludowe, frazeologia ludowa. To wszystko można notować, udostępnić ludziom”. 

Karolina Słotwińska/Fot. Joanna Bożerodska

Karolina Słotwińska, studentka III roku polonistyki na Uniwersytecie Wileńskim, mówi, że nigdy nie miała większych trudności z bycia Polką na Litwie, a wręcz odwrotnie, ten fakt budził nawet raczej zainteresowanie. ,,Nawet głębiej się nie zastanawiałam nad tym: Polką się po prostu jest, tak jak się jest człowiekiem itd. Być może to współczesny pogląd… Tak naprawdę jednak tę polskość wileńską postrzegam jako określoną wyjątkowość. Nie wstydzę się twardego „ł”, jak też nie czułam nigdy jakiegoś wstydu czy zażenowania z określenia „tutejszy”. Zawsze starałam się dostrzec w tym zjawisku strony dodatnie, które przeważają, jak np. znajomość kilku języków już od dziecka. Wielojęzyczność poszerza horyzonty myślowe. Od mniej rozeznanych osób czasem słyszałam, że miejscowi Polacy to ci, którzy tylko powtarzają „Wilno nasze”. Sama nigdy tak nie mówiłam i zawsze temu zaprzeczam, ale stereotypy zawsze były i chyba pozostaną, chociaż można mieć nadzieję, że będzie ich coraz mniej: wierzę, że moje i następne pokolenie będzie bardziej otwarte”. 

Tu na Wileńszczyźnie każda kultura i każdy język, inny niż nasz ojczysty, nie jest nam obcy. Nasze stosunki charakteryzuje od dawna głęboka tolerancja, ten odziedziczony model zachowania, który powinniśmy przekazać dalej. Prowadzi on do zachowania, a nie zniszczenia i wyparcia. Każdy mieszkaniec Litwy w jakimś stopniu utożsamia się nie tylko z własnym językiem, własną kulturą, ale też uczestniczy w tworzeniu innej kultury, która ma wpływ na jego tożsamość. ,,Określa się więc taką tożsamość jako wielowarstwową, głęboko osadzoną w wielu kulturach, która raczej jest darem, a nie wadą. Potrafimy widzieć więcej, czuć głębiej, rozumieć lepiej.  Polak na Litwie jest więc bogatszy o te wszystkie mniejsze tożsamości, które gdzieś po kolei kreują jego skomplikowaną osobowość, nadając jej cech wyjątkowych” – zauważa prof. K. Rutkowska. 

Tożsamość dziedziczona, czyli nasza tożsamość, tożsamość naszych pradziadów, dziadów, naszych ojców jest pełna uczuć i emocji, pełna doświadczeń, które nasi przodkowie do nas donieśli i to one są podstawą naszej tożsamości. I to co przetrwało, naszym obowiązkiem jest dalej rozwijać, kultywować. Jednak być Polakiem na Wileńszczyźnie to nie jest łatwa misja. Na Litwie jesteśmy ,,Polakami”, a w Polsce też nie jesteśmy traktowani jako swoi i nieraz tam mówią o nas ,,Litwini”.   

Fot. Joanna Bożerodska

,,Otrzymywałam też nieraz nieco kłopotliwe pytanie, którego państwa jestem patriotką? Muszę przyznać, że moja odpowiedź zawsze brzmiała tak, że nie jestem patriotką ani tylko Litwy, ani tylko Polski – jestem patriotką Wileńszczyzny. To jest coś innego i tak to czuję. Tak jak dyplomata Michał Römer mówił o sobie, że nie jest „ani wyłącznie Litwinem, ani wyłącznie Polakiem”. A więc mogę tu tylko przyznać rację pisarzowi polskiemu, Bolesławowi Prusowi, który w swoim czasie trafnie określił to zjawisko jako „fenomen Litwy”. „Ten polski patriotyzm w wydaniu litewskim jest jakiś bardziej czysty, jest jakiś lepszy, jest, może, większy” – mówi Karolina Słotwińska. 

Myśląc o naszym języku i naszym poczuciu tożsamości, owszem, można widzieć tylko problemy, skupiać się na czasami trudniej układających się relacjach między przedstawicielami różnych wspólnot etnicznych, doszukiwać się niepoprawności w naszym języku i ogromnej fali zapożyczeń pochodzących z różnych okresów. Można próbować z tym walczyć, tylko czy warto? Może mamy jednak pilniejsze zadania do wykonania. Powinniśmy bardziej docenić swoją wyjątkowość, dbać o zachowanie i rozwój tych wartości, które stanowią jej sedno. Daje to poczucie pełni osobowościowej, do której dąży każdy człowiek w każdym miejscu świata. 

PODCASTY I GALERIE