Wilno i Wileńszczyzna
Małgorzata Kozicz

Polacy na Szlaku Bałtyckim: Ważne było pokazać, że jesteśmy razem z Litwinami

"Jesteśmy Polakami", "Suwerenność republice - równość obywatelom", "Katyń to też skutek paktu Ribbentrop-Mołotow" i jeszcze około 20 transparentów trzymali wileńscy Polacy stojący trzydzieści lat temu na odcinku Szlaku Bałtyckiego w Wilnie przy ulicy Wiłkomierskiej. Autorką wszystkich plakatów była Danuta Lipska, głównym organizatorem Jan Andrzejewski - aktywiści ówczesnego Wileńskiego Miejskiego Oddziału Związku Polaków na Litwie. "Byliśmy jak jeden mąż i nie dawaliśmy się podzielić" - wspominają dzisiaj Lipska i Andrzejewski. 30 lat temu na Szlaku Bałtyckim było też więcej Polaków.

W Szlaku Bałtyckim wzięło udział ponad 200 członków ZPL, którzy ustawili się na około kilometrowym odcinku na Górze Szeszkińskiej.

„To było oczywiste. Jak tylko usłyszeliśmy, że Sąjūdis zaczął organizować Szlak Bałtycki, od razu aktywnie włączyliśmy się do tej pracy” – podkreśla Danuta Lipska.

„Istniały pewne obawy, nie było wiadomo, czy wrócimy do domu, czy nie zostaniemy aresztowani, przecież to jeszcze był Związek Sowiecki, nic, że już trwała pieriestrojka Gorbaczowa. Poszliśmy jednak masowo” – dodaje Jan Andrzejewski, którego koledzy nazywają głównym motorem tamtego przedsięwzięcia.

Autorzy początków ZPL wspominają wyjątkową atmosferę panującą na Szlaku Bałtyckim. „Litwini nas pozdrawiali, ludzie podchodzili, częstowali kanapkami, herbatą, wódką. Wszyscy byliśmy jednością”.

Fot. Małgorzata Kozicz

„Wierzyliśmy, że Polska, a po niej Litwa, Łotwa i Estonia będą wolne” – podkreśla Jan Andrzejewski, wspominając nazwiska swoich towarzyszy – Jana Sienkiewicza, Wacława Baranowskiego, Jana Hermanowicza, Marka Bodka czy krawcowej pani Narwojsz, która szyła biało-czerwone flagi na wiece.

ZPL wydawał wówczas nielegalny biuletyn „Echo”, odbywały się spotkania, zebrania. Wkrótce po Szlaku Bałtyckim zorganizowany został wyjazd do Katynia. „Trudno dziś to sobie wyobrazić, ale oddalając się za potrzebą do lasu zrozumieliśmy, że jesteśmy otoczeni przez żołnierzy z karabinami, którzy obserwowali nas z pewnej odległości” – wspomina Danuta Lipska.

„My wtedy działaliśmy jawnie, angażując w to całe rodziny, za działalność związkową byliśmy zwalniani z pracy. Teraz, po latach, pojawia się coraz więcej działaczy przypisujących sobie różne zasługi, których wtedy nie widzieliśmy” – zauważają Danuta Lipska i Jan Andrzejewski.

Fot. Archiwum prywatne

„Tyle się działo, że trzeba było brać w tym udział. To były ciekawe czasy. Po prostu czuliśmy potrzebę być tam razem ze wszystkimi” – mówi Zygmunt Klonowski, wydawca „Kuriera Wileńskiego”, który stał na Szlaku Bałtyckim razem z żoną Genowefą i bratem Grzegorzem.

„Litwa nagle wybija się na niepodległość, wszyscy są w euforii, Polacy też na początku. Później ta euforia nieco spadła – w momencie Szlaku Bałtyckiego już można było odczuć pewną niechęć wobec Polaków. Mimo to musieliśmy być razem, pokazać światu, że istnieje Litwa, a przede wszystkim wyrazić nasz stosunek do paktu Ribbentrop-Mołotow. Był to bezprawny podział Europy – widzimy, że dziś także próbuje się stosować takie same mechanizmy. Uważam, że bardzo ważne było wówczas pokazać, że Polacy też są razem z Litwinami” – podkreśla Klonowski.

Rodzina Klonowskich na Szlaku Bałtyckim, od 40 sek.:

Wspomina jednak, że „Litwini nie chcieli z nikim się dzielić swoją niepodległością, uważali, że należy się im na wyłączność, nie pamiętając o innych narodowościach, zwłaszcza dużej polskiej mniejszości”.

„Odczuwaliśmy pewien niesmak, ale trzeba było zaakceptować, że jest to choroba wieku dziecięcego, z której Litwa wyrośnie. Dziś widzimy, że to się zmieniło. Co prawda, trzeba było czekać na to 30 lat, ale Mojżesz 40 lat prowadził naród wybrany przez pustynię, także Litwini trochę szybciej odrobili swoje zadania domowe” – żartuje dzisiaj Klonowski.

Przyznaje, że wtedy nie demonstrowali specjalnie polskości – „trzymaliśmy ją w sercu”. „Różny był stosunek do polskości. Najważniejsze, co człowiek miał w duszy i jakie miał przekonania. To wydarzenie miało wielkie znaczenie symboliczne” – uważa Zygmunt Klonowski.

30 lat temu flagi biało-czerwone można też było zobaczyć na trasie wylotowej z Wilna w kierunku Poniewieża, w okolicach Awiżeń. Jedną z takich flag trzymał Zygmunt Żdanowicz, dziennikarz „Tygodnika Wileńszczyzny”.

Fot. Joanna Bożerodska

„Polacy chcieli zamanifestować swoją obecność na Litwie. W czasach odrodzenia różnie to bywało. Próbowano nas nazywać „wiczami”, „spolonizowanymi Litwinami”, ale jednak chcieliśmy zademonstrować swą obecność i jednocześnie być traktowani jako pełnoprawni obywatele Litwy. Uważam, że bardzo dobrze się stało, że mieliśmy swój odcinek drogi, gdzie Polacy stali ze swoimi barwami narodowymi i podkreślili solidarność z Litwinami” – mówił Żdanowicz w wywiadzie dla Polskiego Radia.

„Wtedy flaga polska nie była tak łatwo dostępna jak teraz, nie każdy ją miał, ale potrafiliśmy jakoś zdobyć. Pamiętam, jak jechaliśmy z kolegami przez całe Wilno i Niemenczyn z polską flagą, która powiewała przez okno samochodu” – wspominał dziennikarz.

„To była masa autobusów, masa samochodów, ludzie z całej Litwy stawili się gremialnie. To było naprawdę wielkie wydarzenie, które połączyło obywateli wszystkich trzech republik, i nas, Polaków w tej liczbie” – w rozmowie z Polskim Radiem opowiadał Żdanowicz.

W Szlaku Bałtyckim wzięło udział około 2 milionów mieszkańców Litwy, Łotwy i Estonii. 11 marca 1990 Litwa jako pierwsza z republik bałtyckich proklamowała niepodległość. Dwa lata po utworzeniu Łańcucha Bałtyckiego niepodległość wszystkich republik bałtyckich została uznana przez wspólnotę międzynarodową.

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!