Pochód w rocznicę odzyskania Wilna: „Nikt nas nie chroni przed Polską”

W świetle pochodni odbył się we wtorkowy wieczór przemarsz nacjonalistów ulicami Wilna. Związek Narodowców uczcił w ten sposób 75. rocznicę odzyskania litewskiej stolicy. Lider nacjonalistów, kandydat na mera Wilna Julius Panka w swoim przemówieniu ostrzegał przed Polską i żądał przeprosin.

15min.lt

„Dopóki państwo polskie nie przeprosi oficjalnie, czy to ustami prezydenta, czy ministra spaw zagranicznych, za to, że w ciągu dwudziestu lat była okupowana stolica Litwy, dopóty powinniśmy pamiętać i obchodzić tę datę. Powinniśmy budzić naród, by nie zasnął, powinniśmy przypomnieć, że w Europie zaczynają się groźne wydarzenia. Oderwanie Krymu od Ukrainy pokazało, że granice nie są z kamienia, że za pomocą ołówka i kilku zielonych ludzików mogą zostać bardzo szybko zmienione” – mówił Julius Panka.

„Przed Rosją Litwę chroni NATO, przed Polską nie chroni nikt” – dodał lider narodowców.

Julius Panka oświadczył, że zastanawiać się nad zasadnością obchodów odzyskania Wilna mogą tylko „pseudodziennikarze i pseudohistorycy”.

„Niektórzy mówią, że odzyskaliśmy Wilno z bonusem – 20 tysiącami żołnierzy sowieckich. Ale nie trzeba mylić tych dwóch rzeczy. Ten bonus był już przygotowany zawczasu. Tak, ówczesne władzy miały wybór, mogły nie brać Wileńszczyzny i jak koledzy Łotysze lub Estończycy podpisać umowę o pomocy wzajemnej. Ale oni spoglądali dalej. Dziś nikt się nie dziwi, że Wilno jest nasze. Ale gdy powiem, że Lida i Grodno też mogły być nasze, wywołuje to zdziwienie. Wówczas zdarzył się cud i nie trzeba tego mylić z sytuacją geopolityczną” – rozważał Panka.

Około 150 uczestników pochodu trzymając pochodnie przeszło od Ostrej Bramy do placu Katedralnego w Wilnie. Pochód odbywał się w eskorcie policji. Narodowcy wznosili okrzyki w języku litewskim – „Litwa” i „Wilno było i będzie nasze”.

Zobacz Więcej
Zobacz Więcej