Wilno i Wileńszczyzna
Antoni Radczenko

Polski Klub Dyskusyjny. „Jeśli potrzebują ustawy, to trzeba przyjąć”

Partie polityczne na Litwie bardzo często spekulują tematyką mniejszości narodowych – powiedział podczas dyskusji „Litewska lewica a mniejszości narodowe” w Polskim Klubie Dyskusyjnym Remigijus Motuzas, dyplomata, były dyrektor rządowego Departamentu ds. Mniejszości Narodowych i Wychodźstwa, a obecnie pierwszy zastępca kanclerza rządu RL.

Początkowo gościem dyskusji miał być wiceprzewodniczący Sejmu Gediminas Kirkilas. Niestety kilka godzin przed spotkaniem polityk je odwołał tłumacząc się aferą korupcyjną, związaną z działaczami „Porządku i Sprawiedliwości” oraz posiedzeniem Sejmu w tej sprawie. Kirkilasa w dyskusji zastąpił jego partyjny kolega, a od następnego roku ambasador Litwy w Moskwie, Remigijus Motuzas. Dyskusję moderowała dr Barbara Stankiewicz, politolog z Uniwersytetu Michała Romera.

Brak kultury politycznej

„Lewica w Europie zawsze była przychylna mniejszościom narodowym. Patrząc nieco ze strony, u nas nie jest tak dobrze, jak w Europie. Chcielibyśmy podyskutować, dlaczego tak jest i czy to da się zmienić” – zapoczątkował dyskusję prezes klubu Mariusz Antonowicz. „W latach 90-tych, kiedy byłem dyrektorem Departamentu ds. Mniejszości Narodowych i Wychodźstwa odczuwalny był większy entuzjazm w tych sprawach. Bo zarówno Polacy, jak i Litwini mieli podobne problemy. Wszyscy szukaliśmy własnej tożsamości narodowej. Zarówno z jednej, jak i z drugiej strony padało dużo pomysłów, propozycji. Potem ten entuzjazm powoli wygasł” – zaznaczył na wstępie gość dyskusji, podkreślając, że obecnie mniejszości narodowe stały się narzędziem politycznych różnych partii i działaczy politycznych.

Odpowiadając na pytanie moderatorki, dlaczego nie jest realizowany ani program wyborczy socjaldemokratów, ani program rządowy przewidujący uchwalenie Ustawy o mniejszościach narodowych, rozwiązania kwestii pisowni nielitewskich imion i nazwisk, Motuzas podkreślił, że te projekty są w przygotowaniu. Jeśli chodzi o kwestię nazwisk był optymistycznie nastawiony, natomiast kwestia Ustawy o mniejszościach narodowych jest jego zdaniem bardziej skomplikowana: „Nie jestem pewien czy ta ustawa jest potrzebna, czy nie dałoby się tych kwestii związanych z nazwami ulic, używaniem języków mniejszości narodowych rozwiązać bez ustawy. Ale skoro mniejszości narodowe takiej ustawy potrzebują i skoro byliśmy jednymi z pierwszych, którzy taką ustawę uchwalili, myślę, że trzeba ją przyjąć.”

Zdaniem Motuzasa przeszkodą w rozwiązaniu tzw. postulatów mniejszości narodowych jest brak kultury politycznej na Litwie (dotyczy to zarówno polityków oraz samego społeczeństwa), problemy z jakością administracji publicznej oraz w jej zarządzaniu (urzędnikom po prostu lżej nic nie robić niż podejmować niepopularne decyzje). Za wzór Motuzas podawał Szwecję, w której przez wiele lat był ambasadorem, gdzie ludzie faktycznie głosują za program wyborczy. ,,Z tą różnicą, że tam programy wyborcze są pisane dostępnym językiem, krótko i bez populizmu, natomiast u nas politycy chcą przypodobać się wszystkim. Partie polityczne muszą bardziej odpowiedzialnie szykować swe programy” – podkreślił polityk.

Czy potrzebny jest Departament ds. Mniejszości?

W odróżnieniu od pierwszej dyskusji, na której prelegentem był ambasador i były minister spraw zagranicznych Antanas Valionis, wczoraj (22 października) dużo większy udział w dyskusji wzięła publiczność. Nie ograniczając się tylko do zadawania własnych pytań, ale najczęściej wygłaszając własne opinie i spierając się nawzajem nawet częściej niż z gościem. „Czasami główny gość nawet był jakby pomijany” – zauważyła trafnie moderatorka dyskusji.

„Przed 20 laty byłem młodym człowiekiem, ale problemy były te same. Wówczas Polacy nie chcieli zakładać własnej partii, tylko działali w partiach ogólnolitewskich, zgodnie z tym komu jaki program odpowiadał. Ten model się nie sprawdził. Składano mnóstwo obietnic, ale nikt nie chciał ich realizować. (…) I tak z błahych spraw powstały problemy. Nam, litewskim Polakom, ciągle podkreślano, że nie jesteśmy obywatelami, że ciągle czegoś żądamy… Tak więc niejako litewscy politycy wymusili na Polakach założenie polskiej partii” – powiedział znany polski działacz społeczny oraz biznesmen Michał Kleczkowski.

Motuzas zgodził się z tym, że popełniono sporo błędów. Jego zdaniem błędem np. była likwidacja Departamentu ds. Mniejszości Narodowych i przekazanie jego funkcji Ministerstwu Kultury. „Departament liczył 35-38 pracowników, nie tylko zajmował się sprawami bieżącymi, ale i przygotowywał analizy. Pracowali tam tacy znawcy tematu jak: Andrzej Pukszto, Virginijus Savukynas czy Stanisław Widtmann. A teraz dział ds. mniejszości narodowych w Ministerstwie Kultury liczy zaledwie 5 pracowników. W najbliższym czasie rządowy Komitet Planowania Strategicznego ma podjąć decyzję o sensowności powołania na nowo Departamentu. Być może moglibyśmy się wspólnie zastanowić przy jakiej instytucji mógłby być? Albo być może trzeba wrócić do poprzedniej formuły Departamentu przy rządzie?” — powiedział Motuzas. Temat odrodzenia Departamentu nie zainteresował jednak zebranych. „Być może łatwiej byłoby rozwiązać zaistniałe problemy, a nie tworzyć nowe instytucje?” — zauważył Kleczkowski.

Moderatorka dyskusji , dr Stankiewicz, zauważyła natomiast, że „przez dwa lata w koalicji była AWPL”, która również nie załatwiła żadnych z dotychczasowych spraw, zaś lider StaraNowa Paweł Żemojtin podkreślił: „Obie strony są odpowiedzialne za to, że nie udało się przez 20 lat rozwiązać tych problemów”. Z kolei programista i informatyk Olek Suchodolski postulował, aby wyeliminować wrogość z relacji polsko-litewskich poprzez usunięcie „pośredników” i szukać porozumienia bez „klucza politycznego”: „Dziś te problemy, te kwestie, Polacy na Litwie stali się zakładnikami polityków i ich ambicji, polityków w Wilnie, polityków w Warszawie.”

Jak przeciwdziałać rosyjskiej propagandzie

Działaczka społeczna i polityczna z rejonu solecznickiego Julia Mackiewicz poruszyła problem rusyfikacji i prorosyjskich ciągotek miejscowych Polaków: „Przez trzy tygodnie jeździłam po szkołach rejonu. Po polskich, litewskich i rosyjskich. Rozmawiałam z uczniami starszych klas. Kiedy pytałam uczniów z polskiej szkoły, kto dla nich jest wzorcem lidera — większość odpowiadała, że Putin”. Dodając, że poglądy prorosyjskie dotyczą nie tylko starszego pokolenia, jak często się uważa, ale również osób młodych.

„Dlaczego tak się stało, że spora część Polaków patrzy w stronę Moskwy? Bo ogląda rosyjską telewizję i nie ogląda litewskiej. Ja również nie oglądam litewskiej telewizji, bo mi nieprzyjemnie jest oglądać, kiedy o Polakach mówi się tylko źle. Gdy miejscowi Polacy zrobią coś dobrego o tym się w ogóle nie mówi, jak stanie się coś złego — o tym się trąbi przez wiele dni. W taki sposób władza zrobiła z nas rosyjskojęzycznych” – zauważył Kleczkowski. Z Kleczkowskim zgodził się propagator polskiej idei narodowej na Wileńszczyźnie Rajmund Klonowski, którego zdaniem litewska telewizja tworzy negatywny stereotyp miejscowego Polaka. Bronił też zachowania AWPL: „Polacy mają zaledwie ośmiu posłów w Sejmie. Co mogą zrobić w danej sytuacji? Nie są w stanie samodzielnie uchwalić żadnej ustawy. Brak jest woli politycznej. Jeśli nie ma woli politycznej, to nawet mając 30 posłów nic się nie zmieni” – powiedział Klonowski.

„Naszym politykom — i Litwinom, i Polakom — brakuje zrozumienia, że polityka to sztuka kompromisu. AWPL czy inna partia mniejszości narodowych nigdy nie będzie miała 71 posłów, żeby samodzielnie stanowić prawo, dlatego trzeba nie tylko zgłaszać żądania, projekty, ale też szukać dla nich poparcia u innych posłów, szukać kompromisu. Chciałoby się jednak, aby kompromis chciała znaleźć również strona litewska” – zauważył nieco później bloger Aleksander Radczenko, zaś Stankiewicz podkreśliła, iż „nie należy mitologizować woli politycznej. Wola polityczna pojawia się, gdy obie strony starają się znaleźć rozwiązanie.”

Opuszczenie koalicji przez AWPL – to błąd

Motuzas podkreślił, że jego partia jest otwarta na współpracę z mniejszościami narodowymi. „Mogę śmiało powiedzieć, że premier Butkevičius jest otwartym człowiekiem. Niejednokrotnie prosił, aby były zgłaszane odpowiednie propozycje. Wydaje mi się jednak, że nawet wśród ośmiu polskich posłów nie było w tych sprawach jedności. Rozmawiasz z jednym — mówi jedno, rozmawiasz z drugim — mówi drugie” – oświadczył dyplomata. Wicekanclerz pozytywnie ocenił pracę wiceminister oświaty i nauki z ramienia AWPL Edity Tamašūnaitė, posłanki Rity Tamašunienė. Jego zdaniem opuszczenie koalicji było błędną decyzją, ponieważ można było „wypracować kompromisowy wariant”: „Renata Cytacka — to sympatyczna osoba. Kiedy wypowiadała się w imieniu Forum Rodziców to miło było posłuchać, nawet jeśli się nie ze wszystkim zgadzało, bo była w tym kompetentna. Czy była kompetentna w dziedzinie energetyki nie mi oceniać, ale na pewno w polskim środowisku dało się znaleźć kogoś, kto by ją zastąpił.”

Natomiast prawnik Grzegorz Miłoszewicz zwrócił uwagę na pewną monotematyczność dyskutowanych problemów: „Czy litewscy politycy widzą naprawdę tylko te problemy? Zamiast mówić o bezpieczeństwie, o przeciwdziałaniu rosyjskiej propagandzie, o tym jak zapobiec wyjazdom dzieci na wojskowe obozy do Rosji, ciągle mówimy o tabliczkach i nazwiskach. Na Litwie, w Polsce, wkrótce już pewnie cała Europa będzie wiedziała o tym sporze. Rozwiążmy go wreszcie albo powiedzmy wyraźnie, że tych problemów nie da się rozwiązać. Bo ciągle tylko obietnice, obietnice, obietnice… Przecież w rejonach solecznickim czy wileńskim są dużo większe problemy, jak chociażby bezrobocie”.

Dyskutowano także o oświacie

W dyskusji nie zabrakło kwestii polskich szkół na Litwie. „Kiedy chodziłam do szkoły, to wszystkie przedmioty były po polsku. Obecnie część przedmiotów jest wykładana po litewsku. Czy nie jest tak, że państwo litewskie chce z polskich szkół zrobić szkoły litewskie, tylko z tą różnicą, że byłby w nich dodatkowo wykładany język polski?” – zapytała Bożena Mieżonis z Klubu Włóczęgów Wileńskich.

Motuzas stwierdził, że znaczenie języka nauczania jest wyolbrzymione, podając przykład własnego syna. Syn dyplomaty przez ostatnie dwa lata szkoły uczęszczał do szwedzkiej szkoły i nie miał styczności z językiem litewskim, tym niemniej zdał wzorowo maturę z języka litewskiego. „I nie stał się z tego powodu gorszym patriotą. Myślę, ze kocha Litwę nawet bardziej niż wielu z tych, co się uczyli na Litwie.” „Czyli Polacy mają uczyć się polskiego, polskiej kultury, tożsamości polskiej w domu, rodzinie, ale nie w szkole?” — dociskała Mieżonis. „Oczywiście, nie. Państwo powinno zapewnić wszystkim chętnym i naukę języka mniejszości narodowej, i naukę w języku mniejszości narodowej, ale również ma nauczyć języka państwowego na odpowiednim poziomie” – powiedział Motuzas.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!