PKD: Trump, Putin i Jan Paweł II czyli co dalej po wyborach w USA

Dlaczego wybory na całym świecie wygrywają populiści, czy dla otoczenia Trumpa Litwa jest tylko szarą plamą na mapie i co powinniśmy robić - w polityce zagranicznej i w kwestiach obronności - po dojściu tego polityka do władzy. Te i wiele innych tematów poruszyli uczestnicy ostatniego w tym roku spotkania Polskiego Klubu Dyskusyjnego, które było poświęcone wyborom w Stanach Zjednoczonych Ameryki i ich konsekwencjom.

Małgorzata Kozicz
PKD: Trump, Putin i Jan Paweł II czyli co dalej po wyborach w USA

Fot. Joanna Bożerodska

Jeśli my nie dotrzemy do Trumpa – dotrą Rosjanie

W dyskusji wzięli udział były ambasador Litwy w USA Žygimantas Pavilionis, dziennikarz Vytautas Bruveris i członek Związku Strzelców Dariusz Litwinowicz.

„Z jednej strony nie powinniśmy się dziwić, że każdy prezydent USA rozpoczyła swoją działaność od resetu stosunków z Rosją. Ale to bardziej Rosja testuje USA i  to,  jak daleko może posunąć się  w stosunkach z ich nową administracją. Nastąpiła ostatnio bardzo duża polaryzacja sił politycznych. Prawica poszła bardzo daleko na prawo, lewica — na lewo, natomiast w centrum nie zostało prawie nikogo. Dlatego między Hillary Clinton jako umiarkowana kandydatka przegrała. Nie należy jednak załamywać rąk. Republikanie zawsze byli nastawieni antykomunistycznie i rozumieją, ze Rosja — to w gruncie rzeczy kontynuacja ZSRS. Jako kraj mamy z nimi doskonałe relacje z republikanam, a jeszcze lepsze ma amerykańska Polonia” – powiedział na początku spotkania Žygimantas Pavilionis. Jego zdaniem właśnie konsolidacja mniejszości etnicznych pochodzących z krajów Europy Wschodniej w USA ma pomóc w lobbowaniu na rzecz naszego regionu.

„Gdy byłem ambasadorem w USA, moje kontakty z Polonia były wzorcowe. Zresztą stosunki amerykańskich Polaków, Litwinów i Ukraińców są doskonałe do dnia dzisiejszego. Wspieramy się wzajemnie i wydaje mi się, że będziemy wspierać się dalej. Tutaj, w Europie może dochodzić między nami do jakichś animozji, które należy jak najszybciej przełamać, zlikwidować ich przyczyny, ale tam w USA wszyscy doskonale rozumieją, kto jest podstawowym wrogiem Polski, Litwy, Ukrainy i całej Europy. Tak wiec musimy teraz połączyć siły z amerykańskimi Polakami, Ukraińcami i znaleźć dojścia do Trumpa, do ludzi z jego najbliższego otoczenia, dotrzeć do nich z naszym przekazem, uczulić ich na Putina. Bo jeśli nie dotrzemy do nich my — dotrą Rosjanie. Personel ambasady Polski w Waszyngtonie liczy około stu osób, ambasady litewskiej — około dwudziestu, a rosyjskiej — blisko trzy tysiące! Rosja naprawdę traktuje USA bardzo poważnie i nie żałuje na swoja działalność lobbystyczną w Stanach ani ludzi, ani pieniędzy. My powinniśmy postępować podobnie” – podkreślił polityk.

Obserwujemy „ogólnoświatowy Brexit”

Z kolei dziennikarz Vytautas Bruveris uważa, że „dogadanie się” z Donaldem Trumpem może być trudne, ponieważ jest to polityk nieobliczalny.

„Zgodziłbym się z tymi, którzy mówią, że nie można na te wybory patrzeć osobno od innych, że obserwujemy teraz taki „ogólnoświatowy Brexit”. US-exit jest szczególnie brutalny, wyraźny i niebezpieczny. Wydają mi się nieco prowincjonalne i tragikomiczne próby pocieszania się – wszystko dobrze, nie trzeba paniki, to tylko tradycyjni republikanie doszli do władzy. To oszukiwanie samych siebie. Trump — to przedstawiciel amerykańskiego izolacjonizmu, amerykańskiego imperializmu, amerykańskiego nacjonalizmu. Te tendencje będą coraz bardziej się nasilały w USA, bo do władzy dochodzą nowe pokolenia. Pokolenia, które nie pamiętają o zimnej wojnie, a wiec dla których ani Europa, ani Rosja nie są priorytetem” – uważa Bruveris.

„USA będą coraz więcej uwagi poświęcać swoim sprawom wewnętrznymi i Ameryce Łacińskiej, w ich polityce będzie dominował kierunek dogadywania się z dużymi graczami, a my pozostaniemy w szarej strefie, której znaczenie będzie zależało od tego komu przypadnie w udziale. I nie sądzę, że Partia Republikańska będzie miała na niego większy wpływ. Już teraz widać, że Trump otacza się swoimi ludźmi, a nie partyjniakami. Na czołowe stanowiska mianuje swoich przyjaciół, krewnych. Wydaje mi się, że republikanie będą mieli z nim ten sam problem, co reszta świata, on jest niesterowalny. Nie zdziwię się, jeśli sami republikanie usuną go ze stanowiska w drodze impeachmentu” – prognozuje publicysta.

„Musimy bronić się sami”

Zdaniem członka Związku Strzelców Dariusza Litwinowicza, niezależnie od wyników wyborów w jakimkolwiek kraju Litwa powinna intensywnie dbać o swoją obronność.

„Powiem prowokacyjnie — powinniśmy podziękować Trumpowi, podziękować Putinowi, bo dzięki nim zaczynamy się zastanawiać nad swoją sytuacja geopolityczną. W ciągu dwóch lat od aneksji Krymu zrobiliśmy na rzecz wojska więcej, niż wcześniej w ciągu 25 lat od odzyskania niepodległości. Moim zdaniem, prokuratura powinna zresztą zainteresować się wykryciem kilku afer w wojsku – jak zostały wykorzystane środki przeznaczane do tej pory na obronność. Ale chodzi nie tylko o pieniądze, chodzi też o przygotowanie społeczeństwa na wypadek wojny. Powinniśmy pokazać jednej i drugiej stronie, że nie jesteśmy słabi, że będziemy się bronili, co z kolei mogłoby stać się pretekstem dl wybuchu trzeciej wojny światowej…Niech lepiej dogadają się tam, wyżej, że tego regionu lepiej nie ruszać” – dzielił się swoimi spostrzeżeniami Litwinowicz.

„Zadam proste pytanie: czy wiedzą Państwo jak się zachować, jeśli wybije godzina X? Jak będziecie zabierać dzieci ze szkół, gdy się rozpocznie otwarta agresja i zostaną wyłączone wszystkie systemy elektroniczne i telefony? Dokąd będziecie uciekać? Nikt nas nie obroni, jeśli nie będziemy gotowi obronić siebie sami” – dodał.

Rozmówcy zgodzili się, że gwarantem bezpieczeństwa dla Litwy jest Polska, ponieważ w przypadku ewentualnej agresji dotyczyłaby ona nie tylko krajów bałtyckich, lecz także całego regionu.

Wyborca chce destrukcji

Rozmówcy zastanawiali nad przyczynami zmian w społeczeństwach na całym świecie, które prowadzą do wyboru polityków populistycznych, o skrajnych poglądach.

„Początkowo nie wierzyłem w sukces Trumpa, szczególnie, gdy jeszcze ubiegał się o nominację w Partii Republikańskiej. Wydawało mi się, że Jeb Bush, Marco Rubio – to murowani kandydaci. Ale gdy został nominowany — nie miałem wątpliwości, że wygra. Hillary Clinton — to polityk środka, doświadczony, doskonale przygotowany, ale umiarkowany. Trump robił błędy, prowokował, ale z matematyczną dokładnością mówił to, co chcieli usłyszeć zwykli Amerykanie – to, co mówi się na ulicy, w barze. Apelował do przekonań średniostatystycznego Amerykanina, który być może w życiu nigdy nie wyjechał ze swego kraju, a nawet nie odwiedził Zachodniego Wybrzeża” – zauważył Žygimantas Pavilionis.

„Istnieje teoria, że obecne wydarzenia polityczne to reakcja na kryzys społeczno-gospodarczy 2008 roku. Ten kryzys uderzył w wiele osób, pogłębił przepaść miedzy bogatymi i biednymi, społeczne wykluczenie. Populiści obiecują rzeczy totalnie egzotyczne, wyborca to doskonale rozumie, ale głosuje na nich, bo jest wkurzony na elity, na establishment. Nie dlatego, że wierzy, iż spełnią swoje obietnice, tylko dlatego, że chce destrukcji systemu, chce się zemścić na systemie, rozwalić go. Stąd popularność ruchów skrajnych. Od uwarunkowań lokalnych natomiast zależy, czy będzie to ruch skrajnie lewicowy, czy skrajnie prawicowe. Ideologia nie ma dla wyborców znaczenia, oni głosują na siły destrukcyjne w imię samej destrukcji” – rozważał Vytautas Bruveris.

Zdaniem Pavilionisa obecna sytuacja wynika także z kryzysu podstawowych wartości, które zdaniem polityka powinny opierać się na wartościach chrześcijańskich. „O ile w Stanach Zjednoczonych istnieje jeszcze przywiązanie do tych wartości, o tyle Europa odwraca się od tych fundamentalnych dla naszej cywilizacji pojęć. Pisał o tym jeszcze Jan Paweł II w swoich ostatnich książkach” – przypomniał polityk.

Z kolei zdaniem Vytautasa Bruverisa powrót do chrześcijańskich podstaw polityki nie jest możliwy.

„Chrześcijaństwo już nie stanowi podstawy łączącej wszystkich obywateli, jeśli ktoś jest w stanie się przeciwstawić obecnej fali populizmu, to raczej ci, którzy się odwołują do bardziej uniwersalnych wartości: wolności, tolerancji. Mówiąc w uproszczeniu, jest to konfrontacja złych ludzi z dobrymi ludźmi” – uważa publicysta.

PODCASTY I GALERIE