O czym mówi ranking ,,Reitingai”? I czy poziom polskich szkół leci w dół?

Zawsze przed wynikami rankingów po korytarzach szkół krąży wielki strach. Oto nadszedł czas rozliczeń: kto daje radę, a kto nie? Ale też zadajemy sobie pytanie, czy określenie szkoły za pomocą długich tabel wypełnionych cyframi jest w porządku? Przecież szkoła, to miejsce, które dla ucznia jest drugim domem, gdzie on ma przede wszystkim się czuć dobrze i uczyć.

Renata Butkiewicz
O czym mówi ranking ,,Reitingai”? I czy poziom polskich szkół leci w dół?

Fot. Joanna Bożerodska

Pismo „Reitingai” opublikowało coroczny ranking szkół ogólnokształcących i uczelni wyższych. Polskie szkoły, niestety, nie wypadły najlepiej. W pierwszej setce są zaledwie trzy z polskim językiem nauczania. Gimnazjum im. Jana Pawła II odniosło największy sukces i zajęło 35 miejsce. Na 79 miejscu uplasowało się Gimnazjum K. Parczewskiego w Niemenczynie, na 95. – Gimnazjum im. J. Śniadeckiego w Solecznikach. Niestety, sporo polskich szkół znalazło się na szarym końcu rankingu.

Cyfry, cyfry, cyfry… trudno je ująć metodologicznie, więc spróbujmy czegoś się dowiedzieć w kuluarach.

Józef Kwiatkowski, prezes „Macierzy Szkolnej” mówi wprost: ,,Ten ranking nie jest odzwierciedleniem całej działalności polskich szkół. Niektóre kryteria spychają od razu szkoły mniejsze, szkoły wiejskie, szkoły polskie na pozycje gorsze. Kryteria zakładają ilość maturzystów, którzy się przedostali na miejsca dofinansowane przez państwo, czyli pod uwagę jest brane złożenie na dobrym poziomie egzaminu z języka litewskiego. Natomiast od czasu ujednolicenia egzaminu dla szkół mniejszości narodowych, język litewski polskie szkoły składają znacznie gorzej”.

Jak zauważa J. Kwiatkowski, jeden ranking raczej o niczym nie świadczy, to może być kwestia mocnego rocznika, motywacji uczniów. ,,Jeżeli spojrzymy, jak się zmieniały rankingi szkół w przeciągu pięciu lat, zauważymy, że ta sama szkoła może być albo w pierwszej setce albo w ostatniej. Nauczyciele przecież są ci sami, metody pracy również. Rankingi są związane z wieloma wskaźnikami, które nie zależą od pracy szkoły” – dodaje Kwiatkowski.

Józef Kwiatkowski Fot. Roman Niedźwiecki

Jednak nie możemy się na siłę usprawiedliwiać, dlaczego znowu nam nie wyszło, skoro są oczywiste przykłady sukcesu. Polskie szkoły rejonowe się podciągnęły – Gimnazjum im. K. Parczewskiego w Niemenczynie (2020 r. miejsce 79; 2015 r. miejsce 210) i Gimnazjum im. J. Śniadeckiego w Solecznikach (2020 r. miejsce 95; 2015 r. miejsce 202). Są szkoły, które idą do przodu w rankingu i z roku na rok widzimy polepszenie.

Oczywiście, nie w sposób pominąć Gimnazjum im. Jana Pawła II w Wilnie, które od lat wypada najlepiej z polskich szkół i utrzymuje się wysoko w tym zestawieniu. Obecnie zajęło 35 miejsce. Co możemy odczytać między wierszami rankingu? – przygląda się zestawieniu Adam Błaszkiewicz, dyrektor Gimnazjum im. Jana Pawła II w Wilnie.  ,,W naszym gimnazjum średnia złożonych egzaminów z informatyki wynosi 99,3%, a w najlepszej szkole na Litwie ,,Vilniaus Licėjus“ – 94,6%. Czy to świadczy o tym, że nauczyciele z polskiej szkoły są znacznie lepsi? Otóż w tym rankingu się nie mówi, ilu uczniów składało egzamin ze wspomnianego przedmiotu. U nas informatykę mogło składać 6-7 uczniów, a w litewskim liceum znacznie więcej, co zaważyło w ich przypadku na niższej średniej. Do rankingu powinniśmy podchodzić z dystansem i oprócz cyferek, znaleźć szkołę, w której egzamin składało mniej więcej tyle samo abiturientów i wtedy porównywać” – zauważa A. Błaszkiewicz.

Adam Błaszkiewicz/ Fot. Joanna Bożerodska

Ranking ,,Reitingai” uwzględnia egzamin państwowy. A jeżeli w którejś ze szkół na egzamin państwowy zdecydował się tylko jeden zdolny uczeń, to on ciągnie szkołę do góry w zestawieniu, bo liczy się tylko średnia złożonego egzaminu państwowego. A tutaj w jednym miejscu mamy duże szkoły miejskie i małe wiejskie. ,,To jest nie ta sama kategoria wagowa. Gdyby szkoły były takie same pod względem liczby dzieci, to wówczas możemy mówić o przejrzystości” – dodaje A. Błaszkiewicz.

Czy  rankingi są wskazówką, do których szkół warto aplikować, a do których nie? Czy na ich podstawie zapada decyzja? ,,Tylko w tym przypadku, jeśli rodzice są niezdecydowani, wahają się między dwoma szkołami, a w tym rankingu jedna z tych szkół wypadnie lepiej. Takie sytuacje się zdarzają, kiedy dwójka rodziców ukończyła różne szkoły i każdy jest patriotą własnej, więc to może posłużyć jako argument. W większości decydują inne rzeczy – sentymenty do szkoły, kwestie logistyczne, miejsce pracy rodziców albo miejsce zamieszkania dziadków, a bardzo często przytulność szkoły, rodzinność, a nawet konkretny nauczyciel. Gdy oddajemy dziecko do szkoły, pod uwagę bierzemy sytuację w pierwszej klasie, gdzie większość przedmiotów wykłada jedna osoba, więc zdarza się, że rodzice wybierają nie szkołę, a nauczyciela: – mówi Walery Jagliński, dyrektor Gimnazjum im. Sz. Konarskiego.

Fot. Roman Niedźwiecki

Rankingi są w pewnym stopniu świadectwem patologii, która cechuje całą edukację. Nie tylko niewiele mówią o jakości szkoły, ale często wprowadzają w błąd. Prowadzą też do maniakalnego śrubowania wyników przez niektóre szkoły, by uzyskać jak najwięcej punktów.

Jeśli chodzi o miejsca finansowane przez państwo, to w tym roku więcej miejsc jest na zarządzanie i prawo. Sami wykładowcy nie kryją zaskoczenia. Minister oświaty i nauki Algirdas Monkevičius tłumaczy to w ten sposób: ,,Zwiększamy ilość bezpłatnych miejsc na tych kierunkach, które są najpopularniejsze, chcemy, by nauka na uczelniach wyższych była bardziej dostępna”. Natomiast rzeczywistość pokazuje, że na Litwie brakuje pedagogów, inżynierów, mechaników, a również specjalistów w branży rolniczej.

W tym roku matura rozpocznie się 22 czerwca. Ale to przed polskimi szkołami, najtrudniejszy egzamin. Będą musiały odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego tak słabo wypadły na tle krajowym. Bo chociaż kryteria rankingu są dosyć niejasne i kłopotliwe, to jednak jest on argumentem dla adwersarzy w sporze o jakość nauczania w języku polskim.

PODCASTY I GALERIE