Niepełnosprawny kolarz, który dorobił się mandatu za szybką jazdę

Od wielu lat najpierw na zwykłym wózku inwalidzkim, a następnie na trzykołowym rowerze ręcznym pokonuje trasy maratonów w różnych częściach globu, bierze udział w wyścigach, bije rekordy świata. Polski niepełnosprawny kolarz Krzysztof Jarzębski, który pokonuje obecnie trasę Łódź-Ryga-Łódź, właśnie przebywa w Wilnie.

Dorota Skoczyk
Niepełnosprawny kolarz, który dorobił się mandatu za szybką jazdę

Fot. FB/Krzysztof Jarzębski-kolarz

Od najmłodszych lat związany był ze sportem. Jego karierę sportową przerwała choroba nowotworowa, w wyniku której stracił obie nogi. Lekarze odradzali mu intensywne treningi, jednak sam Krzysztof uważa, że to sport pozwolił mu pokonać chorobę. Zdarzyło się, że na trasie Jarzębski poruszał się handbikiem (rowerem ręcznym) tak szybko, że… dostał mandat za przekroczenie prędkości, który został wręczony na Słowacji. Wówczas na trasie Ateny-Warszawa Jarzębski pokonał odległość 2600 km w ciągu 10 dni.

Krzysztof Jarzębski wyruszył z Łodzi do Rygi kilka dni temu, 19 sierpnia. Przemierza dziennie ok. 350 km. Jego wyprawa ma charakter pokazowy  – prezentuje rekordowy przejazdu rowerem ręcznym trasy o łącznej długości około 2500 km.


Jak długo jeździ już Pan na handbike’u? Czy pamięta Pan pierwszy dłuższy wyjazd?

Konkretnie na handbike’u siedzę już 12 rok. Pierwszy wyjazd był właśnie w ramach podzięki za mój pierwszy profesjonalny wyczynowy handbike, który kosztował ponad 36 tys. zł, więc musiałem sobie na niego jakiś czas zbierać pieniądze. Dziękując sponsorom jechałem z Zakopanego do Gdańska, jeszcze prawie nie umiejąc na nim jeździć.

Czyli jeździł Pan również w górach?

Odbyłem kiedyś taką wspinaczkę, kiedy chciałem pokazać niepełnosprawnym, że nie ma barier, że wszystko jest możliwe, jeżeli się bardzo chce. Na zwykłym wózku wjeżdżałem na szczyt o ponad 1300 m wysokości, no i żeby nie było zbyt łatwo, wspinałem się szlakiem kamiennym. Niejednokrotnie musiałem zejść z wózka, bo nie dało się przejechać, i własnymi rękami przenosić swój wózek do przodu.

Czy w mistrzostwach świata również jest kategoria handbike’u?

Po raz pierwszy kategoria handbike’u weszła do olimpijskich mistrzostw świata, jest to bardzo dobra wiadomość. Cieszę się że mistrzostwa się rozwijają w tym kierunku. Rekord Europy na rowerze ręcznym należy zaś do mnie. Wszystkie rekordy w kategorii maraton są w naszych rękach, czyli należą do Polaków.

Jak wygląda długodystansowa jazda rowerem od strony technicznej, czy Pan sam naprawia rower?

W obecnej podróży towarzyszą mi dwie osoby, które w czasie mojej jazdy poruszają się za mną samochodem. Jest to przede wszystkim pomoc logistyczna, planowanie postojów, oraz transport zapasów, bo wiadomo, że w drodze może zdarzyć się wszystko- może się zerwać jakaś linka, można złapać gumę. Rower naprawiam sam, jeszcze nawet nie wiem, czy asystujące mi dziewczyny mają do tego odpowiednie przygotowanie.

Z jakich środków finansowych Pan podróżuje?

Przede wszystkim otrzymuję wsparcie od sponsorów, dlatego też mam te napisy na koszulce, logo i nalepki na rowerze.

Czy często zdarzało się, żeby Pan przerwał wyprawę, maraton?

Nawet jak mój rower w pewnym momencie został skradziony, nie przerwałem podróży. Działo się to w Stanach Zjednoczonych. Znaleźliśmy klub, gdzie mogli mi pożyczyć rower, ale zawodników z tego samego klubu już kiedyś obegrałem, więc myślałem, że mi nie pożyczą. Jednak pożyczyli.

Czy w Polsce niepełnosprawni mają dobre warunki do uprawiania sportu, porównując do innych miejsc Europy, świata?

U nas nie jest wcale inaczej niż gdzieś indziej. Oczywiście, często są potrzebne pieniądze, niektóre kluby dostają więcej pieniędzy, inne mniej, ale tak się dzieje wszędzie. Nie mamy się czego wstydzić, nie ma tragedii. Byłem w wielu krajach i mogę powiedzieć, że jest to narzekanie, podobnie jak twierdzenie, że w Polsce są najgorsze drogi. Ja nie toleruję narzekania.

Jak Pana żona patrzy na dłuższe Pana wyjazdy, czy czasem podróżuje razem?

Już mineło kilka lat od kiedy często wyjeżdżam, więc już się z tym pogodziła. Nie lubi samochodów, więc nie ma szans, żeby podróżowała razem.

Ile godzin dziennie Pan trenuje?

Oj dużo. Rano przed śniadaniem – 45-minutowa rozgrzewka na rowerku, później około 2,5 godzin na siłowni, a następnie, wieczorem, przejeżdżam od 60 do 80 kilometrów, a raz w tygodniu robię dwa razy dłuższy dystans.
W ogóle nie myślę o tym, że kiedyś sobie “zwolnię”, czy że będę więcej odpoczywał, to w ogóle nie wchodzi w rachubę.

Jakie są Pana najbliższe plany?

Po powrocie z tej wyprawy wezmę udział w mistrzostwach Polski, następnie będę próbował pobić cztery rekordy świata w dyscyplinach siłowych. W przyszłoś chciałem pojechać do Azji, jednak po ostatnich wydarzeniach politycznych w tamtych stronach, nie jestem tego pewien.

Wyprawę Jarzębskiego można śledzić na facebooku, a o osiągnięciach sportowcach można poczytać tutaj.

Krzysztof Jarzębski urodził się 9 czerwca 1957 roku, jest dziesięcioboistą, zawodnikiem Łódzkiego Klubu Sportowego. W 2011 roku został nakręcony film, poświęcony Krzysztofowi pt. “Maratończyk”.

PODCASTY I GALERIE