„Nie chcemy rozpijać społeczeństwa”. Domowa produkcja nalewek

Litwa zawsze słynęła z produkcji nalewek. Obowiązkowym punktem każdej wycieczki z Polski jest wizyta w supermarkecie, gdzie oprócz litewskiego chleba turyści ochoczo kupują litewskie miody oraz nalewki.

Antoni Radczenko
„Nie chcemy rozpijać społeczeństwa”. Domowa produkcja nalewek

Fot. BFL/Gediminas Savickis

Prawdziwi koneserzy wolą jednak produkować nalewki na własną rękę, niż kupować „rządową” produkcję. Przed 5 laty na litewskim rynku alkoholowym pojawiła się wódka „Užpilinė”, w której zawartość alkoholu wynosi 79 proc.

„To nie jest produkt skierowany do bezpośredniego spożycia. W żadnym wypadku nie chcemy spajać społeczeństwa. Po prostu bardzo wiele osób lubi robić nalewki. Jest wiele litewskich, zresztą nie tylko litewskich przepisów. Ludzie mają sady, zbierają owoce, więc kiedy dodają te wszystkie komponenty, to nalewka nie jest jakoś strasznie mocna. Jeśli nalewki się zrobi ze zwykłej wódki, to jak mówią nasi ludzie, powstanie „kompot” – powiedział zw.lt Darius Šiaudinis, dyrektor marketingu Vilniaus degtinė.

D. Šiaudinis podkreślił, że jest to produkt niszowy. „W pewnym momencie chcieliśmy nawet zrezygnować, ale później otrzymaliśmy wiele próśb od naszych stałych klientów, więc zachowaliśmy produkt” – wyjaśnił przedstawiciel Vilniaus degtinė.

Największy popyt na produkcję nalewek jest na przełomie lata i jesieni, kiedy jest najwięcej owoców z których można robić własne wyroby alkoholowe. „Cieszę się, że pojawiła się taka wódka, bo wcześniej przywoziłem spirytus z Polski, gdzie go można kupić normalnie w sklepach” – powiedział zw.lt Andrzej, który od lat zajmuje się produkcją własnych nalewek.

W Polsce butelka spirytusu w sklepach, co prawda 98 proc., kosztuje znacznie drożej. Cena za pół litra waha się od 50 do 58 złotych. Natomiast „Užpilinė” kosztuje ok. 30 litów. „Sprawa polega na tym, że każdy dodatkowy procent alkoholu, to dodatkowy podatek. Zresztą 79 proc. alkoholu, z tego co się orientuję, to jest górna granica, którą można produkować dla konsumenta. Gdybyśmy wyprodukowali spirytus o mocy 98 proc., to cena wyglądałaby podobnie, jak w Polsce” – wytłumaczył Darius Šiaudinis.

Nie wszyscy jednak są przekonani do produkcji Vilniaus degtinė. „Lubimy robić wszystko własnymi rękoma. Wymyślając i inspirując się różnymi przepisami, a w przepisach jest wyraźnie zaznaczone, że spirytus ma wynosić 98 proc.” – powiedziała zw.lt Ania, fotograf z Wilna, która woli kupować nielegalny spirytus od zaufanych osób

PODCASTY I GALERIE