Wilno i Wileńszczyzna
Dorota Sokołowska zw.lt

Najlepsza polska maturzystka: Nie znoszę propagandy w stylu „polskie dziecko w polskiej szkole”

"Polska szkoła nie jest jedynym i najlepszym sposobem wychowania dziecka świadomego swojej tożsamości, nawet jeżeli w tym pomaga. Zespoły folklorystyczne nie mogą mieć pierwszeństwa nad akademickim pierwiastkiem" - mówi Dorota Sokołowska, absolwentka Gimnazjum im. Wł. Syrokomli w Wilnie, najlepsza w tym roku polska maturzystka, która otrzymała trzy setki z państwowych egzaminów maturalnych. Dzisiaj wśrod najlepszych maturzystów Litwy Dorota otrzymała dyplom uznania z rąk premiera Sauliusa Skvernelisa.

„Bardzo trudno mówić o swoich planach na przyszłość, gdyż udaję się na studia do Londynu, czego dotychczas nie mogę sobie wyobrazić, dlatego dla mnie przyszłość to raczej tegoroczna jesień niż okres kilku lat” – przyznaje w rozmowie z zw.lt Dorota Sokołowska. „Oczywiście, naprawdę chcę pogłębiać swoją wiedzę w zakresie akademickim, „zanurzyć się” w życie uniwersyteckie, nie oddalając się od praktyki – o ile to będzie możliwe, będę starała się kontynuować swą działalność społeczną. Nie będę już mogła prowadzić zajęć w szkołach czy organizować sesji debatowych, jak to w ostatnim czasie robiłam jako członkini inicjatywy społecznej ,,Žinau, ką renku”, lecz nadal będę mogła pisać i te swoje myśli publikować, po prostu mówić o tym, co aktualne. Być może nawet uda się zrealizować jakiś projekt dla litewskiej młodzieży za granicą, ale nie spieszę o tym mówić – być może będę zawaloną książkami i problemami studentką” – rozważa dziewczyna. „W każdym wypadku, mam ogromną nadzieję, że uda mi się zachować mocne więzi, łączące mnie z Litwą – tu wracam po studiach, tu siebie realizuję, tu staram się wcielić w życie to, w co wierzę. Takim mini-testamentem się kieruję i nim się uspokajam kiedy rozumiem, że w najbliższym czasie będę musiała opuścić swój dom” – dodaje Dorota.

Fot. Joanna Bożerodska

Jak przyznaje, ostatnio nieraz zastanawiała się, czy zostanie w polskiej szkole było właściwym wyborem.

„Doszłam do wniosku, że polska szkoła daje coś innego (podkreślam – innego, ani lepszego, ani gorszego) niż litewska. Mianowicie, tu osobowość rośnie w otoczeniu podobnych do siebie, porozumiewając się w ojczystym języku (a dokładniej – ojczystej mieszance języków), mając podobne zainteresowania, należąc do jednej kultury. Czy taki społeczny aspekt wychowania dziecka jest ważniejszy niż akademicki poziom szkoły litewskiej (nie mówię o każdej, lecz generalnie uważam, z tego co spostrzegłam i o czym mówią wyniki egzaminów i rankingi, że litewska placówka jest mocniejsza) – pytanie, na które ma sobie odpowiedzieć indywidualnie każdy rodzic. Naprawdę nie znoszę propagandy w stylu „polskie dziecko w polskiej szkole” oraz dziękowania w ramach tej propagandy na każdym szkolnym święcie za to, że „oddano dziecko właśnie do polskiej szkoły” – dla mnie to pachnie pewnym takim kulturowym nacjonalizmem, który na pewno nie pasuje nie tylko do współczesnego kosmopolitycznego świata, ale także i do Wilna, które od zawsze było skrzyżowaniem różnorodnych kultur” – mówi Dorota.

„Polska szkoła nie jest jedynym i najlepszym sposobem wychowania dziecka świadomego swojej tożsamości, nawet jeżeli w tym pomaga – szkoła jest przede wszystkim miejscem nauki, dlatego folklorystyczne zespoły nie mogą mieć pierwszeństwa nad pierwiatskiem akademickim. Oczywiście, są wyjątki, które udowadniają, że nawet w zwykłej szkole można osiągnąć wspaniałe wyniki – jestem jednym z nich. Lecz są to tylko jednostki – nie stanowimy stabilnej społeczności „chcących się uczyć” w murach szkół polskich, gdzie nadal żywa jest tendencja „wyciągnąć” roczne oceny na minimalną 4 czy egzaminy na najmniejszą potrzebną liczbę punktów. Jak na razie, szkoły polskie – to nie jakość, ale ilość. Jak długo potrwa to „na razie”? Mam nadzieję, że jak najkrócej” – podkreśla Sokołowska.

Fot. Joanna Bożerodska

„W swoim ostatnim przemówieniu do społeczności szkolnej, które wygłosiłam na balu maturalnym, życzyłam szkole burzyć niepotrzebne mury, mając na myśli stereotypy, strachy i wszystko, co przeszkadza iść do przodu. Na co w odpowiedzi otrzymałam formułkę – nie burzyć murów, jeżeli nie jesteś w stanie zbudować jak minimum płotek. I taka sytuacja w pełni odzwierciedla nasz największy szkolny problem, który tkwi nie w koszyczkach uczniowskich i ujednoliceniu egzaminów – boimy się tego, co nowe, trzymając się pozostałości przeszłości. Nie pamięta się, że szkoła dzisiaj to nie jest ta sama, co była 50 lat temu. Jeśli kilka dziesięcioleci temu uczniowie nie mieli możliwości wypowiadać swoje zdanie, musieli podporządkować się „prawidłom” jak i ich rodzice, bali się różnić od reszty i tak dalej, to teraz te lody powoli ruszają z miejsca i władze szkolne nie tylko muszą być gotowe przyjąć takie młode osoby, chcące zmian i głośno mówiące o tym, ale także muszą je do tego zachęcać” – przypomina była uczennica Syrokomlówki.

„Kiedyś nie mówiliśmy o prawach mniejszości seksualnych czy krytyce Kościoła, lecz teraz te tematy nie mogą być w szkole tabu. Póki są mury, nie będzie wolności, bez której nie stworzymy otwartego społeczeństwa, a nadal będziemy skarżyć się jak u nas jest źle. Młodzież (i nie tylko ta, co ma setki) chce zmian, lecz napotyka się na różne możliwe przeszkody w szkole i wychodzi z niej zniechęcona” – podsumowuje Dorota.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!