Msza za duszę Stalina i jak Żyd dogadał się z Matką Boską

"Wilno wciąż robi na mnie ogromne wrażenie" - mówi ks. kardynał Henryk Gulbinowicz, który obchody swoich 90-tych urodzin rozpoczął w sobotę od wizyty w Wilnie. Mimo szacownego wieku, duchowny wciąż ma w pamięci wiele historii związanych z miastem swego dzieciństwa i młodości.

Małgorzata Kozicz
Msza za duszę Stalina i jak Żyd dogadał się z Matką Boską

Fot. zw.lt

„Wilno wciąż wywiera na mnie ogromne wrażenie. Nie tylko dlatego, że tu się urodziłem, że tu zostałem przyjęty do seminarium, ale też dlatego, że miasto się ogromnie zmieniło. Zmieniło się na plus. Rozrosło się, ma wieżowce. Nie umiem już znaleźć ulic, po których chodziłem, rozpoznaję tylko Zaułek Bernardyński i Skopówkę. A wszystko poza tym, to są zupełnie nowe ulice, nowe rozwiązania, nowe przejścia, nowe budynki. Gratuluję bardzo władzom Wilna i rządowi Litwy, że umieją tak dbać o swoją stolicę” – podkreśla ks. kardynał.

Wspomnienia kardynała Gulbinowicza wiążą się przede wszystkim z kościołem św. Jakuba, w którym został ochrzczony, a po latach przyjęty do seminarium przy tym samym kościele. Opowiada też o innej świątyni – niedużej, ale stanowiącą wielki obiekt sakralny – kościele św. Krzyża, w którym znajdował się słynny obraz Matki Boskiej uzdrowienia chorych.

„Byłem w 6 klasie. Kucharka mojej ciotki miała koleżankę, która prowadziła dom u zamożnej rodziny żydowskiej, właścicieli sklepu z konfekcją damską w Wilnie. Pewnego dnia do naszej Agatki – bo tak miała na imię kucharka ciotki – przyszła ta koleżanka i opowiedziała, że jej pani ciągle płacze. Otóż lekarze odmówili już leczenia jej męża, czyli „postawili na nim krzyżyk”. Agatka powiedziała na to: Niech on pójdzie do Bonifraterów (bo tak w ludach prostych nazywano ojców Bonifratrów), tam jest Matka Boska uzdrowienia chorych. Ona Żydówka, on Żyd, pewnie się dogadają” – przypomina ks. kardynał historię z dzieciństwa.

„Dziś myślę – jaka Agatka była wyrobiona religijnie! Wiedziała, że nie ma różnicy u Boga – człowiek jest taki, czy inny. Teraz papież Franciszek stale powtarza, że Bóg od miłosierdzia się nie męczy”.

Rada kucharki Agatki poskutkowała – po jakimś czasie młody Henryk Gulbinowicz, który był ministrantem w kościele św. Krzyża, dowiedział się, że w kościele zostanie zainstalowane ogrzewanie. Był to dar od człowieka, który doświadczył łaski uzdrowienia.

Ksiądz kardynał wspomina, że jeszcze wiele razy w życiu znalazł się w sytuacji, gdy Bóg przemawiał do niego ustami zwykłych ludzi. Jedna z tych historii, jak mówi, zapadła mu w pamięć na całe życie.

„W roku 1953 studiowałem na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a jednocześnie byłem kapłanem u sióstr. Rano szedłem odprawiać u nich mszę, gdy zatrzymała mnie pewna pani, jak się okazało, sprzątaczka w urzędzie wojewódzkim w Lublinie, i zapytała – Czy ksiądz słyszał, że Stalin umarł. I patrząc mi w oczy powiada – Czy ktoś za jego duszę się pomodli? We mnie jakby piorun strzelił. Jaką ona miała wiarę w Miłosierdzie Boże! Poruszony jej głęboką wiarą, powiedziałem, że idę do zakonu odprawić Mszę Św., odprawię ją za niego. I odprawiłem”.

PODCASTY I GALERIE