Mokrzecka nowym prezesem PKD: Będę dążyła do większej otwartości klubu

"Pół żartem, pół serio chcę powiedzieć, że chciałabym, aby Polski Klub Dyskusyjny nie był postrzegany jako stricte męski klub, gdzie przychodzą faceci w garniturach, bo tak o nas czasem się mówi. Będę dążyć do większej otwartości naszej organizacji" - zapowiada dziennikarka zw.lt i Radia Znad Wilii, działaczka społeczna Ewelina Mokrzecka, która została nowym prezem PKD. Tradycyjnie prezes klubu wybierany jest na roczną kadencję.

Ewelina Mokrzecka
Mokrzecka nowym prezesem PKD: Będę dążyła do większej otwartości klubu

Fot. Roman Niedźwiecki

Małgorzata Kozicz, zw.lt: Nie chcę zaczynać od pytania o płeć, ale siłą rzeczy się nasuwa – na Wileńszczyźnie wiele jest aktywnych kobiet, ale mało z nich zajmuje eksponowane stanowiska, jest liderami opinii. Pierwsza kobieta – prezes PKD i ogólnie jedna z niewielu kobiet na czele opiniotwórczych organizacji Wileńszczyzny – co dla Ciebie oznacza ten wybór?

Ewelina Mokrzecka: To dla mnie ogromne wyróżnienie, ale też odpowiedzialność. W szczególności, że moi poprzednicy – Mariusz Antonowicz, Artur Zapolski, Andrzej Pukszto, Grzegorz Miłoszewicz – byli naprawdę bardzo dobrzy w pełnieniu swoich obowiązków. Wybór był prawie jednogłośny, przeciwko była zaledwie jedna osoba, co też jest dobre. Jesteśmy kilkudziesięcioosobową organizacją, ale każdy z członków ma inne poglądy w wielu kwestiach. Gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania (śmiech). To bardzo polskie, ale w polskich organizacjach na Litwie mało znane.

Zawsze inspirowały mnie silne kobiety, szczególnie te, które miały pod górkę – np. Maria Skłodowska-Curie czy Mileva Marić oraz moja babcia Anna Aleksandrowicz. Z wykształcenia polonistka, matka trójki dzieci. Od zawsze życie rodzinne dzieliła pomiędzy szkołą, a działalnością społeczną. Inspirowała mnie tym. Wyobraź sobie, że nawet dzisiaj mając prawie 80 lat babcia w ubiegłym roku wyszła z inicjatywą ustanowienia tablicy upamiętniającej ofiary pożaru w Mejszagole, a przed kilkoma laty zadbała o renowację pomników powstańców na cmentarzu w Korwiu.

Ostatnio również poznałam inne silne kobiety z Wileńszczyzny i to dodaje otuchy. Bałam się, że połączenie macierzyństwa z pracą będzie trudne. Mam obawy również co do połączenia prezesostwa, pracy i macierzyństwa, ale ,,chcieć, to móc’’, to moje życiowe credo. Poza tym wsparcie męża, rodziny i silnych kobiet o których wspomniałam, jest bardzo ważne.

W Twojej ocenie, w jakim momencie obejmujesz prezesowanie PKD? Czym jest dzisiaj ta organizacja w życiu społecznym, obywatelskim Wileńszczyzny?

To będzie trudny rok m.in. ze względu na 100. rocznicę niepodległości Litwy i Polski. Planujemy wiele wydarzeń. Pod koniec stycznia otworzymy sezon dyskusyjny. Pierwsza impreza PKD z okazji obchodów rocznicowych odbędzie się w lutym w Piano Mann, więcej szczegółów na razie nie zdradzę, ale mogę powiedzieć, że będzie inaczej (śmiech). Wystartujemy z kilkoma nowymi projektami. Pracy będzie zdecydowanie więcej niż przed rokiem.

W PKD jestem od samego początku, jestem współzałożycielką tej organizacji. Miałam roczną przerwę ze względu na urlop macierzyński. Mogę dzisiaj śmiało powiedzieć, że PKD zrobił milowy krok. Z roku na rok się rozwijamy, zaczynamy funkcjonować w coraz szerszej społecznej świadomości. Piszą o nas nie tylko polskojęzyczne media, ale także media litewskojęzyczne, rosyjskojęzyczne i nawet angielskojęzyczne. Na nasze spotkania przychodzi coraz więcej ludzi. My, jako członkowie, również jesteśmy zapraszani zarówno przez władze państwa litewskiego, jak i polskiego na spotkania różnej rangi. I wydaje mi się, że nasz głos jest nie tylko słyszalny, ale i wysłuchiwany. Uważam, więc, że PKD ma rację bytu. Dotąd na mapie wileńskich organizacji nie było takiego tworu. Brakowało platformy do wymiany zdań i prowadzenia dialogu.

Członkowie PKD zazwyczaj podkreślają, że najważniejsze decyzje są podejmowane wspólnie, tym niemniej prezes ma zapewne wpływ na kształt działalności klubu. Jaka jest Twoja wizja tej działalności?
Tak, wszystkie decyzje podejmujemy wspólnie. Bywają różnice zdań, ale zawsze dochodzimy do konsensusu. Nikt, nawet prezes, nie ma możliwości narzucenia czegokolwiek innym członkom. Pół żartem, pół serio chcę powiedzieć, że chciałabym, żeby PKD nie był postrzegany jako stricte męski klub, gdzie przychodzą faceci w garniturach, bo tak o nas czasem się mówi (śmiech). Będę dążyć do większej otwartości naszej organizacji. Nieraz słyszę – zresztą koledzy też – że ktoś do nas nie przychodzi, bo się boi. Czego się boi? Na przykład zrobienia zdjęcia, które się znajdzie w mediach. Obawy mają najczęściej nauczyciele, pracownicy placówek samorządowych. Mam teraz okazję, więc się zwrócę do obawiających się – nie warto się bać. Zapewniam, że w przypadku ewentualnego zwolnienia z pracy, upomnienia z naszego powodu – stawimy się za Panią/Panem, zapewnimy bezpłatną i skuteczną pomoc prawną. Wśród członków PKD jest bardzo wielu prawników, więc proszę się czuć bezpiecznie. Poza tym dość często padają pytania o udział w dyskusjach i spotkaniach organizowanych przez PKD. Szanowni Państwo, udział we wszystkich naszych wydarzeniach jest bezpłatny, zapraszamy wszystkich chętnych!

To pewnie tyle, jeżeli chodzi o bieżące kwestie techniczne. Dodam, że zależy mi również na przyciągnięciu młodych ludzi oraz pokazanie, że polska organizacja na Litwie może być apolityczna i atrakcyjna!

W tej czy innej roli jesteś obserwatorką i kronikarką Wileńszczyzny już od wielu lat. Czy Twoim zdaniem Wileńszczyzna, Polacy na Litwie się zmieniają? W jakim kierunku?

Trudne pytanie i oczywiście, Wileńszczyzna się zmienia. Zmieniają się również Polacy. Zmianą jest chociażby powołanie PKD. Nie można natomiast generalizować i wrzucać litewskich Polaków do jednego worka. Nie ma tu jedności o której od wielu lat grzmią polscy politycy na Litwie. Mamy młodych Polaków, którzy się radykalizują w kierunku prawicy, ale są też Polacy, którzy rezygnują ze swojej polskości i się asymilują. Są Polacy, którzy podtrzymują polskie tradycje, ale są na bakier z polityką i nie biorą udziału w życiu społeczno-kulturalnym Wileńszczyzny. Są Polacy, którzy działają w AWPL-ZChR, ZPL, ale są też Polacy, którzy działają w partiach ogólnokrajowych. Jesteśmy różni i to jest piękne!

Powracając do pytania, uważam, że zmiany na Wileńszczyźnie generalnie mają wartość dodatnią. Weźmy scenę muzyczną: Ewelina Saszenko, Katarzyna Zvonkuvienė, ale też tzw. underground, gdzie wileńscy Polacy mają swoich fanów. Mówię tu nie tylko o Will’N’Ska, Kite Art, Black Biceps, ale też o fenomenalnym – w moim odczuciu — zespole Lady Gothenburg, tworzonym przez braci Łowczyków. Polacy też świetnie sobie radzą na deskach najlepszych litewskich teatrów. Agnieszka Rawdo, która swoje pierwsze kroki stawiała w Polskim Studiu Teatralnym, zagrała Julię w spektaklu litewskiego reżysera światowej sławy Oskarasa Koršunovasa. W teatrze Koršunovasa gra Oskar Wygonowski i świetnie sobie radzi. Aktorka Jovita Jankelaitytė, pochodząca z Solecznik Polka, jest obecnie uznawana za jedną z lepszych aktorek 20-kilkulatków. Życie kulturalne wre, a Polacy je uzupełniają, ale nie tylko… W ubiegłym roku Antoni Mikulski został szefem Służby ds. Zwalczania Przestępstw Finansowych (FNNT). Nigdy nie ukrywał swojego pochodzenia, a Litwini darzą go szacunkiem. Andrzej Maciejewski jest sędzią Sądu Najwyższego. Jeżeli otworzymy drzwi świata biznesu, zobaczymy tam wielu Polaków, m.in. Zbigniew Gulbinowicz, szef BlueBridge i jeden z najbogatszych biznesmenów w naszym kraju, Anna Złotkowska – szefowa Izovoltas. To wszystko dowodzi, że możemy naprawić statystykę, która mówi, że pod względem wykształcenia Polacy nadal są tylko przed Romami.

PODCASTY I GALERIE