Wilno i Wileńszczyzna
Małgorzata Kozicz

Mistrz olimpijski Władysław Kozakiewicz w Solecznikach: Mam ten wileński charakter

"Jestem naprawdę dumny, że pochodzę z tego regionu. Tak mówię nie dlatego, aby usiąść i powiedzieć "To moje miejsce". Nie, to jest coś więcej niż słowa" - mówił mistrz olimpijski w skoku o tyczce Władysław Kozakiewicz podczas swojego dzisiejszego pobytu w rejonie solecznickim. Wybitny sportowiec, który przeszedł do historii jako autor słynnego "gestu Kozakiewicza", odwiedza swoje rodzinne strony po dwudziestoletniej przerwie. Urodzony w Małych Solecznikach Kozakiewicz opuścił Litwę ponad 60 lat temu, kiedy jako niespełna czteroletni chłopiec z rodziną wyjechał do Polski.

Mistrz olimpijski Władysław Kozakiewicz w Solecznikach: Mam ten wileński charakter
Fot. Małgorzata Kozicz

„Tu jest tak dużo miłych ludzi. W Polsce jest już inaczej. Ja osobiście uważam, że mam ten charakter wileński. Cieszę się, że jest was aż tak dużo tutaj, że jesteście takim miejscem polskim. Ja się czuję taki sam jak wy. Jestem naprawdę niesamowicie zaskoczony tym, że tutaj mogę poczuć się prawdziwym Polakiem, Wilniukiem. Wiem, że w dzisiejszych czasach przyjazd nie jest problemem – są samoloty, samochody – ale wciąż cieszę się, że mogę tu być” – powiedział Władysław Kozakiewicz, który swoje sentymentalne zwiedzanie rejonu solecznickiego rozpoczął od spotkania w Samorządzie Rejonu Solecznickiego.

Witając gościa mer Zdzisław Palewicz podkreślił, że Soleczniki są dumne ze słynnego rodaka.

„Dla mnie ta wizyta jest bardzo ważna, bo takie powroty są nie tylko sentymentalne. To także relacje między nami, między krewnymi, ale też społecznością rejonu solecznickiego z wybitnymi ludźmi, relacje, które przekładają się potem przede wszystkim na mocniejszą łączność wszystkich naszych ziomków” – komentował w rozmowie z zw.lt Zdzisław Palewicz.

„To jest ważne, o to się staram, żeby wszyscy, którzy pochodzą z rejonu solecznickiego, powracali. To są ludzie mieszkający w różnych zakątkach świata, budujący własne życie, ale tak samo budujący te kraje czy wspólnoty, w których mieszkają. Ich powroty wzmacniają też naszą wspólnotę, budują dumę, że to są nasi ludzie, że nasi ludzie potrafią” – zauważył mer rejonu solecznickiego.

„Nie ukrywam, że są pewne perspektywy. Z pierwszych rozmów wynika, że pan Władysław Kozakiewicz jest zainteresowany powrotami, to człowiek pełen pomysłów, entuzjamu, być może wspólnie coś zorganizujemy, zrobimy. To mnie cieszy i o to mi chodzi – żeby poprzez ludzi rozwijać rejon, promować rejon i robić coś dobrego dla dzisiejszej społeczności” – zaznaczył Zdzisław Palewicz.

Fot. Małgorzata Kozicz

Inicjatorami przyjazdu Władysława Kozakiewicza na Litwę są Henryk Mażul – wileński dziennikarz i poeta oraz Stefan Kimso, prezes Klubu Sportowego „Polonia Wilno”. Z pomysłem sprowadzenia mistrza olimpijskiego w rodzinne strony nosili się już od dawna. Po raz pierwszy próbowano to zrobić w 2009 roku, w związku z I Światowym Zjazdem Wilniuków, później zaś przy okazji 25-lecia Klubu Sportowego “Polonia Wilno”. Niestety, wówczas zamiary te nie doszły do skutku.

“Nie odpuściliśmy tego tematu i w tym roku, kiedy Polski Komitet Olimpijski świętuje jubileusz swego 100-lecia, zdecydowaliśmy wraz z panem Stefanem Kimsą uczcić ten jubileusz konkursem, żeby sprawdzić wiedzę naszych rodaków na temat polskiego sportu, udziału reprezentantów Polski w zimowych i letnich igrzyskach. Pomyśleliśmy sobie, że skoro jest taki magiczny jubileusz z tą setką, to uhonorowanie laureatów tego konkursu też powinno być magiczne. Wpadliśmy na pomysł, aby jeszcze raz spróbować zaprosić pana Władysława. Ku własnemu miłemu zaskoczeniu zyskaliśmy akceptację” – wspominał Henryk Mażul.

Władysław Kozakiewicz wręczy nagrody zwycięzcom konkursu podczas jego uroczystego podsumowania, w sobotę (9 listopada) o godz. 10 w Domu Kultury Polskiej w Wilnie. Będzie to również okazja do spotkania z legendarnym mistrzem olimpijskim.

“Podczas pierwszego spotkania w samorządzie, kiedy mer rejonu Zdzisław Palewicz podejmował swego tak drogiego gościa, w pewnym momencie było tak, że pana Władysława wyraźnie zatkało ze wzruszenia. Probowałem śpieszyć z pomocą, ale taki gruz wzruszenia też mi stanął w gardle. Dla mnie to jest naprawdę coś wspaniałego i myślę, że dla pana Władysława ten powrót do stron ojczystych, które opuścił mając niespełna 4 lata, to jest wielka sprawa. Szczerość tego wszystkiego jest spontaniczna, i ona jest tu najważniejsza” – podkreślił Henryk Mażul.

Fot. Małgorzata Kozicz

Podczas podróży po rejonie solecznickim Władysław Kozakiewicz odwiedził między innymi swoją kuzynkę Wandę Borys, córkę brata jego mamy. Był w Jaszunach i Turgielach, w muzeum Anny Krepsztul, oglądał Republikę Pawłowską.

Wzruszającym momentem było odwiedzenie miejsca, gdzie stał dom rodzinny sportowca. Pytany, jakie uczucia przeżywa podczas tej wizyty, olimpijczyk odparł:

„To są największe uczucia, jakie ja posiadam. Mój początek, początek całej mojej rodziny. To są Soleczniki. Ja jestem Wilniukiem, czyli stąd. Moja rodzina od zawsze mieszkała pod Wilnem, nawet nie wiem, od którego pokolenia. Nie przypuszczam, że byliśmy hrabiostwem, bardziej ludźmi z roli, ale to dlatego jesteśmy mocni, nie do złamania. Jesteśmy otwartymi, miłymi, kochanymi ludźmi, ludźmi stąd”.

Fot. Małgorzata Kozicz

Władysław Kozakiewicz uważa, że tak jak jego przodkowie ma prawdziwy kresowy charakter.

„Kultowy film “Sami swoi” – to jest charakter! No to właśnie jestem podobny do nich. Nie odpuszczam niczego, jeżeli coś mam w planach, to robię na maksimum. Udawało mi się przez 10 lat być najlepszym tyczkarzem świata, a przez 15 lat należeć do światowej czołówki, to jest to, czym się człowiek może delektować. A jeżeli robi się to, co jest najprzyjemniejsze, a w dodatku jest się w tym najlepszym na świecie, może to być narkotyk” – wyznał Kozakiewicz.

Jak dodał, obecnie jest tak szczęśliwy, że nie ma już marzeń. Chciałby jedynie przeżyć do 90-tki, tak jak jego mama i babcia.

Chociaż Małe Soleczniki mistrz olimpijski pamięta przede wszystkim z opowieści swoich rodziców, to, jak przyznaje, gdzieś „z tyłu głowy” jest pamięć tego miejsca. „Kiedyś przyjechałem tutaj przypadkowo na zawody i poszedłem prostą drogą do domu. Nie wiem, skąd to wiedziałem” – wspomina.

Kozakiewicz nie wyklucza, że jeszcze niejednokrotnie wróci na Litwę. „Szukam działki, gdzie by tutaj postawić mały drewniany domek. Coś takiego się zawsze marzy. Cała Europa jest w tej chwili otwarta, można wsiąść w samolot i za kilka godzin być w dowolnym miejscu. A człowiek wraca do korzeni”.