Wilno i Wileńszczyzna
Krystyna Juckiewicz

Mirosława Šeibokienė: Sztuka jest najlepszym lekiem na depresję i stres

„Wielu artystów jest zapomnianych. Może to i dobrze, bo w ten sposób Bóg ich chroni. Kiedy artysta jest zbyt mocno wypromowany, a jego prace przynoszą duże pieniądze, to bardzo często traci coś z człowieczeństwa” - mówi w rozmowie z zw.lt Mirosława Šeibokienė, Polka z Wilna, która przez wiele lat pracowała jako architekt, a ostatnio oddaje się pasji malarstwa. Jej mieszkanie na wileńskiej Starówce, które jest również studiem malarskim, przypomina galerię artystyczną i jest zaliczane do jednych z najbardziej stylowych w mieście. W sobotę po godz. 11 wywiad zostanie wyemitowany na antenie Radia "Znad Wilii".

Mirosława Šeibokienė: Przez 20 lat pracowałam jako architekt. Miałam duże projekty. Jednak w pewnym momencie malarstwo zastąpiło architekturę. Jest to sztuka, która tworzy przestrzeń i łączy inne dziedziny. Natomiast malarstwo jest czymś podobnym do poezji w literaturze. Lubię malować w ciszy, w samotności. Jest to taka sakralna działalność, która wymaga prywatności.

Krystyna Juckiewicz: Czy muzyka pomaga w tworzeniu?

Mirosława Šeibokienė: Kiedy tworzyłam projekty architektoniczne lub projektowałam wnętrza, zawsze towarzyszyła mi jakaś muzyka. Słuchałam klasyki, jazzu i muzyki współczesnej. Czasami się mówi, że malarze i architekci najlepiej znają się na muzyce. Nawet lepiej niż sami muzycy, bo każdy z nich funkcjonuje w obrębie jakiegoś gatunku. Ktoś zajmuje się klasyką, ktoś rockiem, a ktoś jazzem. Natomiast nasz wachlarz jest bardzo szeroki. Bardzo często jesteśmy w stanie odróżnić, gdzie było wykonanie profesjonalne, a gdzie tylko przysłowiowe trzy akordy. Chociaż w takim rocku te trzy akordy bardzo często dają dobry efekt. Rock działa na masy. Podobnie działa architektura, malarstwo czy projektowanie wnętrz. Czasami dla średnio statystycznego człowieka wystarczą trzy elementy, a tylko dla nielicznych, którzy mają bardziej bogaty świat wewnętrzny, tych kilku elementów nie wystarcza. Dlatego zawsze doradzam, aby nie zatrzymywać się na dokonanym, tylko ciągle się kształcić. W dzisiejszym świecie mamy jednak inny problem, w tym natłoku informacji nie zawsze jesteśmy w stanie odróżnić wiedzę prawdziwą od nieprawdziwej.

Krystyna Juckiewicz: Czy duchowość jest dla artysty ważna

Mirosława Šeibokienė: Nie. Piszę czasami recenzję dla innych malarzy i po pracach od razu widzę, co to jest za człowiek. Gdzie jest alkoholik, gdzie esteta. Wszystko zależy od odbiorcy, który szuka dla siebie odpowiedniego przekazu. Ktoś szuka malarstwa estetycznego, ktoś mistycznego czy gotyckiego. Niemożliwością jest, żeby ktoś tworzył dla wszystkich.

Krystyna Juckiewicz: Jak jest w Pani przypadku?

Mirosława Šeibokienė: Teraz jest rozpowszechnione takie podejście, że malarz tworzy dla siebie. Coś, co czuje. Po prostu. Jednak w przeszłości było inaczej. Były zamówienia z kościoła lub od bogatych klientów. To było po prostu rzemiosło. Teraz podejście zmieniło się. Sztuka stała się taką jakby autoterapią. Na Zachodzie, w Unii Europejskiej, widzimy takie tendencje, że państwo lub instytucje wspierają różne artystyczne projekty, aby ludzie mieli zajęcie. Natomiast takich artystów, którzy pracują na zamówienie, zostało ok. 5 proc.

Krystyna Juckiewicz: Kiedy najlepiej się maluje?

Mirosława Šeibokienė: Kiedy jest sytuacja stresowa. Sztuka jest najlepszym lekiem na depresję i stres. Jest lekiem od szarej codzienności. Czasami wychodzisz na ulicę i najczęściej pod kościołem widzisz tych zatraconych ludzi. Sytuację ratuje młodzież, która być może traci pieniądze swoich rodziców, ale jest świeża i piękna.

Krystyna Juckiewicz: Wśród pani prac są abstrakcje oraz portrety. Jak powstają portrety? Czy skupia się Pani na jednej osobie, czy łączy kilka?

Mirosława Šeibokienė: Zawsze staram się w obrazie zachować drugie dno. Im więcej jest schowanej treści, tym więcej powstaje pytań u odbiorcy. Zaczynają zastanawiać się, myśleć. Poza tym moje portrety nie są związane z konkretnymi osobami. Bardzo często maluję portrety postaci mitologicznych. Oczywiście, za tą mitologiczną postacią kryje się ktoś rzeczywisty. Jednak nigdy nie mówię, na jakiej żyjącej postaci się wzorowałam. To jest moja tajemnica.

Krystyna Juckiewicz: Z pewnością ogląda pani dużo obrazów. Czy da się określić, który obraz jest wartościowy?

Mirosława Šeibokienė: Dzisiaj bardziej działa PR. Są twórcy, którzy są po prostu lepiej rozpropagowani. Więc ludzie, którzy chcą wydać pieniądze na obraz, bardzo często stosują takie kryterium wyboru. Obraz nieznanego artysty może zaskoczyć tylko osoby z większą dawką empatii. W pozostałych przypadkach najczęściej to jest po prostu inwestycja pieniężna. To dotyczy również innych dziedzin. Jest sporo zdolnych muzyków zapomnianych. Ich prace zwyczajnie umierają. Może to i dobrze, bo w ten sposób Bóg ich chroni. Kiedy artysta jest zbyt mocno wypromowany, a jego prace przynoszą duże pieniądze, to bardzo często traci coś z człowieczeństwa. Czuje się lepszy od innych. Wywyższa się nad innymi. Wielkie wrażenie zrobił na mnie film Jima Jarmuscha „Only Lovers Left Alive”. Gdzie jeden z bohaterów, gdzieś w Maroko słucha śpiewu dziewczyny i mówi: ,,To dobrze, że nikt się o niej nie dowie. Kiedy zna ją niewielka liczba osób, jej duszą jest czysta”. To dotyczy malarstwa, muzyki. Ludzie są jak stado baranów. Idą tam, gdzieś ktoś coś rozreklamuje.

Krystyna Juckiewicz: Czy malarz powinien śledzić trendy w malarstwie?

Mirosława Šeibokienė: Zależy od człowieka, ale sadzę, że dla większości to nie jest zbyt ważne, co ktoś robi. Najważniejsze jest bycie sobą. Musi pozostać indywidualnością. Jeśli zacznie wzorować się na kimś, to będzie nie tworzyć, a kopiować. Niestety nie wszystkim to się udaje.

Krystyna Juckiewicz: Czy da się przeżyć z malarstwa?

Mirosława Šeibokienė: Zależy od malarza. Jeśli jest wypromowany to tak. Kiedy nie jesteś znany to bywa bardzo ciężko i trzeba szukać dodatkowej pracy. Dlatego piszę recenzje malarskie.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!