Maryla dała czadu!

Wieczór największych przebojów, koncert rockowy i swojska wileńska biesiada w jednym - czyli mieszanka wybuchowa. Maryla Rodowicz w Wilnie po raz kolejny udowodniła, że zasłużenie nazywana jest królową polskiej sceny.

Małgorzata Kozicz

Na sobotnim koncercie w stołecznej Pramogų arenie bawił się tłum – dawno na żadnym koncercie polskiego wykonawcy nie było takiej frekwencji.

„Zagram dzisiaj wszystko, co zechcecie. Jeśli znacie jakieś moje piosenki, po prostu krzyknijcie tytuł i zagram to dla was” – powiedziała na początku koncertu piosenkarka.

Tego wieczoru zabrzmiały kawałki najbardziej kochane przez wileńską publiczność. Burza oklasków i potężny chór głosów śpiewających „Ale to już było”, Kolorowe jarmarki”, „Niech żyje bal” oraz dziesiątki innych przebojów to najlepsze dowody sympatii i miłości, którą widzowie w Wilnie niezmiennie żywią do Maryli Rodowicz.

Ona zaś wie, co się podoba publiczności. Oprócz swoich sztandarowych szlagierów piosenkarka przejmująco zaśpiewała „Koni priwieriedliwyje” Władimira Wysockiego, a na zakończenczenie koncertu uraczyła biesiadną nutą – cała widownia zaciągała zgodnie „Przybyli ułani” i „Hej, sokoły”.

Maryla kilkakrotnie zapraszała na scenę ludzi z widowni i za każdym razem znajdowali się chętni zaśpiewania i zatańczenia u boku primadonny.

Szczególną ozdobą koncertu stała się muzyka w wykonaniu zespołu Maryli Rodowicz: Kamila Barańskiego (klawisze), Michała Czwojdy (perkusja), Łukasza Dudewicza (gitara basowa), Michała Majerczyka (gitara) i Zbyszka Krebsa (gitara). Wokalistki Natalia i Patrycja odegrały rolę nie tylko chórków, lecz także „dopalaczy”, które jeszcze bardziej podkręcały publiczność do zabawy.

Zobacz Więcej
Zobacz Więcej