Wilno i Wileńszczyzna
Małgorzata Kozicz

Marcin Łapczyński: Wyjeżdżam z Litwy z poczuciem dobrze spełnionej misji

„Wyjeżdżam z Litwy w poczuciu dobrze spełnionej misji, która była trudna i pełna wyzwań, ale też przynosząca wiele satysfakcji. Nie na wszystko starczyło sił, środków i czasu, ale myślę, że mimo wszystko były to cztery dobre lata dla Instytutu” - mówi w rozmowie z zw.lt dyrektor Instytutu Polskiego w Wilnie Marcin Łapczyński, który z końcem grudnia kończy swoją czteroletnią kadencję na tym stanowisku.

Małgorzata Kozicz, zw.lt: Cztery lata to mnóstwo wydarzeń i imprez kulturowych, w tym wielu bardzo wyjątkowych. Co uważa Pan za swój największy sukces?

Marcin Łapczyński: To trudne pytanie, bo ciężko jest się chwalić będąc skromną osobą (uśmiecha się). Ale myślę, że wspólnie ze wszystkimi kolegami w Instytucie udało nam się doprowadzić do tego, że polska kultura jest dostępna nie tylko w Wilnie, ale w całej Litwie. Że ma ona doskonałą opinię i markę, że jest wyczekiwana i dobrze odbierana. Że wizerunek współczesnej Polski na Litwie znacząco się poprawił. Porządkując wszystkie dokumenty, sporządziłem drobne statystyki. Okazało się, że w ciągu czterech lat zorganizowaliśmy ponad 500 różnego rodzaju projektów w ponad 25 miejscowościach Litwy. To pokazuje, że udało się znacznie rozszerzyć zakres i geografię działalności Instytutu. Obok tej tradycyjnej kultury – jak muzyka, sztuki wizualne, teatr – wprowadziliśmy wiele nowych elementów, których wcześniej nie było, a które są bardzo dobrze przyjmowane. Były zatem projekty poświęcone polskiej modzie, dużo projektów poświęconych polskiemu designowi, czy architekturze – tej współczesnej, ale także tej modernistycznej z okresu międzywojennego. Były projekty promujące polską kuchnię – przybliżyliśmy litewskim czytelnikom kulinarne atrakcje Warszawy, Trójmiasta czy Łodzi. Były gry komputerowe i animacja – słowem, wiele nowych obszarów. Z tego jestem bardzo zadowolony i cieszę się, bo pozwoliło nam to otworzyć się na nową publiczność, przyciągnąć do Instytutu ludzi młodych.

Kiedy się spotkaliśmy na początku mojej kadencji podkreślałem, że bardzo zależy mi na tym, aby Instytut sukcesywnie rozszerzał swoją działalność i przyciągał nową publiczność, bo nie można stać w miejscu, trzeba podążać za tym, co jest popularne, z chęcią przyjmowane i odbierane, co ludzi interesuje. Dlatego też o wiele chętniej pokazywaliśmy to, czego oczekiwała od nas publiczność, niż to, co sami uważaliśmy za ciekawe.

Marcin Łapczyński/Fot. Joanna Bożerodska

Było też kilka momentów, które będę pamiętał do końca życia, z których jestem bardzo dumny. To na przykład fakt rozpoczęcia rzeczowego, pozbawionego negatywnych emocji, polsko-litewskiego dialogu na tematy trudne. Konferencja o Józefie Piłsudskim w grudniu 2017 roku to był chyba ten moment przełomowy. Moment, w którym mimo wielu obaw, emocji, które towarzyszyły temu wydarzeniu, udało nam się razem z IPN oraz Instytutem Historii Litwy oraz wieloma partnerami z obu krajów, posadzić w symbolicznym miejscu – Ratuszu Wileńskim – przy jednym stole i Polaków, i Litwinów. Po to, żeby porozmawiali o postaci, która wciąż budzi bardzo wiele emocji na Litwie, ale w Polsce zresztą też. Wydaje się, że dzięki tej konferencji, udało nam się stworzyć atmosferę porozumienia i chęci do rozmowy. Potem kontynuowaliśmy cykl „Bez emocji” trzema dyskusjami w Kownie, w Wilnie i w Warszawie na temat polsko-litewskich stosunków w okresie międzywojennym. Tematów trudnych jest więcej – w przyszłym roku przypada 100. rocznica Bitwy Warszawskiej, wydarzenia bardzo ważnego także dla historii Litwy, toteż mam nadzieję, że cykl rozmów polsko-litewskich „Bez emocji. Polsko-litewski dialog o…” będzie kontynuowany.

Fot. Joanna Bożerodska

2018 rok to też bogaty program poświęcony 100. rocznicy odzyskania Niepodległości przez Polskę i Litwę. Wspólnie z partnerami w obu krajach, dzięki ogromnemu wsparciu Instytutu Adama Mickiewicza, udało nam się zorganizować ponad 30 dużych projektów. Bardzo chciałem, by nasz program opierał się na wspólnym świętowaniu, na rozmowie o miejscach, wydarzeniach i postaciach ważnych dla obu narodów. Dlatego też na Litwie odbyła się wystawa „Litwo, Ojczyzno moja… Adam Mickiewicz i jego poemat Pan Tadeusz”, w Kownie zaś projekt poświęcony Witkiewiczom. Oba projekty trafiły do finału konkursu „Wydarzenie Historyczne Roku”. Przypomnieliśmy postać brata Józefa – Bronisława Piłsudskiego, który między innymi dzięki naszej wystawie w Wilnie, trafił na łamy gazet, do codziennych rozmów. Powstają kolejne wystawy w Polsce i na świecie, są publikacje, albumy poświęcone jego pracy etnografa, muzealnika, odkrywcy i badacza ludu Ajnów. Był też Michał Romer, czy Tadeusz Romer, ambasador RP w Japonii, którego chcieliśmy przywrócić do narracji towarzyszącej historii „wiz życia” wydawanych w Kownie przez Chiune Sugiharę. Wystawę o ambasadorze, przygotowaną przez dr Olgę Barbasiewicz prezentowaliśmy już w Wilnie, Kownie, Rakiszkach a nawet w Tokio. Zaprosiliśmy też do dyskusji o braciach Narutowiczach, o Oskarze Hansenie, Czesławie i Oskarze Miłoszach.

W trakcie mojej kadencji przypadło też 20-lecie Instytutu Polskiego. Weszliśmy w kolejne dwudziestolecie, podsumowaliśmy to, co się udało zrobić. Tych pozytywnych momentów, które będę wspominał, jest bardzo wiele.

20-lecie Instytutu Polskiego/Fot. Joanna Bożerodska

Podczas naszego pierwszego wywiadu powiedział Pan, że chce, aby Litwinom Polska kojarzyła się nie tylko z tanimi zakupami. Widać gołym okiem, że to się zaczyna zmieniać – Festiwal Filmu Polskiego przyciąga coraz więcej widzów, Litwini czytają przekłady polskich książek, przychodzą na koncerty, i tak dalej.  Czym udaje się najbardziej przemówić do Litwinów, co z obszaru polskiej kultury interesuje ich najbardziej?

Staramy się zawsze, żeby nasza oferta była jak najbardziej różnorodna, by każdy moógł znaleźć coś dla siebie. Na tym też mi bardzo zależało – żeby wszystkie obszary były równorzędnie reprezentowane w naszej działalności, bo takie są gusta i takie są oczekiwania naszych odbiorców. Festiwal Filmu Polskiego to ewenement nie tylko na skalę litewską, ale też na skalę światową. Wiele instytutów organizuje przeglądy polskiego filmu za granicą, ale myślę, że nasz festiwal, który w przyszłym roku będzie obchodził 20-lecie, jest jednym z największych i najbardziej prestiżowych, najchętniej odwiedzanych festiwali. W ciągu ostatnich czterech lat udało nam się ponad trzykrotnie zwiększyć widownię – w tym roku rekordowe 9 tysięcy osób wybrało się na polskie filmy. To pokazuje, że kino jest jednym z tych najbardziej popularnych obszarów polskiej kultury na Litwie. To, że Instytut 20 lat temu zdecydował się na organizację najpierw Tygodnia Filmu Polskiego, potem festiwalu, pokazało też środowisku filmowemu na Litwie, że polskie kino jest warte uwagi. W ślad za naszym przykładem większość litewskich festiwali wprowadziła do swoich programów polskie produkcje. Były takie lata, że festiwal „Kino pavasaris” pokazywał aż 18 polskich filmów. Większość przy pełnej widowni. Polscy twórcy są nagradzani na Litwie. I nie mówię tu tylko o maestro Krzysztofie Zanussim, który co roku gości na Litwie, ale także o młodych twórcach – Janie P. Matuszyńskim, Zofii Kowalewskiej, czy Agnieszce Smoczyńskiej.

Fot. Joanna Bożerodska

Polski teatr jest bardzo wyczekiwany na Litwie. Wielokrotnie słyszałem zarzuty, że właśnie teatru w naszej działalności jest zbyt mało. Ale trzeba mieć na uwadze to, że sprowadzenie na Litwę dużego teatru z poważnym przedsięwzięciem to naprawdę ogromne koszty i bez wsparcia z zewnątrz – czy to firm prywatnych, czy instytucji państwowych – Instytut sam nie byłby w stanie zaprosić na Litwę Krzysztofa Warlikowskiego z „Kabaretem Warszawskim”, czy „Dziadów” śp. Eimuntasa Nekrošiusa z Teatru Narodowego. Ale udało się i widzimy, że te duże projekty teatralne też są bardzo popularne. Bardzo popularne są także projekty muzyczne. Nie tylko muzyka klasyczna, ale też jazzowa. Widzimy, że jest popularna nie tylko w Wilnie, ale i w Kownie, i w Taurogach. Wielokrotnie polscy muzycy grali podczas prestiżowej gali otwarcia podczas Kaunas Jazz – tak było z koncertem z okazji Roku Moniuszki. Polska kultura jest obecna na Litwie, jest bardzo popularna, i praktycznie wszystkie obszary są dobrze przyjmowane przez publiczność.

Polska zaczyna też istnieć jako kierunek turystyczny w świadomości Litwinów. Wygląda na to, że przestaje być krajem tranzytowym. Czy jako Instytut macie namacalne dowody, że tak jest rzeczywiście?

Niestety, statystyki nie zawsze odróżniają przyjazdy turystyczne od zakupowych, których nadal jest bardzo dużo. Widzimy jednak, że coraz więcej Litwinów jeździ do Polski nie tylko na zakupy, i na tym też mi bardzo zależało. Jako Instytut Polski wspólnie z Polską Organizacją Turystyczną, ale też litewskimi partnerami, litewskimi mediami, staraliśmy się do tego zachęcać. Co roku organizujemy duże kampanie promujące Polskę jako miejsce pełne atrakcji turystycznych. Były plakaty na ulicach Wilna i Kowna, a w ostatnich latach konkurs fotograficzny „Wakacje w Polsce”, który przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania – w tym roku ponad 500 osób przesłało nam zdjęcia ze swoich pobytów w Polsce.

Fot. Joanna Bożerodska

Staramy się pokazywać różne aspekty wyjazdów do Polski. Wspólnie z kwartalnikiem „Beatos virtuvė“ już trzy lata promujemy atrakcje kulinarne polskich miast i regionów. To jest projekt, z którego jestem bardzo zadowolony. Widzimy, że ludzie specjalnie jeżdżą do Warszawy, Łodzi, czy Trójmiasta i z naszym przewodnikiem kulinarnym w ręku odwiedzają miejsca polecane przez dziennikarki, dzieląc się potem wrażeniami w internecie, czy w mediach. Pracujemy także z telewizją publiczną LRT. Na antenie możemy oglądać cały cykl audycji „Stop juosta” o architektonicznych atrakcjach Torunia, Warszawy, Gdyni, za chwilę będą też Katowice, Kraków. Były audycje poświęcone historii – Virginijus Savukynas podróżował trasą zamków krzyżackich i w bardzo ciekawy sposób opowiadał o polskiej i litewskiej historii. Zorganizowaliśmy sporo wizyt studyjnych dla dziennikarzy z mediów turystycznych do wielu miast w Polsce. Rezultatem tych podroży były publikacje, galerie zdjęć zachęcające do wizyt w Polsce.

Powracając do współpracy kulturalnej – jak polscy artyści z różnych dziedzin traktują Litwę? Czy są zainteresowani, aby przyjeżdżać tutaj, pokazywać swoją twórczość litewskiej publiczności, współpracować z partnerami litewskimi?

Litwa jest, niestety, nadal w dużej mierze nieznana w Polsce, mimo że łączyło nas kilkaset lat wspólnej historii, wspólni władcy, wiele wydarzeń i postaci historycznych. Nasza kultura, tożsamość jest dosyć podobna, jesteśmy w tym samym obszarze kulturowym. Wiele nas łączy. Natomiast w Polsce nadal niewiele osób orientuje się, jak wygląda ta współczesna Litwa. Dlatego tym bardziej cieszą przykłady dobrej, wieloletniej niekiedy współpracy Polaków i Litwinów, instytucji kultury, uczelni z obu krajów. Cieszą liczne tłumaczenia literackie. Dzięki Irenie Aleksaitė, Kazysowi Uscile, Birutė Jonuškaitė, Vyturysowi Jarutisowi, Kamilowi Peceli czytelnicy z obu krajów mogą poznawać sąsiadów przez literaturę.

Fot. Joanna Bożerodska

Podtrzymujemy wszystkie te relacje, zachęcamy do nawiązywania nowych partnerstw, pomagamy wspólnym projektom. Jest bardzo wiele instytucji w Polsce, z którymi pracowaliśmy przez te 23 lata – nie tylko w Warszawie, ale także w Krakowie, Poznaniu, Zakopanem, Rzeszowie, Białymstoku, w Łomży, w Lublinie… Praktycznie we wszystkich ośrodkach kulturalnych w Polsce. Z tej współpracy powstało bardzo wiele wartościowych projektów. Jednym z najciekawszych przykładów takiej, wieloletniej już, współpracy jest relacja pomiędzy wileńskim Pałacem Władców a Zamkiem Królewskim na Wawelu i Zamkiem Królewskim w Warszawie. Dzięki tej współpracy praktycznie każda wystawa, która odbywa się w Pałacu Władców, jest organizowana we współpracy z Polską. Tak było z wystawą o Unii Lubelskiej, wystawą poświęconą „Panu Tadeuszowi” i wielu innymi.

Polacy na Litwie  to osobna grupa docelowa, czasem skomplikowana, bo z jednej strony konserwatywna, z innej łaknąca nowości, ale też niezbyt aktywna pod względem frekwencji. Czy staraliście się trafić osobno właśnie do tej publiczności?

Instytut Polski to placówka Ministerstwa Spraw Zagranicznych, której głównym zadaniem jest docieranie do tzw. „zagranicznej” publiczności, kształtowanie wśród nich przychylności dla Polski, dla celów polityki zagranicznej. To także prezentowanie współczesnej Polski ze wspaniałą, bogatą historią i kulturą. Dlatego trzeba wyraźnie powiedzieć, że naszym głównym odbiorcą na Litwie są Litwini. Nie oznacza to jednak, że zamykamy drzwi przed litewskimi Polakami. Wręcz przeciwnie, cieszy nas współpraca z nimi, to, że biorą udział w naszych wydarzeniach. Zawsze staraliśmy się wyciągać do nich rękę. Zdecydowana większość informacji o naszych projektach ukazywała się w językach polskim i litewskim, czasami także w języku angielskim. Zdarzały się przypadki, że języka polskiego nie było z powodów logistycznych, ale były to wyjątki. Cieszę się, że bardzo wielu Polaków zauważyło naszą działalność i korzystało z tego, co prezentowaliśmy. Muszę powiedzieć, że było wiele przypadków, kiedy na Litwie prezentowaliśmy czy to film, czy wystawę, czy koncert, których widownia w Polsce nie miała jeszcze okazji zobaczyć. Wyprzedzaliśmy polskie premiery. Mam nadzieję, że Polacy, którzy mieszkają na Litwie, których bardzo szanuję i podziwiam, korzystali z naszej działalności. Dbałem o to, by Instytut był miejscem otwartym na współpracę. I nadal będzie. To, że na Litwie jest tak wiele instytucji, zespołów, środowisk, które prezentują polską kulturę, jest bardzo cenne. Dom Kultury Polskiej, wiele zespołów, teatry, Polski Klub Dyskusyjny – to jest wartość sama w sobie, a my swoją ofertą jesteśmy wartością dodaną, uzupełniamy ją, staramy się, by była zróżnicowana.

Fot. Joanna Bożerodska

Relacje polsko-litewskie przeżywają obecnie prawdziwy rozkwit. Ludzie kultury współpracowali ze sobą zawsze, niezależnie od kontekstu politycznego. Czy jednak kultura rzeczywiście jest tą soft power, która może się przyczynić także do dobrych relacji politycznych?

Kultura rzeczywiście jest obszarem, który jest najłatwiejszy w promocji. Jest to taki obszar, w którym można obejść się bez zbędnych konfliktów. Obszar, który rozwija się mimo różnych uwarunkowań politycznych, gospodarczych czy militarnych. Głównym zadaniem Instytutu Polskiego jest właśnie tworzenie mostów porozumienia, miejsca do dialogu. Kultura jest podwaliną tego, żeby relacje polityczne i gospodarcze rozwijały się pozytywnie. Rzeczywiście w ostatnim czasie obserwujemy ożywienie polsko-litewskich relacji w każdym obszarze. Cieszy mnie, że element kultury był tym ogniwem, który pomagał politykom obu naszych krajów rozmawiać. Wspomnę tu, między innymi, o projektach poświęconych 450-leciu Unii Lubelskiej, Konstytucji 3 Maja czy rocznicy Chrztu Litwy. Gościliśmy na naszych wydarzeniach marszałków Sejmów obu państw, parlamentarzystów, ministrów kultury, premierów i prezydentów… Prezydent-elekt Gitanas Nausėda, dosłownie kilka dni po wyborach, brał udział w otwarciu wystawy o Unii Lubelskiej w Pałacu Władców. To, że instytut jest instytucją promującą kulturę, w wielu przypadkach pomagało nam dotrzeć tam, gdzie drzwi dla polityki czy biznesu były zamknięte.

Fot. Joanna Bożerodska

Cieszę się także z tego, że udało nam się nawiązać dobrą współpracę z firmą Orlen Lietuva, która jest największym płatnikiem podatków na Litwie, potentatem na rynku gospodarczym i która już kilka lat temu zobaczyła potencjał w naszej działalności. Orlen znacząco wspiera organizację Festiwalu Filmu Polskiego, wspierał wystawienie „Dziadów” w Wilnie. Wiem, że te projekty kulturalne pomagały też ocieplić wizerunek Orlenu jako firmy, która łączy Polskę i Litwę, wspiera wartościowe projekty kulturalne. Nie da się współpracować w polityce i biznesie bez pierwiastka kulturowego.

Projekty, o których rozmawiamy, to coś, co Pan dzięki działalności swojej i Instytutu Polskiego dał Litwie. A co pobyt na Litwie dał Panu?

Myślę, że taka pogłębiona refleksja przyjdzie z czasem. Pod koniec kadencji jest tyle spraw do załatwienia – trzeba wszystko dopiąć na ostatni guzik, zaplanować kolejny rok działalności, spisać, podsumować. Jest tego trochę za dużo, żebym miał chwilę na taką głębszą refleksję. Kiedy przyjechałem tutaj w 2015 roku, nie mając żadnych rodzinnych związków z Litwą, nie mając litewskich korzeni, znając język litewski w bardzo ograniczonym stopniu, to był zupełnie inny świat. Świat pełen nowych miejsc, ludzi, nowej pracy, nowych uwarunkowań, szans, ale też i ograniczeń. To moja pierwsza placówka dyplomatyczna, więc trzeba się było nauczyć sztuki dyplomacji. To było duże wyzwanie dla mnie i dla mojej rodziny. Cieszę się, że przez te cztery lata udało mi się spotkać tylu wspaniałych ludzi na Litwie – Polaków i Litwinów, którzy naprawdę wkładają ogrom pracy i serca w to, aby współpraca polsko-litewska w różnych obszarach się rozwijała. Wyjeżdżając z Litwy mam nadzieję, że te przyjaźnie, znajomości, pozostaną. Że wracając tutaj – czy to turystycznie, czy zawodowo – będę miał możliwość spotkań, rozmów. I to jest chyba najcenniejsze.

Praca przy projektach Instytutu to dla mnie też była duża lekcja – jak wszystko zaplanować, zorganizować, rozliczyć, żeby miało to jakiś większy sens. Cieszę się, że udało mi się dołożyć tę małą cegiełkę do rozwoju dwustronnych relacji, do budowania pozytywnego wizerunku Polski i Polaków na Litwie. Cieszę się, że dzięki pracy całego Instytutu i Ambasady RP, Polska jest postrzegana jako ciekawy kraj, dobry partner i sąsiad. Cieszę się także bardzo, że udało nam się przez ostatnie lata podziękować i nagrodzić tyle wybitnych osób za ich pracę na rzecz polsko-litewskiej współpracy. Mam też satysfakcję z materialnych rzeczy, które zostaną po mnie – Schody Miłosza w Wilnie, tablica poświęcona polskiemu poselstwu w Kownie…

Wyjeżdżam z Litwy z poczuciem dobrze spełnionej misji, która była trudna i pełna wyzwań, ale też przynosząca wiele satysfakcji. Nie na wszystko starczyło sił, środków i czasu, ale myślę, że mimo wszystko były to cztery dobre lata dla Instytutu.


Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!