Wilno i Wileńszczyzna
Ewelina Mokrzecka

Małgorzata Mozyro o sztuce podróżowania i fotografii

Gdybym musiała wybrać pomiędzy podróżowaniem a fotografią, to chyba miałabym poważny problem, żeby zdecydować, co tak naprawdę jest dla mnie ważniejsze. Czy podróże miałyby dla mnie tyle sensu, gdybym nie mogła robić zdjęć? - w wywiadzie dla zw.lt powiedziała Małgorzata Mozyro, fotografka i miłośniczka podróżowania, laureatka konkursu „Fotografuję Afrykę” („Aš fotografuoju Afriką“), zorganizowanego przez MSZ RL, Związek Litewskich Artystów Fotografików oraz UAB „JCDecaux“.

Ewelina Mokrzecka, zw.lt: Znalazłaś się wśród laureatów konkursu „Fotografuję Afrykę” („Aš fotografuoju Afriką“), zorganizowanego przez MSZ RL, Związek Litewskich Artystów Fotografików oraz UAB „JCDecaux“, co oznacza dla Ciebie to wyróżnienie?

Małgorzata Mozyro: Przyznam, że jest to dla mnie bardzo ważne wyróżnienie, bo moja amatorszczyzna została doceniona przez międzynarodową, doświadczoną komisję. Kiedy się dowiedziałam o konkursie o tematyce afrykańskiej ani przez chwilę się nie wahałam przed wzięciem udziału. W Afryce, a dokładniej w Maroku, udało mi się zrobić jedno z najciekawszych swoich zdjęć podróżniczych. Zdjęcie, które zostało wyróżnione, zrobiłam w 2013 roku. Uważam, że plaża Lezgira to rzeczywiście jedna z najpiękniejszych plaż na świecie. Przynajmniej wtedy, kiedy robiłam to zdjęcie. Niestety w ubiegłym roku zawalił się łuk, który decydował o wyjątkowości tego miejsca i który widać na moim zdjęciu. Ze wspaniałego łuku zostały wyłącznie gruzy. Dlatego nazwałam swoje zdjęcie „Lezgira – plaża, która już nie istnieje”. Z Maroka mam jednak znacznie więcej fotografii. Ten kraj ma w sobie coś fascynującego, wręcz magnetycznego, zawiera w sobie jakąś tajemnicę. Łączy się na to orientalna kultura, wspaniała kuchnia, ludzie w tradycyjnych berberyjskich strojach. Przyznam, że w tej podróży mało było chwil, kiedy pozostawałam bez aparatu w ręku. Robiłam zdjęcia dosłownie wszędzie: na targach, przez okno jadącego auta, na plażach, na Saharze oświetlonej wschodzącym słońcem, napotkanym ludziom, w miastach.

Prowadzisz bloga ,,Travel for pictures” którym jak piszesz, chcesz zarażać podróżowaniem i robieniem zdjęć. Skąd obie pasje?

Gdybym musiała wybrać pomiędzy podróżowaniem a fotografią, to chyba miałabym poważny problem, żeby zdecydować, co tak naprawdę jest dla mnie ważniejsze. Czy podróże miałyby dla mnie tyle sensu, gdybym nie mogła robić zdjęć? Z drugiej strony, czy fotografia dawałby tyle radości, gdybym nie podróżowała? Nie pamiętam tak naprawdę kiedy to wszystko się zaczęło i co było najpierw – jajko czy kura, mam na myśli fotografia, czy podróżowanie. Już jako nastolatka uwielbiałam przygody i jeździłam autostopem po Litwie, a potem po Europie.

Teraz nie wyobrażam sobie życia bez podróżowania. Zauważyłam, że ostatnio zaczęłam podróżować mniej więcej co trzy – cztery miesiące. Moi znajomi często pytają – jak ty to robisz, że ciągle podróżujesz? A moje podróże są często bardzo krótkie, trwają czasem 4 dni, tydzień. Przekonałam się jednak, że nawet w ciągu 4 dni – jak się dobrze zorganizuje wyjazd – da się zobaczyć np. taki niewielki kraj jak Izrael. Bardzo się też cieszę, że udało mi się zrealizować jedno z wyzwań – samotną podróż. Często o tym myślałam, ale długo nie mogłam się odważyć, jednak życie samo podsunęło mi okazję. Bardzo chciałam zobaczyć Portugalię, akurat nie mogłam w żaden sposób dograć terminów i wyjazdu z przyjaciółmi, więc stwierdziłam, że to nie jest powód, żeby rezygnować z marzeń i wreszcie się odważyłam. Ani przez chwilę nie żałowałam swojej decyzji i kolejny wypad w pojedynkę już nie był taki straszny i wiem, że będą jeszcze kolejne. Jest to szczególnie dobre rozwiązanie, kiedy się chce skupić na robieniu zdjęć w podróży, bo nic nie rozprasza.

Z czasem do zdjęć zaczęłam robić opisy, najpierw wszystko zamieszczałam na swojej stronie w Facebook’u, ale wiadomo, że to taki trochę nieuporządkowany śmietnik, więc zebrałam swoje zdjęcia i opisy na blogu, który serdecznie polecam.

Po wygranej w konkursie „Fotografuję Afrykę” powiedziałaś, że chciałabyś zorganizować autorską wystawę. Kilka miesięcy temu na wystawie w Domu Kultury Polskiej w Wilnie można było oglądać zdjęcia Twojej mamy. Czy fotografia to ”rodzinne uzależnienie”?

Rzeczywiście chyba coś w tym jest, bo mój dziadek robił cudowne zdjęcia, chociaż też wyłącznie amatorskie. Pradziadek rysował bardzo ładne obrazy, co też czasem próbuję robić. Uważam, że fotografia i malarstwo mają wiele wspólnego – przez jedno i drugie wyrażamy swój wyjątkowy sposób postrzegania świata, w pewien unikalny sposób komponujemy kadr, czy przestrzeń na płótnie. Tak, moja mama też robi zdjęcia, ale całkiem inne niż ja. Mama najczęściej fotografuje to, co znajduje się blisko, a mianowicie nasze rodzinne Wilno. Zresztą podziwiam ją za niewyczerpane inspiracje i kąty widzenia tego miasta. Wydaje się, że całkowicie wyczerpany już temat odkrywa ciągle na nowo. Nigdy nie rozstaje się w Wilnie z aparatem – nawet jak idzie załatwić sprawę w urzędzie to bierze go ze sobą. To jest właśnie pasja, która ubarwia życie. Mnie osobiście Wilno jako obiekt do fotografowania akurat nigdy nie pociągało. Może dlatego, że w fotografii szukam inspiracji z odmienności. Chcę uwieczniać inne kultury, egzotyczne krajobrazy, szeroko pojętą inność.

Wystawa fotograficzna jest moim marzeniem, ale wiadomo, że są to niemałe koszty, więc trochę odkładam to w czasie, ale jestem pewna, że zrealizuję również to wyzwanie.

Robisz nie tylko zdjęcia podróżnicze, ale również sesje zdjęciowe. W czym jako fotograf czujesz się najlepiej?

Sesje fotograficzne zaczęłam robić nie dawno i przyznam, że coraz bardziej mi się to podoba. Szczególnie lubię fotografować kobiety – staram się łączyć kobiecą subtelność i delikatność z tą ogromną siłą, która drzemie w każdej z nas. Fascynuje mnie to, jak poprzez oko fotografa można inaczej przedstawić tą samą osobę. Staram się pokazać, że każda kobieta potrafi być delikatna, ale jednocześnie silna. Chcę swoimi zdjęciami dodawać kobietom wiary w siebie, pokazać, że są piękne, silne, ale jednocześnie bardzo kobiece.

W podróżach też zresztą bardzo lubię robić zdjęcia ludziom. To jest zupełnie inna bajka niż zdjęcia krajobrazów. Tutaj liczy się przede wszystkim złapanie jakiegoś kontaktu, fakt, nie bez znaczenia jest również kraj w którym się fotografuje ludzi. Na przykład w Maroku, gdzie ludzie chętnie pozują do zdjęć, trzeba się liczyć z tym, że przyjmą również zapłatę za pozowanie. Wszystko zależy więc od kraju. Najchętniej pozowano mi do zdjęć w Gruzji, na Sri Lance, na Kubie. Najtrudniejszym krajem do fotografowania ludzi był niewątpliwie Izrael , a szczególnie ortodoksyjna dzielnica Mea Szarim. Jest to taka enklawa na terytorium Jerozolimy. Mieszkańcy tej dzielnicy nie akceptują obecnego państwa Izrael i żyją jakby w innej, równoległej rzeczywistości, odgrodzeni od świata, który znajduje się zaledwie kilka przecznic dalej. Ściany są oblepione informacją o zakazie wchodzenia dla grup turystycznych i konieczności posiadania skromnego ubioru i oczywiście zakazie fotografowania. Mimo dreszczyku i adrenaliny, nie mogłam się powstrzymać od robienia zdjęć. Kadry wręcz wymarzone – obskurne kamienice, zaśmiecone ulice , a pośród tego wszystkiego Żydzi w ortodoksyjnych strojach, z ogromnymi futrzanymi czapkami spod których wystawały długie pejsy. Widok, którego nigdy nie zapomnę – na tle niszczejącego miasta przesuwające się, niczym w powietrzu trzy kobiety ubrane w burki, ale te najbardziej restrykcyjne, zakrywające całą twarz wraz z oczami. Przesuwały się po tej ulicy jak zjawy… Robiłam więc zdjęcia mając aparat schowany pod kurtką i liczyłam na to, że mogę zostać opluta.

Czy fotografowanie i podróżowanie to drogie pasje?

Wszystko jest względne, więc trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Aktywnie podróżuję od 6-7 lat i większą część swoich oszczędności wydaję na to. Nauczyłam się podróżowania niskim kosztem. Wyszukuję tanich połączeń, noclegów. Dla mnie liczy się przede wszystkim przygoda, sam proces drogi, a nie dotarcie do jakiegoś celu. Podczas takiej właśnie drogi wydarzają się najciekawsze rzeczy, które zwykle wiele nic nie kosztują… Wolę w podróży zaoszczędzić na noclegu, staram się zawsze spróbować lokalnego jedzenia. Z praktyki wiem, że czasem najsmaczniejszą i prawdziwą kuchnię można dostać za gorsze, tylko trzeba jeść w knajpach, gdzie robią to lokalni mieszkańcy.

Kraj, który pozostawił najwięcej emocji i wspomnień?

Każdy kraj był szczególny pod jakimś względem, każdy był inny, dlatego na pewno nie wybiorę jednego. Czymś szczególnym była dla mnie jednak Gruzja, może dlatego, że dostałam tam to, czego szukam w podróżach – autentykę, przygodę, wspaniałych ludzi, bardzo smaczną kuchnię i wprost cudowne widoki i niesamowitą przyrodę. Naprawdę pokochałam ten kraj i to będzie chyba jedyne miejsce, do którego jeszcze wrócę. Mam zasadę, że nie wracam do miejsc, które już widziałam, bo chcę za swego życia zobaczyć wszystkie kraje, jednak tutaj chyba zrobię wyjątek. Bardzo bym chciała jeszcze tam wrócić i zapuścić się na dziko, z plecakiem do Tuszetii.

Zresztą myślę, że najciekawsze podróże na mnie jeszcze czekają – w następnym roku planuję podróż koleją Transsyberyjską prawdopodobnie na Bajkał, w tym roku mam nadzieję, że uda mi się pokonać rowerem szlak Santiago De Compostela. Lubię takie wyzwania i podróże, w których nie jest łatwo. Wracam zawsze silniejsza i mam życiową energię do kolejnych wyzwań. Plażowanie, jeśli trwa ponad jeden dzień, nawet jeśli odbywa się na karaibskich plażach, po prostu męczy mnie i wyczerpuje, bo czuję, że tracę cenny czas na przeżywanie czegoś naprawdę wartościowego.

Czy masz ulubione zdjęcie?

Tak, to zdjęcie ze Sri Lanki ukazujące biedę i zdjęcia z ortodoksyjnej dzielnicy żydowskiej , o których opowiadałam już wcześniej.

Kto jest twoim fotograficznym guru? Wzorujesz się na kimś?

Oczywiście zawsze są jacyś guru. Jednym z nich jest dla mnie Steve McCurry – jeden z najbardziej znanych i cenionych fotoreporterów na świecie, wielokrotny laureat nagrody World Press Photo, współpracownik „National Geographic”. To właśnie on zrobił słynne zdjęcie portretu afgańskiej dziewczynki spotkanej w obozie dla uchodźców. Oczy tej dziewczynki są przepełnione strachem i pokazują rozpacz wojny.

Fascynują mnie nie tylko jego zdjęcia, ale cały życiorys – tysiące przemierzonych kilometrów, objechany świat, w samych Indiach podobno był 100 razy. Ten fotograf jest znany ze swojej „filozofii fotografii” – jest to dla niego metoda komunikacji z ludźmi poprzez szacunek i miłość. Nawet robiąc kalendarz Pirelii, który słynie z epatowania nagością, zrobił coś pięknego – fotoreportaż z Rio, do którego zaprosił modelki zaangażowane w działalność charytatywną.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!