Wilno i Wileńszczyzna
Aneta Kurowska zw.lt

Łapczyński: „Przez kulturę najłatwiej jest budować mosty”

Festiwal Filmu Polskiego, konkurs „Wakacje w Polsce”, dyskusje, prezentacje książek, jarmarki czy koncerty z polskim akcentem – to wszystko nie byłoby możliwe bez niego – Marcina Łapczyńskiego. Cztery lata – równo tyle zaszczepiał na Litwie miłość do polskiej kultury. Skromny i inteligentny, kreatywny i przyjazny – nastał czas, by poznać osobę byłego dyrektora Instytutu Polskiego z nieco innej perspektywy.

Aneta Kurowska, zw.lt: Od końca 2015 roku jest Pan dyrektorem Instytutu Polskiego w Wilnie. Spotykamy Pana na różnego rodzaju wydarzeniach, organizowanych przez placówkę w całej Litwie, ale praktycznie nic o Panu nie wiemy. Niech więc Pan powie kilka słów o sobie.

Marcin Łapczyński: Pochodzę z Warszawy, tam, oprócz dłuższych wyjazdów na studia za granicę, spędziłem większą część swojego życia. Przez rok byłem na wymianie studenckiej w Wilnie, studiowałem też na studiach podyplomowych w Budapeszcie. Co ciekawe nie studiowałem na kierunkach związanych z kulturą, czy kulturoznawstwem. Ukończyłem stosunki międzynarodowe o specjalizacji bezpieczeństwo i studia strategiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Jest to obszar niezwiązany bezpośrednio z kulturą, aczkolwiek zawierający w sobie tak zwane międzynarodowe stosunki kulturalne. Potem w Budapeszcie ukończyłem studia europejskie. W Wilnie natomiast studiowałem wszystko: i stosunki międzynarodowe, i historię, prawo konstytucyjne, przedmioty ekonomiczne w szkole biznesu, a na wydziale filologicznym miałem zajęcia z litewskiego i rosyjskiego.

Skoro ukończył Pan kierunek, absolutnie niepowiązany z kulturą, to skąd się ona wzięła w Pana życiu?

Trochę przypadkowo. Po studiach jak każdy świeży absolwent szukałem pracy i akurat trafiła się ciekawa oferta w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego związana ze współpracą międzynarodową. Była ona, z jednej strony, związana z promocją polskiej kultury za granicą, a z drugiej wiązało się to z bardzo intensywnymi przygotowaniami do prezydencji Polski w Radzie Unii Europejskiej w 2011. To była bardzo ciekawa praca, związana z moimi studiami – europeistyką i stosunkami międzynarodowymi. Przez kolejnych 6 lat w Ministerstwie Kultury pełniłem różne funkcje: przez specjalistę, starszego specjalistę, naczelnika wydziału aż po zastępcę dyrektora departamentu. W naszym departamencie byliśmy odpowiedzialni za współpracę międzynarodową ministerstwa, nadzorowaliśmy także obszar promocji kultury polskiej za granicą, prowadzony przez takie instytucje kultury, jak Instytut Adama Mickiewicza, czy Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie. W 2015 roku otrzymałem propozycję wyjazdu do Wilna i objęcie stanowiska dyrektora Instytutu Polskiego. Tę propozycję, po długim namyśle, przyjąłem.

Czyli jednak nie była to łatwa decyzja, aby przyjechać do Wilna?

Wyjazd za granicę i podjęcie nowej pracy, mimo że w tym samym obszarze, był trudną, ale myślę, że dobrą decyzją. Na pewno nie żałuję.

Często w wywiadach mówi Pan o tym, że Wilno się zmieniło od czasów Pana studiów. Czy Pan dostrzega jakieś zmiany, które zaszły w społeczeństwie?

Trudno jest mi to oceniać, ponieważ będąc studentem ma się trochę inną perspektywę niż będąc już dorosłym człowiekiem. Dodatkowo tzw. „Erasmus” to jest trochę zamknięty świat zagranicznych studentów z mocno ograniczonymi kontaktami z Litwinami. Wszystkie nasze zajęcia były prowadzone po angielsku. Natomiast Wilno, jako miasto oczywiście się zmieniło. Wypiękniała starówka, pojawiły się nowe miejsca, nowe restauracje, po drugiej stronie rzeki wyrosła dzielnica szklanych wieżowców. Z roku na rok, z miesiąca na miesiąc, Wilno się zmienia. To Wilno z 2005 i z końca 2019 – to dwa zupełnie inne miasta.

Często powtarza Pan w mediach, że jeszcze na Erasmusie uczyłsię litewskiego. A rosyjski?

Nikt nie pyta o rosyjski, ale rzeczywiście znam ten język. Moja szkoła była jedną z nielicznych, w której rosyjski pozostawiono po demokratycznych przemianach 1989 r. W większości szkół w Polsce wprowadzono wtedy angielski, francuski, niemiecki. Rosyjskiego uczyłem się w szkole, w liceum i potem na studiach.

Jeśli jednak mówimy o nauce języka litewskiego, który tak naprawdę nie należy do najłatwiejszych, toczy udało się opanować ten język?

Nadal mam problemy ze słownictwem, które jest zupełnie. Jeżeli chodzi o gramatykę, to jest ona w miarę podobna do języka polskiego, więc mi i kolegom Polakom, którzy uczyli się języka litewskiego podczas studiów w Wilnie, było łatwiej się uczyć niż Francuzom czy Hiszpanom. Rzeczywiście jest to język trudny, wymagający poświęcenia. Natomiast nie aż tak trudny, żeby nie można było się go nauczyć. Rok intensywnej nauki plus kurs wakacyjny na ówczesnym Litewskim Uniwersytecie Pedagogicznym spowodowały, że podstawy zostały. Po powrocie do Polski zdałem egzamin z języka litewskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Potem przez kilkanaście lat nie miałem kontaktu z językiem, jeśli już to sporadyczny. Nie chodziłem na kursy, ponieważ w Polsce nie było wtedy takiego poziomu nauczania, który był mi potrzebny. Powrót do Wilna był oczywiście powrotem także do języka litewskiego. Niestety nie mam czasu, aby chodzić na typowe kursy. Natomiast fakt, że na co dzień trzeba czytać, pisać, rozmawiać – bardzo pomaga w nauce. Nadal robię błędy, jednak plusem jest to, że już wiem, gdzie te błędy popełniam.

Ta nauka języka litewskiego podczas Erasmusa wynikała z potrzeby czy z chęci?

Z chęci. Przyjechałem na Litwę, ponieważ temat mojej pracy magisterskiej dotyczył krajów bałtyckich i ich tożsamości międzynarodowej. O tym, czy Litwini, Łotysze, Estończycy uważają się za część Europy Środkowej, Wschodniej czy może za Skandynawię. Również o tym, jaki wpływ na te narody miało kilkadziesiąt lat bycia pod okupacją radziecką. Wilno było dobrym miejscem, żeby uzyskać dostęp do biblioteki, materiałów źródłowych i oczywiście dobre miejsce wypadowe do innych krajów. Będąc na Litwie szkoda było się nie uczyć litewskiego.

Kadencja, jako dyrektora Instytutu Polskiego już się kończyła, co dalej?

Wracam do Warszawy, do domu. Zapewne także do mojej pracy w Ministerstwie Kultury.

I jak, nie będzie smutno wyjeżdżać z Wilna?

Będzie smutno, tym bardziej, że te cztery lata to był bardzo ciekawy okres. Instytut Polski w ciągu roku organizuje od 120 do 150 różnych projektów w całej Litwie. W ciągu ostatnich czterech lat zorganizowaliśmy od 500 do 600 różnych projektów. Bywały takie lata, że byliśmy w 16 różnych miejscowościach na Litwie. Oczywiście niektóre z nich to drobne projekty, a niektóre – to duże przedsięwzięcia. Było bardzo dużo powodów do zadowolenia i radości, jak również trochę niepowodzeń i zawodów, ale myślę, że udało nam się zrobić dużo przez te cztery lata. Instytut Polski otworzył się na nowe środowiska. Udało nam się wprowadzić nowe obszary działalności, jak np. architektura, moda, sztuka kulinarna, design, gry komputerowe. Pozwoliło to nam otworzyć się także na młodszą publiczność. Cieszy nas bardzo, że młodzi ludzie – i Polacy, i Litwini – przychodzą na nasze wydarzenia. Niektóre z nich mają już swoją markę, jak chociażby Festiwal Filmu Polskiego. Podczas mojej kadencji obchodziliśmy także 20 urodziny Instytutu, trzy nasze projekty trafiły do finału konkursu „Wydarzenie Historyczne Roku”, nasza publikacja do finału „Książki Historycznej Roku”. Otrzymaliśmy wyróżnienie od mera Wilna za naszą działalność.

Instytut Polski otworzył się również na media społecznościowe…

W XXI wieku media społecznościowe pełnią bardzo dużą rolę, bo pomagają nam w szybkim i skutecznym dotarciu do nowych odbiorców. Sama strona internetowa – to już nie wystarczy. Trzeba być tam, gdzie ludzie, niestety, spędzają większą część swojego dnia. Rzeczywiście wzmocniliśmy przekaz i komunikację, pokazując, co ciekawego mamy do zaoferowania w interaktywny sposób. Liczba naszych odbiorców na Facebook’u w ciągu ostatnich lat wzrosła czterokrotnie.

Czy trudno było wzbudzić w ludziach zainteresowanie kulturą?

Tak, to nie jest łatwe zadanie. Paradoksalnie Wilno nie jest wielkim miastem, natomiast kwitnie tu bardzo bogate życie kulturalne. Codziennie odbywa się kilkanaście wydarzeń związanych z kulturą: wystawy, koncerty, pokazy filmów, dyskusje, prezentacje książek. Trafienie do odbiorców w Wilnie jest trudne. Tym bardziej, że mamy konkurencję w postaci innych zagranicznych instytutów kultury. Przygotowując program zawsze staramy się, aby był on bardzo różnorodny i każdy znalazł coś dla siebie. Miłośnicy literatury znajdą spotkania dotyczące książek, wspieramy także tłumaczenia dzieł literackich na litewski. Miłośnicy filmu pójdą na nasz festiwal i inne festiwale, które wspieramy i z którymi współpracujemy przy prezentacji polskich produkcji. Osoby, które interesują się kuchnią mogą kupić jeden z kwartalników i znaleźć tam przewodnik kulinarny po Łodzi, Warszawie czy Trójmieście. Staramy się wychodzić poza Wilno. Wyjeżdżamy często do Kowna, jak i mniejszych miejscowości.W ostatnim czasie byliśmy w Mariampolu, Olicie, czy Rakiszkach. W każdym z tych miejsc jesteśmy bardzo dobrze przyjmowani, nawet niekiedy chętniej niż w Wilnie.

A która z dziedzin kultury jest Panu najbliższa?

Jest to trudne pytanie, bo ciężko wskazać tę jedną ulubioną. Cieszę się, że udało nam się wprowadzić do naszej działalności architekturę. To jest ten obszar, który mnie interesuje. Wspólnie z litewskim środowiskiem architektów zapraszaliśmy do Wilna i Kowna gości z Polski i ze świata, którzy opowiadali o polskiej architekturze. Wydaliśmy również kalendarz na 2018 rok, opowiadający o architekturze niepodległej Polski okresu międzywojennego. Współpracujemy z telewizją LRT przy promocji polskiej architektury modernistycznej. Więc chyba najbliższa mi jest architektura, ale nie mogę powiedzieć, że to jest jeden jedyny obszar, który mnie interesuje. Wszystkie są bardzo ciekawe, a polska kultura jest na tyle bogata i różnorodna, że jest o czym opowiadać i co pokazywać.

A co poza kulturą?

Tego życia prywatnego, poza pracą w Instytucie nie jest za wiele… Rano w biurze – spotkania, planowanie działalności, rozliczanie, raporty, wieczorem najczęściej nasze wydarzenia. Jeżeli jest chwila wolnego, to staram się poświęcić ją rodzinie. Lubię też czytać książki i podróżować.

A czy przez te cztery latał wyruszał Pan na zwiedzanie Litwy?

Tak, w wolnych chwilach starałem się wyjeżdżać w takie miejsca, które są nam w Polsce nieznane. Niedawno byliśmy niedaleko Kowna, w Czerwonym Dworze. Takich miejsc, jeszcze nieodkrytych, nieznanych Polsce, jest bardzo wiele. Litwa jest naprawdę bardzo ładnym krajem, dlatego też warto czasami zboczyć z utartego szlaku, który wiedzie z Polski wprost do Wilna, żeby zobaczyć coś ciekawego. Polecam też wszystkim Kowno z piękną modernistyczną architekturą.

Czyli będzie Pan promował Litwę po powrocie do Polski?

Myślę, że od Litwy nie da się już uciec po tak długim czasie, który tu spędziłem. Będę starał się nadal działać w obszarze polsko-litewskiej współpracy, bo jest to bardzo potrzebne i powinna ona być rozwijana. Nie tylko w obszarze kultury, ale też polityki, gospodarki, czy bezpieczeństwa.

Czy uważa Pan, że kultura może mieć wpływ na stosunki polsko-litewskie?

Kultura to jest jeden z obszarów naszego życia, który jest najbliżej ludzi. Każdy czyta książki, ogląda filmy, czasami chodzi do teatru czy na koncert. Kultura jest obecna w naszym codziennym życiu. Przez kulturę najłatwiej jest budować mosty, najłatwiej promować dany kraj i naród za granicą. Głównym zadaniem instytutów polskich na całym świecie jest to, aby prezentować Polskę, jako kraj nowoczesny, o wspaniałej historii, o bardzo bogatym życiu kulturalnym. Poprzez projekty, które robimy, poprzez współpracę instytucji kultury z Polski i z danego kraju, przybliżamy mieszkańcom tego kraju to, co mamy w Polsce najlepsze. Tym samym staramy się tworzyć podwaliny do współpracy i rozmów na poziomie politycznym, czy gospodarczym.

Więc czym dla Pana jest kultura?

Teraz to jest duża część mojego życia – zawodowego i prywatnego. Jest to bardzo fascynujący obszar.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Spaudos, radijo ir televizijos rėmimo fondas
Radar Wileński – Poinformuj nas!