ks. Stańczyk: Na chwilę pomyślałem, że jestem we włoskim Tyrolu

Salwami z dwóch armat była witana urna z relikwiami św. Jana Bosko w polsko-litewskiej parafii w Leszczyniakach (Lazdynai) w Wilnie.

ks. Dariusz Stańczyk

Na chwilę pomyślałem, że jestem we włoskim Tyrolu czy w Piemoncie. Czyniło to na wstępie uroczystości prawdziwe poczucie tradycyjnego odpustu, do jakiego starsze pokolenie mogło myślami wracać.

Lud wiernych przybył tak licznie i z taką ekspresją wewnętrznej radości, jakby na samą „rezurekcję Wielkiej Nocy”. Zgromadzenie czekało na zewnątrz świątyni, aby po krótkiej modlitwie procesyjnie wprowadzić relikwie św. Jana Bosko do wnętrza kościoła. Orkiestra i chóry, starszych i młodszych parafian wykonywały śpiewy.

Ks. prob. Alessandro Barelli promieniował ogromnym szczęściem, jako Włoch, że może swojego Mistrza i Ojca duchowości, gościć u siebie, i stąd wzruszające słowa: „Księże Janie Bosko, witaj w domu”. Oklaski wiernych były szczerym potwierdzeniem, że „że jesteś w naszym domu”. Dzieci z kolorowymi balonami odważnie otaczały urnę ich świętego oraz kobiety w strojach litewskich.

Przed Mszą św., a zaraz po nabożeństwie powitalnym wszyscy mogli podejść do św. Jana Bosko i chwilę pomodlić się. Uczynili to najpierw księża i siostry zakonne, potem także goście z konsulatu włoskiego, przedstawiciele samorządu miasta Wilna, Artūras Zuokas i Jarosław Kamiński, władze starostwa w Leszczyniakach, ministranci i schola oraz przybyli czciciele św. Jana Bosko.

Cztery dni peregrynacji relikwii św. Jana Bosko (1815-1888), przed jubileuszem 200.lecia jego urodzin, to prawdziwie wielkie wydarzenie historyczne, któremu jednak „media litewskie, nie za wiele chcą poświęcić czasu”. Lecz lud Boży niech naśladuje swoich świętych i wzoruje się na ich „wyborach i wiernościach Chrystusowi”.

Zobacz Więcej
Zobacz Więcej