Kobiety cierpią za zamkniętym drzwiami

Zostań w domu – słyszymy od kilku tygodni w związku z panującą pandemią covid-19. O zachowanie kwarantanny apelują politycy i lekarze, a także działacze społeczni i celebryci. Niestety, dom niedla każdego jest bezpiecznym miejscem. Na niebezpieczeństwo mogą być narażone kobiety pozostające w przemocowych relacjach.

Ewelina Mokrzecka
Kobiety cierpią za zamkniętym drzwiami

Fot. Tumisu /Pixabay

W związku z ogłoszoną kwarantanną jesteśmy zmuszeni do pozostania w domach. Ale czy dlawszystkich kobiet dom jest bezpiecznym miejscem? Czyha tu na nie większe ryzyko doświadczenia przemocy ze strony męża czy partnera. W tej sytuacji wszyscy powinniśmy być odpowiedzialni i świadomi. Jeżeli słyszysz czy podejrzewasz, że ktoś w twoim sąsiedztwie doznaje przemocy albo pada ofiarą gróźb, zadzwoń na policję, na ogólny numer alarmowy 112. O każdej porze dnia i nocy”– zachęca stowarzyszenie „Vilniaus Moterų namai”, które świadczy profesjonalną pomoc kobietom doznającym przemocy.

A jest się czego obawiać. Chiny w związku z kwarantanną odnotowały dwukrotny wzrost przypadków przemocy w domu. Witryna Sixthtone.com podaje, że w ostatnim czasie aż w 90 proc. przypadkach sytuacji, w której mąż podniósł tam rękę na żonę, było to związane z epidemiącovid-19.

Prawa ofiar to prawa człowieka

Lilija Henrika Vasiliauskė, dyrektor stowarzyszenia „Vilniaus Moterų namai”, informuje, że na razie liczba zgłoszeń dotyczących przemocy nie jest alarmująca. Natomiast praktyka innych państw wskazuje, że może wzrosnąć. W czasie kwarantanny ofiary mają całodobowy kontakt ze swoimi oprawcami.

Jakiego wsparcia w takim wypadku udzielają ofiarom konsultanci ze stowarzyszenia „Vilniaus Moterų namai”? – Kobiety kontaktują się z nami nie tylko telefonicznie, lecz także mejlowo. W ten sposób opowiadają swoją historię. Szukamy wtedy rozwiązań, w jaki sposób taka kobieta mogłaby porozmawiać z nami telefonicznie, żeby się nie narazić – tłumaczy dyrektorka organizacji, która zachęca jednocześnie kobiety, by zwracały się o pomoc także do policji. – Kobiety muszą o tym mówić, a państwo powinno im zaufać i uwierzyć. Litwa jest bowiem związana wieloma unijnymi dyrektywami czy międzynarodowymi konwencjami – przypomina działaczka.

Z ostatnich badań Departamentu Statystyki przy Rządzie RL wynika, że w naszym kraju co trzecia kobieta doświadcza przemocy w bliskim otoczeniu. Sprawcą jest mąż bądź partner.

Na Litwie obowiązuje ustawa z 2011 r. o ochronie przed przemocą w bliskim otoczeniu, ale według niektórych ekspertów są to rozwiązania niewystarczające. Nasz kraj nie ratyfikował Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Tzw. konwencja stambulska jest najdalej idącą umową międzynarodowązajmującą się tym problemem. Zakłada zero tolerancji dla takiej przemocy. Kłopotliwe jest to, że konwencji zarzuca się zbytnie przeideologizowanie, co doprowadziło choćby do tego, że niedawno słowacki parlament zabronił prezydentowi jej ratyfikacji. Z kolei w Polsce wskazuje się na sprzeczność zapisów konwencji stambulskiej z Konwencją ONZ o prawach dziecka czy Traktatem o Unii Europejskiej.

– W ostatnim czasie zauważamy obojętność ze strony władz naszego kraju w tej sprawie.Sytuacja w zakresie praw człowieka, których częścią są prawa kobiet, jest obecnie bardzo niesprzyjająca, a dowodem na to są niekorzystne ustawy, jak np. o ochronie praw dziecka, poprawka do ustawy o mediacji, próba ograniczenia prawa do aborcji. Ponadto co jakiś czas tematem fake newsów staje się konwencja stambulska, którą interpretuje się bez cytowania treści. Należy tymczasem pamiętać, że zapewnienie wszystkim równych praw jest papierkiem lakmusowym, który określa dojrzałość młodych demokracji – zaznacza Vasiliauskė.

Małgorzata Mozyro

Próba rozprawienia się z przemocą

Fotografka Małgorzata Mozyro z Wilna przed kilkoma miesiącami ruszyła z nowym projektem fotograficznym, którym chce zwrócić uwagę na problem przemocy wobec kobiet.

– W telewizji obejrzałam reportaż o kobiecie, która od lat tkwiła w przemocowym związku, ale udało jej się z niego wyrwać. To mnie zainspirowało– mówi artystka w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”.

Dodaje, że przez kilka lat sama doświadczała przemocy ze strony swojego partnera. – Te relacje odcisnęły piętno na całym moim życiu, natomiast udało mi się je zakończyć. To była bolesna, ale bardzo dobra życiowa lekcja. Poprzez projekt chcę wspierać wszystkie kobiety, które tkwią w toksycznych związkach, oraz zachęcić do powiedzenia „stop” każdej formie przemocy: psychicznej, fizycznej, seksualnej czy ekonomicznej – tłumaczy.

Mozyro mówi, że na jej zdjęciach kobiety emanują siłą, odwagą oraz pięknem. Mogą publicznie opowiedzieć o tym, czego doświadczyły.

– Jestem przekonana, że projekt stanie się siłą napędową, inspiracją dla kobiet, które wciąż cierpią. Większość z nich boi się powiedzieć swoim bliskim czy znajomym o tym, co dzieje się za drzwiami ich domów. Inne z kolei nie zdają sobie sprawy z tego, że są ofiarami przemocy – dodaje.

Fotografka podkreśla, że przemoc psychiczna boli bardziej. – Siniak w okolicach oka oznacza przemoc, natomiast przemoc psychiczna jest bardzo subtelna. Ofiara niekiedy jest przekonana, że jeżeli sama się zmieni, łańcuch przemocy zostanie zerwany, ale tak się nie dzieje. W końcu kobietę dopadają wyrzuty sumienia, zostaje wyzuta z emocji, staje się niewidzialna. Najważniejszy jest partner, jego potrzeby, emocje i zachcianki – zwraca uwagę na sedno problemu.

Fot. Małgorzata Mozyro

Przemocowe schematy są podobne

Małgorzata Mozyro jest przekonana, że otwarte i publiczne mówienie na temat przemocy jest jednym ze sposobów jej zwalczania.

– Jako pierwsza na fotosesję zgłosiła się Beata Obolewicz. Piękna kobieta, która przez kilkanaście lat była ofiarą toksycznego związku. Po publikacji zdjęć napłynęło do mniewiele opowieści od ofiar domowych katów. Były przerażające, ale nie każda kobieta jest gotowa, by opowiedzieć swoją historię, bo się boi – podkreśla artystka.

Dodaje, że ofiary najczęściej obawiają się zemsty ze strony partnera, a także społecznej stygmatyzacji. – To świadczy o tym, jaką mamy sytuację na Litwie. W moim przypadku, przed zerwaniem, bardzo pomogło mi czytanie podobnych historii, bo często ofiara przemocy – mam na myśli przemoc psychologiczną – sądzi, że może uda się jej odmienić partnera albo że jeśli zmieni coś w swoim zachowaniu,to będzie dobrze. Ale schematy przemocowych związków są najczęściej bardzo podobne, więc na błędach można się uczyć i wspierać siebie nawzajem. Należy pamiętać o tym, że im dłużej tkwimy w takich związkach, tym gorsze są konsekwencje. Jestem ogromnie wdzięczna bohaterkom moich fotosesji za odwagę –podkreśla Mozyro.

Kolejne etapy projektu można śledzić na Facebooku, na profilu Małgorzata Mozyro Photography.

Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 13(37) 28/03-03/04/ 2020

PODCASTY I GALERIE