Kaymo Project przedstawia utwór „Czarne Jaskółeczki”: Nikt nie zachowa wileńskiej kultury, o ile sami nie będziemy do tego dążyli

Zespół "Kaymo Project" przedstawił nowy utwór "Czarne Jaskółeczki". W odróżnieniu od poprzednich piosenek formacji, w nagraniu wzięli udział muzycy z Polski, dlatego było wykorzystywane wyłącznie granie na żywo. Porozmawialiśmy z założycielką zespołu i skrzypaczką Katarzyną Żemojcin oraz z wokalistką Elżbietą Oleszkiewicz (Elizabeth Olshey) o pracy nad utworem, życiu muzyków w czasie kwarantanny i znaczeniu folkloru na Wileńszczyźnie.

Ewelina Knutowicz

Fot. Joanna Bożerodska

Pisałyście na Facebooku, że droga do opublikowania „Czarnych Jaskółeczek” była bardzo długa. Jak tak się stało?

Katarzyna Żemojcin (K.Ż.): Ta piosenka leżała w archiwach już od bardzo dawna. Zawsze bardzo powoli wszystko robię. Ela wszystko wymyśla bardzo szybko, a u mnie proces twórczy trwa bardzo długo: biorę nuty, szukam tekstów, piszę akordy, zastanawiam się, kto mógłby zagrać inną partię… Tym razem proces twórczy był bardzo skomplikowany z powodu kwarantanny. Piosenka musiała być wydana o wiele wcześniej. Od razu wybuchła panika, muzycy nie mieli czasu. Zazwyczaj w trakcie pracy należy myśleć o tym, że mogą się wydarzyć koncerty, sesje nagraniowe, zajęcia na uczelni czy inne aktywności. Czasami należy zaczekać, póki np. basista skończy nagranie, a do tej pory zespół nie może nic robić.

Dlaczego do aranżacji zostały wybrane akurat „Czarne Jaskółeczki”?

K.Ż.: Bardzo dawno rozmawiałam o tej piosence z mamą Eli. Opowiadała mi o tym, że jest to ulubiona piosenka jej dziadka, czyli pradziadka Eli. Postanowiłyśmy, że kiedyś na pewno zrobimy aranżację danego utworu. Piosenka sama w sobie jest żartobliwa, w wersji oryginalnej brzmi trochę inaczej. Ma jednak taki nastrój, który sprawia, że myślałam o dziadkach, pradziadkach i o rodzinie w ogóle. Jakie to jest dla nas ważne! W danym wypadku nie chodzi o to, czy piosenka jest smutna, czy żartobliwa, ale kojarzy się nam z rodziną, osobami, które już odeszły. Tworzy to zupełnie inny nastrój.

Elżbieta Oleszkiewicz – Elizabeth Olshey (E.O.): Bardzo się cieszę, że Kasia wybrała ten utwór. Gdy usłyszałam wersję instrumentalną, to nawet nie zrozumiałam, że to są właśnie „Czarne Jaskółeczki”. Dla mnie osobiście jest to bardzo skomplikowana i cudowna aranżacja. Gdy już jechaliśmy na nagrywanie, zrozumiałam, że jest to coś zupełnie nowego. Dotychczas jestem pod wrażeniem! Każdy utwór Kasi różni się od innych i jest coraz lepszy, a nawet trudniejszy. To chyba jest swoisty symbol zespołu „Kaymo Project”.

K.Ż.: Na początku było trochę trudniej. W trakcie pierwszego odsłuchania wydaje się, że piosenka brzmi bardzo lekko, ale ze strony wykonania znajdziemy niektóre trudności. Harmonia jest bliższa do harmonii jazzowej, nie ma tam trzech akordów, a trochę więcej i na początku tego nie słychać. Aby to prawidłowo zagrać, należy mieć sporo umiejętności.

E.O.: Dlatego chcę pogratulować Kasi cudownej harmonii utworu. Może tak czuję, ponieważ wokaliści znają się trochę mniej na harmonii niż instrumentaliści (śmieje się).

K.Ż.: Nie mogę powiedzieć, że bardzo dobrze się znam na harmonii jazzowej. Utwory tak bardzo się zmieniają, ponieważ jest to złożony proces, w czasie którego staram się dokształcać. Być może, w przyszłości czeka nas jeszcze coś ciekawego (uśmiecha się).

Fot. Joanna Bożerodska

Pytanie do Eli – jak się szykowałaś do wykonania utworu jako wokalistka?

E.O.: Proces przygotowawczy do nagrywania z „Kaymo Project” zawsze jest bardzo ciekawy. Mam nuty, ale jest to dopiero szkic. Kasia zawsze mi wysyła taką „demo” wersję wokalu, w którym pokazuje, jak by chciała, aby to dźwięczało. Zawsze rozumiem, co chce mi powiedzieć. Zaśpiewać utwór „Czarne Jaskółeczki” było o wiele trudniej, ponieważ w czasie nagrywania bardziej szłam w kierunku muzyki soulowej, RnB i pop, a Kasia powiedziała „Nie, nie, wracamy do jazzu” (śmieje się). Są tam ciekawe momenty robione w trakcie nagrania.

K.Ż.: Cieszę się, że Ela rozumie, o co mi chodzi, bo nie śpiewam ładnie (śmieje się). Jest to trochę śmieszne, bo w pewnym momencie chyba nawet szczekałam. Plusem dla Eli jest to, że potrafi improwizować. Ten utwór różni się od innych tym, że chórki przygotowała Ela, choć zwykle robię je sama.

E.O.: To, co robi Kasia, brzmi bardzo organicznie. A tym razem mówi: „No to w końcu robimy coś!” Na początku wydawało się, że brzmi to dosyć jazzowo, łącznie z odpowiednią techniką. Ale myślę: „Trzeba dodać trochę folku!” Jednak zupełnie inaczej brzmi ten nasz folk i to jest bardzo fajne.

K.Ż.: Trudno oceniać, czy jest to dobre, czy nie. Osoby słuchające tradycyjnej muzyki folkowej nie zawsze są zadowolone. Zawsze jednak podkreślam, że tworzymy wyłącznie dla siebie. Mamy nadzieję, że jeszcze ktoś zwróci uwagę na nasze tradycyjne piosenki ludowe, chcę podkreślić – nasze, wileńskie. Dla mnie jest to bardzo ważne. Cały czas powtarzam – jeżeli nie zachowamy naszej kultury, nikt inny tego nie zrobi. Mieszkańcy Polski również mają swoje regiony, ludowe piosenki czy tradycje i dbają o to, aby je zachować. Na Litwie też mamy różne regiony, których mieszkańcy dbają o kulturę. My, Polacy z Wileńszczyzny, musimy pamiętać o swoich tradycjach. Co prawda, zauważcie, w jakim wieku żyjemy. Trzeba dopasować to tak, aby brzmiało bardziej atrakcyjnie. Nie chcę jednak powiedzieć, że tradycyjny folk jest nieatrakcyjny. Trzeba jednak trochę się nim ciekawić, zrozumieć, o co w nim chodzi. Wypowiedzi o „strasznie śpiewającej babce” nie są właściwe, bo należy rozumieć, że tak musi być. Ta babka jest przecudowna i piękna, ma tyle lat, a pamięta tak wiele tekstów. Czy sami pamiętamy ich tak dużo? Nawet nie wyobrażam, jak ludzie robili to wcześniej. Jak mogli zapamiętać tyle tekstów? Nam chodzi o to, aby przyczynić się do tego, co pozostanie.

E.O.: Właściwie można zapamiętać dużo tekstów. Na przykład, słuchając takiej Dua Lipa w radiu (śmieje się). Bardzo jest miło, gdy zostaje zachowana taka wileńska autentyka, choć na inną nutę. Myślę, że dodaje to piosenkom życia. Co do śpiewającej babki, najważniejsze, że śpiewa autentycznie. Jej naturalność jest dla niej plusem.

K.Ż.: Co w tej piosence jest inne, niż w ubiegłych – nie ma tzw. muzyki oprogramowanej. Wszystkie instrumenty są nagrane na żywo. Zrobili to muzycy z Polski. Mam kolegę, Rafała Jackiewicza, saksofonistę, który ukończył studia w Polsce i teraz tam mieszka. To właśnie jego znajomi pomogli nam w nagraniach. Są to bardzo zawodowi wykonawcy. Dlatego wersje „demo” musiałam wysyłać właśnie do nich, przez cały czas mamy kontakt w Internecie. Nie widząc osoby muszę jej wytłumaczyć, o co chodzi. Proces jest bardzo ciekawy.

Fot. Joanna Bożerodska

Gdzie szukacie takich autentycznych wileńskich tekstów?

K.Ż.: Szkoda, że pozostało już mało osób, które je znają. Jasne, można jeszcze coś nagrać, ale jest to coraz trudniejsze. Sama się tym nie zajmuję, choć ostatnio miałam okazję do zrobienia czegoś podobnego. Posiadałam nagrania, musiałam zapisać nuty, bo były mi potrzebne do pewnego projektu. Jeżeli chodzi o teksty, to zwykle korzystam ze śpiewników. Dobre pozycje przygotowali Jan Gabriel Mincewicz, Maria Krupowies, fajny śpiewniczek ma zespół „Zaciszuki” z Węgorzewa. Są wilniukami, więc śpiewają nasze piosenki.

Nie jest to pierwszy duet „Kaymo Project” z Elizabeth Olshey. Jak osoby, które zupełnie inaczej słyszą muzykę, mogą tak świetnie razem współpracować? Jak rozstrzygacie możliwe konflikty?

K.Ż.: Nie mamy takich konfliktów, bo staramy się wszystko wcześniej przemyśleć. Jeżeli mamy wątpliwości, np., czy dana osoba lubi taką muzykę i czy na pewno coś zrobi, to szukamy kogoś innego.

E.O.: Mamy bardzo dobre stosunki z Kasią i wspólne wizje. Kasia jest ze mną „na fali” i to, co tworzy, jest dla mnie bardzo aktualne.

K.Ż.: Bardzo dobrze, że Ela potrafi wykonać piosenki o różnej stylistyce. Ma ukończone studia, jesteśmy po tej samej uczelni. W trakcie nauki poznajemy ogólne zasady, do których się przyzwyczajamy, dlatego później możemy się dogadać.

Fot. Joanna Bożerodska

W ubiegłym roku Kasia mówiła, że marzy o wydaniu płyty zespołu „Kaymo Project”. Jak te plany wyglądają teraz?

K.Ż.: Bardzo powoli idziemy do przodu. Kiedyś tak sobie żartowałam, że każdego roku nagrywamy po jednej piosence, więc po dziesięciu latach będzie cała płyta. Może tak się stanie. Kiedykolwiek się ukaże, już mamy 5 piosenek. Byłoby fajnie nagrać płytę, bo każdy zespół o tym marzy. W zasadzie, bardzo mało gramy na żywo, a gdy jednak mieliśmy występy, to byliśmy we trójkę, czyli ja, Ela i nasz gitarzysta. Resztę stanowiły podkłady. Znaleźć takich na żywo grających muzyków-amatorów na Litwie nie mamy szans. Zawodowi drogo kosztują. W dzisiejszych czasach nie jest jasne, jak będzie z kwarantanną. Droga muzyczna teraz wygląda zupełnie inaczej. Nie ma imprez i nie można nic planować. W związku z pandemią życie muzyków wygląda zupełnie inaczej – o tym z nimi rozmawiamy. Sytuacja w Polsce jest chyba nawet jeszcze gorsza. Z drugiej strony, kwarantanna – to nowe pole do popisu. Można wiele zrobić, nagrać, co wszyscy robili. Mieliśmy bardzo dużo darmowych koncertów online. Nie wiem, czy to jest dobrze. Do kwarantanny na rynku muzycznym było dużo zespołów, dużo wykonawców. Ile mieliśmy polskich koncertów w Wilnie! Wtedy było bardzo dobrze. W trakcie kwarantanny mieliśmy przesyt wydarzeń online. Pierwszy tydzień był okej, drugi też, ale potem miałam tego dość. Chciało się takiego spokoju, wypoczynku.

E.O.: Uważam, że nagranie płyty – to bardzo fajna rzecz, ale jest taka alternatywa jak „Spotify” czy „YouTube”.

K.Ż.: Jesteśmy tacy cyfrowi. W zasadzie, najlepszą opcją jest robienie nagrań. Oczywiście, chciałabym, aby utwory zabrzmiały na żywo w trakcie koncertu, ale nie wiem, kiedy będzie to możliwe.

E.O.: Pierwsze nasze piosenki są bardzo skomplikowane, jeżeli chodzi o wykonywanie na żywo. Wykorzystywanie tylu instrumentów jest bardzo kosztowne. Nie wyobrażam, jak moglibyśmy to zorganizować, ale to by było po prostu wspaniale.

K.Ż.: Myślę o przeróbkach na skład bardziej akustyczny. Teraz mamy radio, „YouTube”, może coś zrobimy z tym „Spotify”, aby się dało tego posłuchać w domu.

E.O.: Tak na weselszą nutę, mamy nadzieję, że wszystko będzie dobrze i będziemy mieli dużo koncertów.

Zobacz Więcej
Zobacz Więcej