Karol Lindholm: Jestem filmowcem, nie aktywistą

W Wilnie kończy się Międzynarodowy Festiwal Filmów Krótkometrażowych. W kinach „Skalvija” i "Pasaka" w ramach programu „Kitoks pasaulis” ("Inny świat") był pokazywany film dokumentalny „Wnętrze lwa” polskiego reżysera Karola Lindholma. Otrzymał on nagrodę za najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny. Dzieło przedstawia wydarzenie "Animals Inside Out", które regularnie się odbywa w ogrodzie zoologicznym w Odense (Dania). W czasie tej akcji zostaje publicznie zabity lew. Jego wnętrzności są dokładnie pokazywane dzieciom w ramach procesu edukacyjnego. Jak w zaledwie 12 minutach przedstawić swojego rodzaju "igrzyska śmierci", rozmawialiśmy z twórcą "Wnętrza lwa".

Ewelina Knutowicz
20 stycznia, 2020 6:01
Karol Lindholm: Jestem filmowcem, nie aktywistą

Fot. Ewelina Knutowicz

Film „Wnętrze lwa” w Wilnie przedstawiasz już drugi raz…

Tak. Pierwszy pokaz filmu „Wnętrze lwa” odbył się na festiwalu „Scanorama” – były to projekcje w ramach konkursu międzynarodowego filmów krótkometrażowych. Film „Wnętrze lwa” otrzymał tam wyróżnienie za tak zwany „political awareness”, czyli zwrócenie szczególnej uwagi na rzeczy, które politycznie mogą sprawiać zagrożenie dla współczesnego społeczeństwa.

Jakie jest uczucie pokazywać ten sam film w tym samym mieście?

To już jest prawie 30. festiwal dla filmu „Wnętrze lwa”. Oczywiście, nie jestem w stanie jeździć na wszystkie, ale myślę, że sam zawód bycia reżyserem czasem sprawia taką refleksję, że bywają momenty, kiedy człowiek zaczyna czuć się trochę jak schizofrenik. Cały czas jeżdżę i opowiadam tę samą historię. Tym bardziej, że tutaj rozmawiamy o filmie, który trwa 12 minut. Zacząłem go robić na drugim roku studiów w szkole filmowej – teraz już szczęśliwie kończę tę szkołę. Cały proces powstawania tego filmu, kręcenie go – to bardzo długi proces. Efektem końcowym i największą nagrodą są spotkania z widzami. Dla mnie jest to zawsze bardzo fajne przeżycie. Tym bardziej, że dyskusje i temat, który porusza film jest dosyć z pogranicza dylematu moralnego.

Obserwujesz reakcje widzów? Czy się różnią w zależności od kraju?

Spotkałem się z tym, że bardzo emocjonalnie reagują na to we Włoszech i Hiszpanii. To jest bardzo ciekawe. Spotkałem w Berlinie takiego aktora, który teraz gra główną rolę we włoskim serialu na „Netflixie”. Był to festiwal „Interfilm”, gdzie „Wnętrze lwa” otrzymało nagrodę za film dotyczący tematu współczesnego środowiska. Reakcja aktora była wstrząsająca – pierwszy raz ktoś po wyjściu z kina rozpłakał się i zaczął mnie przytulać. Mówił, że nie wie, jak to się dzieje, że takie rzeczy obserwujemy we współczesnym świecie, a tym bardziej w najszczęśliwszym na świecie kraju według takich pism jak „The Guardian”.

Fot. Ewelina Knutowicz

Nie miałem żadnej projekcji w Skandynawii. Film nie dostał się na żaden festiwal w Danii, Szwecji czy Norwegii. Premiera odbyła się rok temu na największym festiwalu filmów krótkometrażowych w Finlandii. Jest to tak naprawdę festiwal, który podsumowuje cały poprzedni rok, jeżeli chodzi o wszystkie filmy krótkometrażowe. W głównym programie konkursowym było ok. 180 filmów z 46 krajów. Tam po raz pierwszy zauważyłem różnice, które funkcjonują w odbiorze kulturowym. Na przykład, koleżanka z Chin, która również pokazywała tam swój film, totalnie nie rozumiała, dlaczego coś takiego się robi. Część Skandynawów próbowała to tłumaczyć tym, że właśnie my nie rozumiemy tej kultury, bo to jest w pewnym sensie otwartość na oswajanie dzieci ze śmiercią. Przecież wszyscy jemy mięso, a ci, którzy go nie spożywają, doprowadzają ten temat wyłącznie do walki z przemysłem mięsnym.

Wiele ludzi reaguje bardzo emocjonalnie na ten film. Nie są w stanie znieść całej go brutalności, bo pokazujemy wnętrzności lwa z bardzo bliska, więc ludzie często wychodzą z kina. Ciekawe jest to, że każda dyskusja jest bardzo długa, a zdania są różne. Pierwsze pytanie, jakie się stawia oglądając ten film – czy by się zaprowadziło własne dziecko na takie wydarzenie? Drugie pytanie – jak to jest możliwe, że ten lew został w ogóle zabity w zoo? Trzecie pytanie, jakie można sobie postawić po projekcji – dlaczego w ogóle to się dzieje?

Zależało mi na przedstawieniu tego wydarzenia jak najbliżej i jak najbardziej realistycznie, jak wygląda naprawdę. Starałem się pokazać to wydarzenie surowo i w szczegółach, oprzeć to na reakcjach dzieci i publiczności. Zależało mi, aby widz się poczuł tak, jakby tam był. Pozbyłem się wszelkiej oceny i próby śledztwa dziennikarskiego, bo to jednak jest film dokumentalny, a nie artykuł w gazecie. Jest to wypowiedź artystyczna w kontekście tego tematu.

Czy znalazłeś sam dla siebie odpowiedzi na wcześniej wymienione pytania?

Cała ta sytuacja, która się dzieje tu w Danii, była odkrywana przeze mnie w trakcie całego procesu, trwającego do spotkań z widzami i jeszcze dłużej. Duńskie zoo decyduje się na uśpienie zwierzęcia. W oficjalnym przedstawieniu sprawy widzimy argumentację, że jest to nadmiarowy osobnik. To praktyka, która jest stosowania w wielu ogrodach zoologicznych, bo ten osobnik nie jest o tyle silny, aby przetrwać. W sytuacji z danym lwem pojawiła się propozycja, aby go przenieść do innego zoo. Wtedy placówka w Danii odmówiła odkupienia i przeniesienia tego zwierzęcia argumentując decyzję tym, że jest ono po prostu zbyt słabe genetycznie. Decydują się na zrobienie sekcji publicznej w formie lekcji dla dzieci pod nazwą „Animals Inside Out”. Ostatecznie stało się to bardzo dużą reklamą dla zoo. Oczywiście, stoi też za tym bardzo filozoficzne podejście do tego, czym jest zwierzę, dlaczego człowiek postanowił je zaadoptować 20 tys. lat temu, chcąc, aby przedłużyło życie swojego gatunku. To jest ten dylemat moralny. Czy człowiek, który zdecydował się też na oswojenie, jest też odpowiedzialny za to? Czy ta odpowiedzialność jest odpowiednia?

Jeżeli chodzi o przypadek duńskiego zoo, niestety jest tak, że ono jako jedyne dba również o dobrobyt rodziców. Decydują się na to, aby pozwolić oswoić trzy lwy, które nigdy nie powinny się rozmnożyć. Rodzi się jednak taki lew, dla którego z założenia nie ma miejsca i którego nie chcą oddać do innego zoo, bo zabierze miejsce lepszym osobnikom. Nie chcą go też sprzedać, bo wtedy dopuściliby do handlu zwierzętami. Była taka sytuacja z żyrafą, kiedy zgłosił się bardzo bogaty człowiek ze Stanów Zjednoczonych, który chciał ją zabrać do swojego parku zoologicznego. Zoo mu odmówiło. Pod otoczką edukacji znajduje się konkretna idea, która wynika z dobrobytu rodziców, a później z przeprowadzenia rytuału filozoficznego, aby te gatunki przetrwały jak najdłużej.

W czasie oglądania filmu zauważyłam, że dzieci na widowisko reagują bardziej dramatycznie, a rodzice i inni dorośli mają z tego wręcz ubaw. Dlaczego tak wychodzi, że w czasie dojrzewania stajemy się mniej empatyczni?

Znam wiele ludzi, którzy nie przechodzą takich doświadczeń i pozostają tacy empatyczni. Jedna z osób, z którymi pracowałem – kierowniczka produkcji tego filmu – do dzisiaj go nie obejrzała, bo nie była w stanie wytrzymać. We współczesnym świecie spotykamy się z brutalnością. Co zaobserwowałem w wypadku tego filmu, to komunikowanie z pewnym symbolem, jakim jest „Król Lew”. To nie tylko najsilniejsze zwierzę, ale również nawiązanie do naszego pokolenia, czyli ludzi, którzy się wychowywali w latach 90-tych. Ten symbol wzbudza dodatkową empatię. Tymczasem rodzice mają w głowie taką rzecz, że wychowają dziecko na bardzo dobrego lekarza weterynaryjnego. Jedna z dziewczynek, która została nakręcona w moim filmie, jest córką kobiety, która przeprowadza sekcje. Spotykałem ludzi, którzy przyprowadzali swoje dzieci na takie wydarzenia regularnie. Mieli przekonanie o tym, że jest to wydarzenie edukacyjne i pozwoli dziecku dorosnąć. Czy tak jest? Nie wiem, czy jest to pytanie do mnie.

Weźmy dla przykładu bardzo popularny film „Joker”, który jest 20 razy bardziej brutalny, niż mój film. W dodatku „Wnętrze lwa” jest dokumentem nakręconym w sposób surowy. Nie koloryzowałem rzeczywistości.

Czy miałeś już wcześniej ułożoną wizję, jak chcesz to nakręcić?

Gdy przyjechałem na wydarzenie, myślałem, że będzie to dokumentacja. Materiał, który nakręciłem, okazał się tak dobry, że 80 proc. „Wnętrza lwa” jest skonstruowane na tym pierwszym założeniu. Myślałem o tym, że będę obserwował dzieci. Z jedną kamerą chodziłem wśród widzów, Martyna Jakimowska zaś obserwowała bliskie portrety. Miałem założenie, aby opowiedzieć o tym wydarzeniu z perspektywy dzieci, ale będąc na wydarzeniu coraz dłużej, odkrywałem elementy dodatkowe.

Z początku bardziej chciałem przeprowadzić śledztwo. Niestety, nie udało mi się, ponieważ dyrektor duńskiego zoo odmówił mi komentarza w tej sprawie i nie chciał się ze mną spotkać. Jeżeli chodzi o innych pracowników zoo w Odense, to na początku proces komunikacyjny był bardzo przyjazny, później było już coraz trudniej wejść tam z kamerą. Wyglądało to dziwnie, ponieważ widzieliśmy wiele innych mediów. Czasem odnoszę wrażenie, że zoo robi to z powodu chęci przyciągania publiczności, aby przyszli do niego zimą. Jest to zatem zabieg bardzo marketingowy, bo za wejście należy zapłacić. Starałem się jednak wciąż odnieść się do wszystkiego szorstko, układając kadry w sposób dramaturgiczny.

Fot. Ewelina Knutowicz

Czy po premierze filmu dyrekcja zoo chciała się z tobą skontaktować?

Nikt nigdy nie skontaktował się ze mną. Na razie ten film ma drogę festiwalową, ale być może w przyszłości uda się zrobić tak, aby go obejrzało więcej osób, udostępniając go drogą internetową. Może więcej osób się dowie o zaistniałej sytuacji.

Ciekawe jest to, że niedawno zoo postanowiło przenieść sekcje zwierząt do parku. Nie jest to tylko wydarzenie, które odbywa się za zamkniętymi drzwiami, ale dzieje się w miejscu publicznym w czasie wiosny. Myślę, że każdy może odpowiedzieć sobie sam na pytanie, do czego to może doprowadzić.

Jedna ze scen przypominała mi amfiteatr albo moment z „Quo vadis”. To był celowy zabieg?

Stół, na którym odbywa się całe wydarzenie, jest ustawiony pośrodku, a widownia jest skonstruowana w formie małego amfiteatru. Jest to pewne misterium, które odbywa się na oczach widzów. Ostatnia scena z oklaskami i pozowaniem dziewczyn do zdjęć z odciętą głową lwa (co nie było jeszcze bardzo brutalne, bo w dodatku zwykle wydłubują mu oko, aby pokazać, jak funkcjonuje) również może zawierać pewne skojarzenia.

Nie opowiadałem w filmie o pewnych relacjach w zoo, bo mógłbym wpaść w pułapkę, która byłaby propagandą tych idei.

Czyli od czasów starożytnych nic się nie zmienia – ludzi bawi okrutność?

Człowiek jest trochę bestią, która do końca się nie pozbyła swoich instynktów. Myślę jednak, że w tym wypadku nie chodzi o okrucieństwo, czyli nie o pasjonowanie się okrucieństwem, ale o taką ciekawość. Jest to również bezmyślne zaufanie do idei, które szerzy zoo – że jest to sekcja edukacyjna i dzieci świetnie się bawią, a zwierzęta są też piękne od środka. Osoba, która ulega takiej manipulacji, przyprowadza swoje dziecko do zoo, a wtedy już jest za późno, bo staje się ono uczestnikiem wydarzenia. Niewinna istota jest narażana na wielki stres lub traumę. Czy jest to dobre? Musi odpowiedzieć każdy z nas. Zostawiam tę furtkę do odpowiedzi w swoim filmie. Nigdy nie szedłem z założenia do oceny tego wydarzenia jako dobrego lub złego. Oczywiście, mam swoją opinię, której trudno się pozbyć. Uważam jednak, że udało mi się coś osiągnąć tym filmem, bo widzę reakcje widzów. Czasem one są skrajne, trwają po kilkanaście minut i przenoszą się na zewnątrz kina, a czasem komuś tkwią w głowie po kilka miesięcy.

Kategorie