Hromadske TV w Wilnie. O „szansonie” i antysystemowej telewizji

Chcesz założyć telewizję, to musisz ubiegać się o zezwolenia i licencje, a my nikogo o zgodę nie prosiliśmy – powiedział podczas wczorajszego spotkania w Wilnie Roman Skrypin, znany ukraiński dziennikarz oraz jeden z założycieli internetowej telewizji Hromadska TV.

Antoni Radczenko
Hromadske TV w Wilnie. O „szansonie” i antysystemowej telewizji

„Ten projekt najpierw pojawił się w naszych głowach. Pojawił się jeszcze przed Majdanem” – opowiedział uczestnikom spotkania ukraiński dziennikarz.

Od samego początku założyciele Hromadske TV stawiali na absolutną niezależność, dlatego nadawanie w internecie było czymś naturalnym, ponieważ nie potrzebuje ono żadnych zezwoleń. Początkowo środki na telewizję pozyskano z crowfundingu. W ten sposób udało się zebrać prawie pół miliona dolarów. Telewizja dużą popularnością zaczęła się cieszyć podczas wydarzeń na Majdanie. Materiały Hromadska TV były transmitowane przez ukraińskie telewizje komercyjne oraz stacje zachodnie. To ułatwiło im wygranie grantu w Komisji Europejskiej. Obecnie dziennikarze niezależnej telewizji są obecni na froncie oraz na terenach objętych przez separatystów.

Zdaniem Romana Skrypina „problem Donbasu” w dużym stopniu został stworzony sztucznie. Prawie wszystkie ekipy rządzące chciały „rozmawiać z Donbasem”. „A tak naprawdę, kiedy się zapyta: a na czym polega wasza wyjątkowość, czym różnicie się od innych regionów? To nikt nie jest w stanie odpowiedzieć” – podkreślił dziennikarz. Skrypin zaznaczył, że spora część osób mieszkających na Krymie lub na Wschodzie Ukrainy mentalnie nadal mieszka w ZSRR i odrzuca „wszystko, co jest ukraińskie”. „Tak naprawdę bardziej potrzebują pomocy psychoanalityka” – zasugerował Skrypin. To jest zauważalne również wśród uchodźców z Ługańska i Doniecka. Wiele z nich nadal nie chce nic robić, słucha „rosyjskiego szansonu” oraz żąda od władz pracy i bezpłatnych mieszkań. „Oczywiście są też inni. Teraz jest masa taksówek z donieckimi numerami i z tego co wiem, nikt się nie skarży” – podkreślił dziennikarz.

Skrypin jest przekonany, że mimo obecnych trudności, miejsce Ukrainy jest w Europie. „Osobiście dla mnie nie powstaje pytanie: czy Ukraina wejdzie do Unii Europejskiej i czy Ukraina jest krajem europejskim. Kiedy się przyjeżdża do Lwowa, to się odczuwa tą europejskość. Nie chodzi mi o historię, czy piękną architekturę. Tylko o sferę obsługi oraz o pewien komfort życia i stosunków międzyludzkich. Tam rozumiesz, że kraj podąża w tamtą stronę. Być może trochę zbyt wolno, ale jednak podąża” – podkreślił Skrypin.

Transformacja, jego zdaniem, nie może się dokonać w ciągu kilku miesięcy, czy nawet lat. „Jest to droga na 20-30 lat” – dodał dziennikarz.

Organizatorem spotkania, które odbyło się w siedzibie Związku Pisarzy Litwy, było Forum Współpracy i Dialogu im. Jerzego Giedroycia.

PODCASTY I GALERIE