Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki: opowieść córki o ukochanym ojcu

– To było w styczniu 2013 roku. Mój ojciec Vytautas Antanas nagle stracił przytomność i został szybko zabrany do szpitala, – opowiada Lina Butkuvienė. – Lekarze nie mogli uwierzyć w to, co ujrzeli – guz mózgu o wielkości pięści. Niedługo po tym przerósł w raka.

zw.lt
Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki: opowieść córki o ukochanym ojcu

Vytautas z wnuczką Neringą archiwum prywatne Liny Butkuvienė

Ojciec i córki

– Ojciec był moim najlepszym przyjacielem. Najlepszym z możliwych, – wspomina Lina. – Niezwykle dobre relacje łączyły nas z ojcem od wczesnego dzieciństwa i to się nigdy nie zmieniło.

Jak mówi Lina, łączyło ją z ojcem jednakowe podejście do życia i jego wartości, do polityki i postaw życiowych. Jednakowo traktowali wartości rodzinne.

Vytautas Antanas był człowiekiem rodzinnym, który otaczał swoją żonę i dwie córki nieskończoną miłością i troską. Dbał o taki dom, w którym wszyscy czuliby się szczęśliwi.

Mężczyzna wychowywał dwie córki. Od pierwszych lat życia dziewczynek starał się im wszczepić przydatne nawyki, uczył odpowiedzialności, w tym finansowej, podejmowania ważnych życiowych decyzji według możliwości, a nie pragnień.

Wczesna śmierć matki

– Mama zmarła wcześnie i niespodziewanie, – wspomina Lina. – Miała zaledwie 46 lat.

Po śmierci żony mężczyzna został sam z dwiema córkami. Lina miała wtedy 19 lat, a jej siostra – 16.

– Ojciec długo nie mógł poradzić sobie ze śmiercią matki, – wspomina Lina. – Wydawało się, że umarł razem z nią.

Mężczyzna jednak się nie poddał. Trzymał się życia z całych sił, musiał bowiem zaopiekować się swoimi córkami. Mimo wszelkich trudności poradził sobie, wypuszczając w świat dwie piękne, inteligentne i dobrze wychowane kobiety.

Narodziny wnuczki

– Narodziny pierwszej wnuczki były dla ojca prawdziwym cudem, światełkiem na jego czarnym niebie, powiewem świeżego powietrza w jego smutnym życiu, – dzieli się wspomnieniami Lina. – Wnuczka dała mu nową siłę i chęci do życia.

Córka Liny, Neringa, wychowywała się pod bacznym okiem dziadka. Pan Vytautas uczył wnuczkę wszystkiego, spędzał z nią każdą chwilę.

– Jestem bezgranicznie wdzięczna ojcu za wszystko, czego nauczył moje dzieci, za każdą życiową lekcję, – opowiada Lina. – Wychował je na cudownych ludzi. Jako matka jestem z nich naprawdę dumna.

Początek choroby ojca

Choroba ojca spadła na kobiety jak grom z jasnego nieba. Pan Vytautas nigdy wcześniej nie narzekał na problemy zdrowotne, nie odczuwał żadnych objawów choroby.

– Widocznie, te wszystkie doświadczenia z ostatnich lat, nagłe odejście matki i ogromny ból z tego powodu nie spłynęły po ojcu bez śladu, tylko się w nim i w jego ciele gromadziły. – rozważa Lina. – Kwestią czasu było, kiedy to wszystko wybuchnie.

Podczas badań w 2003 roku panu Vytautasowi zdiagnozowano guza mózgu. W ciągu następnych 10 lat przeszedł aż 7 operacji głowy.

– Choroba ojca zmieniła nasze życie, i nas, – opowiada Lina. – Nauczyłyśmy się żyć z innym ojcem. Był to zupełnie inny człowiek niż przed tym feralnym dniem.

Kryzys zdrowotny

– Pogorszenie stanu zdrowia ojca nastąpiło w styczniu 2013 roku, – wspomina Lina. – Ojciec stracił nagle przytomność i wylądował na podłodze z 2-letnią wnuczką na rękach. Niezwłocznie zabrano go do szpitala. Tam podczas badania zdiagnozowano guza mózgu, który był wielkości pięści. Lekarze po prostu nie mogli uwierzyć w to, co widzieli.

Ojciec Liny pozostał sparaliżowany, prawie nie mówił, nie orientował się, gdzie jest, ani nie rozpoznawał już bliskich.

Mężczyzna spędził w szpitalu miesiąc, po czym zabrano go do domu.

Kobiety musiały szukać placówki, w której ich ojciec mógłby otrzymać profesjonalną opiekę.

– Niektórzy zastanawiali się i wytykali wręcz, dlaczego my lub druga żona ojca nie mogłyśmy się zaopiekować ojcem same w domu, – wspomina kobieta. – Odpowiedź na to pytanie prosta – w domu nie miałyśmy odpowiednich warunków do opieki nad ciężko chorą osobą. Obie pracowałyśmy, utrzymywałyśmy rodziny i opiekowałyśmy się małymi dziećmi. Żona ojca również nie mogła zabrać go do domu, więc razem musiałyśmy szukać bezpiecznego schronienia dla ciężko schorowanej, lecz najdroższej dla nas osoby.

Poszukiwania domu opieki

Po rozpoczęciu poszukiwań domu opieki Lina i jej siostra przejrzały liczne recenzje i opinie o tego rodzaju placówkach.

Wciąż jednak nie mogły się zdecydować. Żadne ze znalezionych miejsc nie spełniało oczekiwań kobiet.

Właśnie w tym czasie Lina trafiła na artykuł o siostrze Michaeli Rak i założonym przez nią Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie.

– Artykuł w sposób bardzo przemawiający opisywał misję hospicjum, a także trudną drogę, jaką siostra Michaela musiała przejść, aby to hospicjum powstało, – wspomina Lina. – Postanowiłam napisać do hospicjum i zapytać o możliwość opieki tam nad ojcem.

– Mówią, że gdy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno, – dzieli się przemyśleniami kobieta. – Sama się o tym przekonałam. On naprawdę otworzył okno dla naszego śmiertelnie chorego ojca. Okno do hospicjum, do panującego tam spokoju, poczucia bezpieczeństwa i wielkiej miłości.

Lina wraz z siostrą niezwłocznie udały się do hospicjum. Pracownik placówki zapoznał kobiety z działalnością hospicjum, pokazał pomieszczenia oraz salę, w której przygotowano już miejsce dla ich ojca.

Uzgodniono, że pan Vytautas zostanie zabrany do hospicjum w następnym tygodniu.

Przyjazd do hospicjum

– Zabranie ojca do hospicjum nie było łatwym zadaniem, – wspomina Lina. – Pamiętam, jak jechaliśmy dudniącą karetką. Niepokój i napięcie coraz bardziej w nas wzbierały.

Jak mówi Lina, ojciec ciężko zniósł tę podróż zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Nie rozumiał, dokąd go zabieramy i bardzo się tym niepokoił.

– Z siostrą bardzo to przeżyłyśmy. Nie była to łatwa decyzja, – opowiada Lina. – Z jednej strony, nie wiedziałyśmy, jak to wszystko będzie wyglądać, z drugiej jednak – całym sercem i umysłem zdałam sobie sprawę, że wybrałyśmy dla naszego ojca najlepszą, najbezpieczniejszą i najprzytulniejszą placówkę medyczną. Przez następne 11 miesięcy stała się ona naszym drugim domem.

W hospicjum chorego i jego rodzinę, niczym honorowych gości, przywitała dyrektor placówki siostra Michaela Rak, lekarze, zespół pielęgniarek i wolontariuszy.

– Już wtedy uświadomiłam sobie, że to jest nasza nowa rodzina, – kontynuuje swą opowieść Lina. – Ci wspaniali ludzie zaopiekowali się nie tylko tatą, ale także nami. Potrzebowaliśmy tego bardzo, byliśmy zmęczeni i przytłoczeni ciężarem tego, co nas spotkało, a jeszcze bardziej wielką niewiadomą.

Jak wspomina Lina, personel hospicjum otoczył jej rodzinę prawdziwą opieką, wniósł w jej życie spokój.

Kobiety od razu poczuły, że ich ojciec znalazł się w dobrych rękach.

– Przez cały czas przebywania ojca w hospicjum byłyśmy spokojne, – wspomina kobieta. – W hospicjum otrzymaliśmy to, czego (mogę teraz śmiało o tym powiedzieć) w owym czasie nie otrzymaliśmy nigdzie indziej.

Otoczenie hospicjum przypominało dom, w którym jest dobrze i bezpiecznie. To miejsce, w którym czujesz się ważny bez względu na to, kim jesteś.

Jak opowiada Lina, jej ojciec nie był już w pełni świadomy tego, gdzie jest, kto się nim opiekuje, troszczy się o niego, ani że nie jest już w domu.

Bliscy chorego i ich emocje

– Nie jest tajemnicą, że bycie obok umierającej ukochanej osoby jest niezwykle trudne zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie, – dzieli się swoimi przemyśleniami Lina. – Ale w hospicjum naprawdę poczułam się wysłuchana, zrozumiana i w pewnym sensie chroniona.

Zespół hospicjum tworzą niezwykli ludzie, szczerzy i współczujący lekarze, pielęgniarki i ich asystenci, którzy w razie potrzeby natychmiast ruszają na ratunek, zapewniają niezbędną pomoc i wsparcie

Kobieta przyznaje, że na zawsze zapamięta rozmowę z panią psycholog hospicjum podczas przyjęcia z okazji Dnia Ojca 1 czerwca, tradycyjnie organizowanego przez hospicjum.

Kobiety wielokrotnie spotykały się później na korytarzach hospicjum. Lina nieraz zwierzała się jej ze swoich kłopotów i bólu, a zawsze w odpowiedzi słyszała słowa, które ją uspokajały, dodawały otuchy, przypominały jej o tym, że ojciec na co dzień jest pod dobrą opieką i nie musi się o nic martwić.

Pani psycholog zawsze namawiała też Linę, aby mimo wszystko nawet w tak trudnej dla niej sytuacji nie zapominała o zdrowiu swoim i rodziny.

Żywienie

– Kolejną godną uwagi rzeczą w hospicjum jest żywienie. Tu jest ono wyjątkowe, – mówi Lina. – Nie potrafię gotować tak dobrze. Jedzenie tam było każdego dnia inne, ale zawsze pyszne i sycące. Mięso wyglądało jak mięso, ziemniak jak ziemniak, warzywo jak warzywo. Nie mogę tego powiedzieć o szpitalach, w których zdarzyło nam się być.

Zdaniem lekarzy, z powodu naruszonych funkcji organizmu ojciec Liny nie był w stanie jeść normalnego jedzenia, więc podawano mu różnego rodzaju papki i przeciery.

– Po przyjeździe do hospicjum ostrzegłam o tym personel, – wspomina Lina. – Ale jeden z lekarzy hospicjum mimo wszystko zasugerował podawać ojcu „zwykłe” posiłki, a nie przecierane, aby mógł przeżuwać pokarm i w ten sposób lepiej się posilić.

Postąpiono zgodnie z zaleceniami lekarza. Od tego czasu pan Vytautas z apetytem spożywał coraz to nowe arcydzieła kuchni hospicjum.

Atmosfera w hospicjum

– Przebywające w hospicjum siostry zakonne wnosiły w to miejsce nadzieję i spokój. Sprawiały, że było to bardzo przytulne miejsce, – wspomina Lina. – Z modlitwą pochylały się nad łóżkiem odchodzącego do wieczności, śpiewały wzruszające do głębi serca pieśni. Robiły to jednak po cichu, aby znajdujący się za ścianą chorzy nie słyszeli ani nie opłakiwali.

Siostry zakonne towarzyszyły ojcu Liny wraz z rodziną zarówno w modlitwie, jak i w bólu. Były obok również wtedy, gdy odliczał już ostatnie minuty swojego życia. Kiedy zmarł, usiadły razem i objąwszy dzieci Liny, pocieszały je.

– Zawsze podziwiałam tę wewnętrzną siły sióstr zakonnych z hospicjum. To, jak potrafiły zachować godność obok żałobników, ich niewypowiedzianą zdolność do pocieszenia każdego ze złamanym sercem, – nie kryje wzruszenia Lina. – Przez całe życie będę bezgranicznie wdzięczna hospicjum za to, że przyjęło mego nieuleczalnie chorego ojca, otuliło go troską, współczuciem i miłością.

Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie zapewnia bezpłatną profesjonalną opiekę medyczną i pielęgniarską dzieciom i dorosłym nieuleczalnie chorym na choroby onkologiczne i inne na oddziale stacjonarnym hospicjum oraz w domach pacjentów.

Uprzejmie prosimy o przekazanie 1,2% podatku na rzecz Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie. Więcej informacji: http://bit.ly/HospicjumWilno

PODCASTY I GALERIE